Live in Munchen
1.Battering Ram
2.Motorcycle Man
3.Sacrifice
4.Destroyer
5.Power and glory
6.20.000 FT
7.The devil
8.Heavy metal thunder
9.Queen of hearts
10.Princess of the night
11.Wheels of steel
12.Denim and leather
13.Crusader
Bonus:
Live in Brighton, Live in Chicago
Wydawca: UDR
Rok wydania: 2016
21 listopada 2016 do Polski zawita legenda metalu, a także jeden z
najważniejszych zespołów spod znaku NWOBHM – grupa Saxon. Świetnie się
zatem złożyło, że 7 października zespół wydał swoje najnowsze DVD,
zatytułowane „Let me feel your power”, które zawiera zapis video oraz
audio (dwie płyty CD) koncertu z Monachium oraz dodatki z Brighton i
Chicago. Wielu fanom pozwoli ono bowiem wczuć się w klimat i dobrze
przygotować się do warszawskiego koncertu.
Zespół, któremu niezmiennie od powstania przewodzi Biff Byford zawsze
podkreśla, że zawsze dla nich najważniejsze są spotkania z fanami
podczas koncertów. Dlatego z zainteresowaniem, ale i obawami włożyłem
płytkę do odtwarzacza. Z obawami, ponieważ niemiecka publiczność należy
do tej specyficznej, „stojącej” i mało żywiołowej publiki. Na szczęście
moje obawy szybko zostały rozwiane. Monachijska publiczność zaskakująco
szybko złapała kontakt zespołem, dzięki czemu została kurtuazyjnie
wynagrodzona przez lidera mianem „najlepszej publiczności na trasie”.
Fani odwdzięczyli się podarowaniem członkom grupy kamizelek z mnóstwem
naszywek z nazwami rockowych i metalowych zespołów. Wokalista zdaje się
być tym trochę onieśmielony i kwituje całe zajście słowami „czuję się
jak na fashion show…”.
Ale wszystko zagrało jak trzeba – Saxon wszak łoi nie od dziś i
doskonale wie, jak zachęcić publikę do wspólnej zabawy. Już od samego
początku grupa prezentuje ciężki, motoryczny metal z najwyższej półki.
Koncert rozpoczyna bardzo energiczne „Battering ram”. Warto zwrócić
uwagę na basistę Nibbsa Cartera. Hmmm, że też od headbangingu nie boli
go szyja….Setlista koncertu to przekrój przez najróżniejsze epoki
działalności Saxonu, zahaczająca także o współczesność (bardzo dobry
„Sacrifice” z przedostatniego albumu).
Jednak najlepsza część niemieckiego koncertu zaczyna się od utworu
„Queen of hearts”, kompozycji, której nie powstydziłby się nawet sam
Ronnie James Dio czy Rob Halford. Niesamowity klimat buduje ciężki,
mocny riff oraz klawisze. Potem już jazda obowiązkowa, czyli klasyki
wybrane przez publikę: „Princess of the night” czy „Wheels of steel”,
gdzie Biff bawi się z fanami w lekcję śpiewu. Monachijski koncert trwa
niewiele ponad godzinę, czyli stanowczo za krótko. Ledwo, co koncert się
rozpoczyna, a już jest prawie koniec. Pozostawia to lekki niedosyt.
Na płycie są jeszcze dodatki: trzy utwory z Brighton, które zostały
zamieszczone z jednego prozaicznego powodu. Jeden z utworów, „Requiem”,
zadedykowano pamięci Lemmy’ego Kilmistera. Utwór dość ciekawy, bardzo
klasyczny dla Saxonu. Myślę jednak, że w miejsce – bądź co bądź
świetnych – utworów z Brighton można było jednak zamieścić pełny koncert
z Monachium, co nadałoby wydawnictwu prawdziwej spójności.
Drugim bonusem jest natomiast pełny koncert z Chicago. Setlista niewiele
różni się od tej z Niemiec, poza tym, że zmieniono kolejność utworów
oraz że jako wybór publiczności utworu spoza setlisty pada na
sztandarowe „747 (Strangers in the night)”. Oba koncerty różni jeszcze
jedna rzecz. O ile w Mochanium widać, ze sala została podzielona na
sektory, o tyle już w Chicago tego nie ma. Amerykański koncert odbywa
się bowiem w dość dziwnej teatralnej sali. Dziwnej o tyle, że pierwszy
rząd krzesełek znajduje się pod samą sceną, a publiczność, jak za
starych czasów, niemal leży na deskach sceny. Daje to ciekawy efekt, bo
kamery rozstawiono w nietypowy sposób, co daje możliwość spojrzenia na
koncert z nieco innej perspektywy. Skoro mowa o realizacji wizji: nie
zawsze jest dobrze. Kamery nie wyrabiają ze zmiennością kolorów świateł
na scenie, przez co czasem kolory się zlewają i trudno rozpoznać
sylwetki świetnie grających muzyków. Co jakiś czas także na obrazie
pojawiają się paski, jak przy starych transmisjach telewizyjnych. Pod
względem wizji nie do końca jest więc to udane wydawnictwo, na szczęście
jednak sam klimat koncertów, jak i bardzo dobra gra legendarnej grupy w
znacznym stopniu rekompensuje niedociągnięcia. Reasumując: jest to na
pewno jedno z najciekawszych wydawnictw koncertowych tego roku.
8/10
Mariusz Fabin















































