1. Premonition
2. Dream Song
3. Pyrrhic Victoria
4. Light Years Away
5. Solitude
6. Littleworth Lane
7. The Golden Room
8. Two Sides To Every Story
9. Wormhole Wizards
10. Wind In The Trees
11. God Is Crying
Rok wydania: 2010
Wydawca: Epic Records
Satrianiego nie trzeba raczej nikomu rekomendować, to niedościgniony
wzór dla wielu adeptów gitarowego rzemiosła choć w przypadku tego
artysty to nie rzemiosło a raczej sztuka. Po muzycznej przygodzie z
Chickenfood wraca on swoją nową autorską płytą „Black Swans &
Wormhole Wizards”. Gitarzysta do jej realizacji zaprosił: basistę Allena
Whitmana (Mermen), klawiszowca Mike’a Keneallyego (Frank Zappa, Steve
Vai) oraz swego starego znajomego, perkusistę Jeffa Capitelliego.
Produkcją zajął się Kanadyjczyk Mike Fraser, który może poszczycić się
m.in. pracą z AC/DC, Metallicą czy Aerosmith.
Album składa się z 11 instrumentalnych kompozycji, oto pokrótce kilka słów, czego można się po nich spodziewać:
1. „Premonition”. Umiarkowane tempo, świetny klimacik, no i niesamowite riffy. Obiecujący początek.
2. „Dream Song”. Pojawia się efekt wah-wah. Tutaj Satriani również nie forsuje tempa lecz stawia na klimat.
3. „Pyrrhic Victoria”. To takie rockowe boogie w stylu ZZ Top, jedynie
refren (można w muzyce instrumentalnej mówić o czymś takim?) mniej blues
rockowy a bardziej symfoniczny.
4. „Light Years Away”. Blues rockowej jazdy ciąg dalszy, lecz znacznie
dynamiczniej, z przepysznym klimatycznym zwolnieniem aby po chwili znowu
dołożyć do pieca. I te niezwykle efektowne palcówki. Łaaaach!!!
5. „Solitude”. Chwila wytchnienia po gryfowych galopadach. Subtelne
muśnięcia gitary trwające niespełna minutę. Tylko tyle a zarazem aż
tyle!
6. „Littleworth Lane”. Kompozycja o claptonowym klimacie, tyle tylko,
że instrumentalna. Gdyby Satriani miał ja nagrać z wokalistą, idealnie
pasowałby tutaj wokal Claptona.
7. „The Golden Room”. Nieco orientalizmów na wstępie, nieco
bliskowschodniego kolorytu na tle którego czaruje gitara Satrianiego.
8. „Two Sides to Every Story”. Satriani wkracza tutaj nieśmiało w jazz
rockowe rejony, i trzeba przyznać, że w tej konwencji również wypada
wybornie! Oprócz gitary, świetnie brzmią tutaj klawisze.
9. „Wormhole Wizards”. Klimat nawiązuje do pierwszej kompozycji. Świetne zwolnienia, nadają jej niesamowitej barwy.
10. „Wind In The Trees”. Flażolety na wstępie, trochę plumknięc w stylu
Ozric Tentacless, no i wiele gitarowych efektów wah-wah. Satriani w
space-rockowej konwencji, w ostatniej fazie robi się jednak znowu nieco
jazz-rockowo.
11. „God Is Crying”. Na zakończenie jedna z żywszych kompozycji., raczej
rockowa, bez wycieczek w stronę rytm&bluesa, jazzu, blues rocka czy
wszelakiego fusion.
Satriani na nowej płycie nie forsuje oszałamiającego tempa, ale też nie
przynudza zbyt łagodnymi tematami. Nie eksponuje na siłę swych
gitarowych umiejętności. Nie trzeba hamować u niego wirtuozerskich
zapędów jak to często bywa na solowych płytach gitarowych herosów.
Większy nacisk stawia na melodie, co czyni jego płytę bardzo przystępną
mimo dużej skrajności stylistycznej.
Ten niezwykły muzyczny koktajl złożony jest z wielu stylistycznych
składników, ale dzięki swej charakterystycznej grze, Satriani potrafi
sporządzić z niego jednorodny, niezwykle energetyczny napój. Warto
skosztować…
8,5/10
Marek Toma














































