1. Relieved.
2. Raise the Shadow.
3. Away From Our Sins.
4. Forgotten Past.
5. River of Lies.
6. Living In A Dream Is Not Right.
7. It Will Fly Away.
8. All That Can’t Be Said.
Rok wydania: 2010
Wydawca: Lion Music
Przyznam, że jakoś niespecjalnie rozpływałem się nad albumami grupy
Venturia. Pierwsze informacje o solowym albumie Charly’ego Sahona, nie
zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Nie wiem dlaczego, ale pierwsze
zapowiedzi z wytwórni i opis zawartości krążka, sprawił że po pierwsze
(z czym zazwyczaj jestem ostrożny), uwierzyłem bez zastrzeżeń w
zapowiedzi (miks Dream Theater, Muse i 30 Seconds To Mars), po wtóre
byłem przekonany, a może miałem przeczucie, że płyta będzie dobra i
trafi w moje gusta.
Już podczas pierwszego przesłuchania można wyrobić sobie zdanie o tym
albumie. Jest bowiem bardzo spójny, ale i niezbyt długi, co tak naprawdę
czyni go prostszym do ogarnięcia.
Zacznijmy może od wytłumaczenia wpływów, które przytoczone tym razem
przez wytwórnie są dość trafne. Jeśli chodzi o Dream Theater, oczywiście
chodzi bardziej o dość typowe dla prog metalu brzmienie solowych gitar i
brzmienia klawiszy (i tego elementu jakby najmniej), 30 Seconds to Mars
– miks gitar rytmicznych i w zasadzie ściany dźwięku, które stanowią,
kojarzyć może się właśnie z popularnym za oceanem zespołem. Tutaj na
miejscu będzie też przyrównanie wokaliz. Jednak dla sympatyków
progresywnego grania bardziej trafi porównanie, które przyszło mi od
razu do głowy – otóż zarówno barwą, manierą i faktem, że wokalizy często
są przesterowane, Charly Sahona przypomina wokalizy Paula Wrightsona na
ostatnim albumie Blind Ego. Za to kiedy wokal nie jest przesterowany,
Sahona potrafi zaśpiewać ciekawe melodie… a i górek się nie boi, ten
element układanki, a do tego delikatne orkiestracje w tłach przywodzą na
myśl Muse – i tyle gwoli wytłumaczenia prawidłowej i prawdziwej
zapowiedzi albumu.
Trudno odżegnać się od poprzednich dokonań, a jako, że wszyscy muzycy
pojawiający się na albumie grają razem w Venturia, przemycają do
utworów okazjonalnie neoprogresywne klawesyny (It will fly away), czy
soczyste elektroakustyki (Livin in a dream is not right), jako gitary
rytmiczne. Ciekawie wkomponowane są w ścianę nowocześnie brzmiących
rytmów progresywne klawisze czy czyste pianina (All that can’t be said),
a bywają momenty, również dawkowane z umiarem (może oprócz zakończenia
albumu), gdzie Sahona pokazuje swój kunszt i wirtuozerię, powiedziałbym
nawet że solówka wieńcząca album sprawia wrażenie jakby artysta się
zapomniał – i dał się ponieść. Wszystkie ciekawe motywy, które składają
się na utwory, często podszyte są smaczkami i elektronicznymi
delikatnymi akcentami, stawiających kawałki w dość nowoczesnym świetle.
Całość sprawia, że pierwszy solowy album Charly’ego Sahona może być
ciekawą pozycją zarówno dla sympatyków rocka jak i metalu progresywnego,
może trafić również w gusta młodszego słuchacza za sprawą nowoczesnych
akcentów i faktu, że utwory są dość melodyjne i przystępne… ale nie
banalne czy infantylne. W tym względzie zachowano niezłe proporcje.
Warto zaznaczyć że brzmienie i produkcja albumu to również kompromis
między klarownym dźwiękiem, a przybrudzonym sfuzowaniem gitar. Mimo że
jak wspomniałem utwory są rozpoznawalne i charakterystyczne, Naked
Thoughts From A Silent Chaos jest albumem, który pozostaje w pamięci
jako całość. Po skończeniu płyty mam ochotę jej posłuchać ponownie… i
to nie z powodu jednego utworu, czy określonych motywów, album jest
bardzo dobry… po prostu.
8/10
Piotr Spyra
















































