1. Let It Slide (4:49)
2. Vital Signs (3:27)
3. It Doesn’t Matter Who You Are (3:59)
4. Go With the Flow (5:26)
5. (3:48)
6. Wake Up (2:34)
7. Don’t Forget to Breathe (3:24)
8. The Further You Go (4:04)
9. On My Way (5:15)
10. No Two Sides (3:58)
11. Luck (3:39)
12. I’ll Be (6:21)
Rok wydania: 2014
Wydawca: e.a.r music
http://sagaontour.moonfruit.com/
Wielki szacunek dla Kanadyjczyków za przeszło 30 (a właściwie trzeba by
już powiedzieć niespełna 40) lat funkcjonowania na rynku muzycznym,
które zaowocowało wydaniem 21 płyt studyjnych („Sagacity” jest właśnie
tą dwudziestą pierwszą), nie mówiąc o koncertówkach i wszelakich
kompilacjach. Jak wiemy zespół przechodził trudny etap zmiany wokalisty,
po tym jak Michael Sadler postanowił zakończyć karierę (na krótko
zastąpił go Rob Moratti – „The Human Condition” 2009 ). Stary mistrz
jednak powrócił, nagrywając z zespołem dwa lata temu, ich jubileuszowy,
20-ty album studyjny. Jak na tak zacny jubileusz, nie był to (moim
zdaniem) powrót był wyjątkowo udany. Tym razem zmiana dokonała się w
obsadzie perkusji. Na tym stanowisku Briana Doernera zmienił Mike
Thorne. Mamy więc kolejna płytę Sagi, z numerem 1 (po dwójeczce) i
cieszy, że zespół wraca ponownie do swojej dobrej, muzycznej formy.
Na stronę główną powrócił charakterystyczny insekt, będący
niejednokrotnie głównym okładkowym bohaterem zespołu, a do muzyki
powrócił ten wigor, którego brakowało płycie poprzedniej. Brzmienie
wyraźnie się wyostrzyło, szczególnie uwydatniają to początkowe
kompozycje („Let It Slide”, „Vital Signs”) zagrane z iście hardrockową
werwą, oczywiście w pewnych ramach AOR-owej konwencji, w której obraca
się zespół. Mamy tutaj cale pokłady żywiołowych, przemiłych, cieszących
ucho solówek. Wystarczy posłuchać chociażby kipiący gitarami Iana
Crichtona, a zarazem bardzo przebojowy „It Doesn’t Matter Who You Are”,
albo zamykający płytę „I’ll Be”. Jest też pewien kontrast, oprócz
żywiołowości, można znaleźć tutaj spore pokłady subtelnych motywów. Ma
to miejsce nawet na przestrzeni jednej kompozycji ( „Go With the Flow”).
Znalazł się tu również utwór, z bardziej rozbudowanymi harmoniami
wokalnymi („Press 9”), coś w stylu szwedzkiego Moon Safari.
Elektroniczne fajerwerki Jima Gilmoura w kompozycji „Wake Up”, powinny
natomiast przypaść do gustu wszystkim tym, którzy cenią ostanie
dokonania grupy Galahad.
Hard rock, AOR i rock progresywny pozostają tutaj w idealnej symbiozie.
Może niektórzy uznają mnie za heretyka, ale myślę, że właśnie taką
idealną symbiozę, Kanadyjczykom z Sagi udaje się wykreować znacznie
lepiej, niż innym weteranom sceny – Brytyjczykom z supergrupy Asia.
8,5/10
Marek Toma













































