SAGA – 2011 – Heads or Tales Live

1. Intro 1:40
2. The Flyer 4:01
3. Cat Walk 4:19
4. The Sound Of Strangers 3:53
5. The Writing 4:04
6. Intermission 6:12
7. Social Orphan 3:25
8. The Vendetta (Still Helpless) 1:54
9. Scratching The Surface 5:15
10. The Pitchman 7:03

Rok wydania: 2011
Wydawca: Edel Music
http://sagaontour.moonfruit.com


4 lata temu fanów Sagi nie ucieszyła pewnie wiadomość, że z zespołem żegna się definitywnie, wokalista Michael Sadler, który postanowił udać się na muzyczną emeryturę. Bardzo ciężko było wyobrazić sobie innego wokalistę w jego miejsce. Trudną rolę zastąpienia zasłużonego dla zespołu Sadlera na stanowisku frontmana podjął się niejaki Rob Moratti. Z Morrattim w składzie zespół wydał dwa lata temu, moim zdaniem całkiem niezły album „The Human Condition”. Obecnie ukazuje się na rynku druga płyta z jego udziałem, jest to jednak wydawnictwo koncertowe, w dodatku dość nietypowe bo wypełnia go w całości materiał studyjnej płyty wydanej pierwotnie w 1983 roku, „Heads or Tales”. Wokalista musiał wiec zmierzyć się na żywo z muzyką kojarzącą się bezwarunkowo z jego poprzednikiem, co w duży stopniu narażało Morattiego jeszcze bardziej na niewdzięczne porównania z Sadlerem . Szczerze powiedziawszy konfrontacja ta wypada dla młodszego wokalisty bardzo pozytywnie. Ironia losu polega na tym, że właśnie kiedy materiał ten się ukazuje, Morattiego nie ma już w składzie Sagi. Michael Sadler nie wytrzymał zbyt długo siedząc w kapciach przed telewizorem, postanowił wrócić do zespołu, tym samym Rob Moratti podzielił los innego interesującego wokalisty, który nie zagrzał zbyt długo miejsca w zespole dużego kalibru (chodzi mi oczywiście o Raya Wilsona, który nagrał tylko jedną studyjną płytę z grupą Genesis).

Nie wiem co skłoniło członków zespołu, że akurat sięgnęli na potrzeby koncertu za materiał wyłącznie z płyty „Heads Of Tales”? Nie jest to moim zdaniem najlepszy, aczkolwiek nie jest również najsłabszym ogniwem w ich bogatej dyskografii, ot po prostu solidna płyta oddająca dosyć dobrze charakter muzyki w jakim zespół czuje się najlepiej, i w której obraca się praktycznie od lat osiemdziesiątych aż do dnia dzisiejszego. Jest to muzyka dosyć przebojowa, na szczęście nie do tego stopnia aby móc zrazić do siebie zagorzałych sympatyków rocka progresywnego czy po prostu sympatyków rocka w ogóle. Posiada bowiem również ogromne pokłady rockowego żaru, którego głównym atutem są świetne, soczyste solówki jakimi raczy nas Ian Crichton (bardzo charakterystyczne dla tego muzyka), również bardzo ważną role odgrywają tutaj klawisze Jimiego Gilmourea (mnóstwo klawiszowych pasaży). Komuś kto nie zna smaku Sagi, w uproszczeniu pospieszyłbym z informacją, że to taka muzyczna herbatka która powinna zasmakować zarówno zwolennikom grupy Toto jak i miłośnikom grupy Rush.

Mimo że skandująca publiczność jest słyszalna, chłonąc nową Sagę nie czuć, że jest to płyta koncertowa. Materiał został odzwierciedlony dosyć wiernie, w zasadzie najistotniejszą różnicą jest to, że koncertówka rozpoczyna się półtora-minutowym, klawiszowym intrem, przy którym muzycy prawdopodobnie wychodzili na scenę (nie ma go na płycie studyjnej). Różnica w czasach poszczególnych utworów jest praktycznie iluzoryczna, jedynie kompozycja „The Vendetta (Still Helpless)” jest połowę krótsza niż i tak bardzo krótki oryginał, trwa zaledwie 1:45, a szkoda bo akurat ta kompozycja w wykonaniu Morattiego podoba mi się bardziej niż w wersji pierwotnej. Odwrotne wrażenie robi na mnie natomiast kolejny z utworów, 'Scratching The Surface”, tutaj akurat bardziej odpowiadał mi wokalnie Michael Sadler.

Trzeba przyznać, że odnowiony na potrzeby koncertu materiał, brzmi jednak bardziej soczyście i świeżo, to jak odrestaurowany obrazek z przeszłości, ogląda (a w tym przypadku słucha) się go z dużą dozą przyjemności.

8/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *