01. The Human Condition
02. Step Inside
03. Hands Of Time
04. Avalon
05. A Number With A Name
06. Now Is Now
07. Let It Go
08. Crown Of Thorns
09. You Look Good To Me
Rok Wydania: 2009
Wydawca: Inside Out
Chociaż główny „aktor” uległ zmianie, kanadyjska Saga trwa dalej, a nowy
jej odcinek nosi tytuł „The Human Condition”. Zmiana wokalisty, to
zawsze bardzo ryzykowna operacja, tym bardziej, że chodzi o zespół który
nowicjuszem przecież nie jest. Funkcjonuje na muzycznym rynku, aż nie
chce się wierzyć, już przeszło trzy dekady. Z ogromną ciekawością
czekałem na nową płytę Sagi, by dowiedzieć się jak sprawdzi się w ich
muzyce nowy wokalista – Rob Moratti. Powiem szczerze wolałem oczywiście
zaprawionego w bojach Michael Sadlera i pewnie podobne zdanie będzie
miała większość fanów tej kanadyjskiej formacji, mimo wszystko nowy
wokalista nie jest wcale zły i należy dać mu szansę zaistnienia w
zespole nieco dłużej, no o pobicie swego poprzednika będzie raczej
ciężko.
Pożegnalna płyta z udziałem Michael Sadlera: „10.000 DAYS”, była
niezwykłe udanym zwieńczeniem jego kariery. Nowe dzieło Sagi znacznie
mniej mi się podoba, winę za ten stan rzeczy, moim zdaniem nie ponosi
jednak nowy wokal a raczej cały zespół, czegoś mi brak w tym nowym
materiale, nie potrafi porwać tak jak jego poprzednik.
Oczywiście nie jest tak źle, aby nie dało się tej nowej Sagi „zaparzyć” w
naszym odtwarzaczu, ale nie ma już tak bogatego aromatu jak dawniej.
Przyjżyjmy się więc bliżej tej nowej płycie:
Ciekawa okładka, co ważne, szczerze zachęca do sięgnięcia po to wydawnictwo.
Pierwszy utwór, tytułowy: „The Human Condition” trąci nieco Genesis z
jego bardziej przebojowego okresu, przynajmniej na wstępie, potem
słyszymy szybkie gitarowe galopady, jakby „Lot Trzmiela” Mikołaja
Rimskiego – Korsakowa, by wyciszyć się w samej końcówce. Drugi utwór:
„Step Inside” ostrzejszy, jakby nieco prog-metalowy, z fajnymi
gitarowymi popisami Iana Crichtona, moim zdaniem jeden z ciekawszych
fragmentów tej płyty.
Następnie mamy balladę – „Hands of Time”, wokal Morattiego brzmi tutaj
jak Geoff Tate z grupy Queensryche, w warstwie muzycznej utwór
przypomina mi bardzo kompozycję „Silent Lucidity” z repertuaru tej
grupy.
Co do czwartego utworu: „Avalon” też mam pewne skojarzenia , a
mianowicie IQ z czasów „Nomazano” i „Are You Sitting Comfortably ?”,
okresu kiedy zespół IQ również poddał się zabiegowi zmiany wokalisty,
co w tym przypadku wiązało się również poddaniu lekkiej fali komercji.
Kolejna kompozycja rozpoczyna się motywem gitarowym jakby żywcem
pożyczonym od Stevea Howa. Z wielu skojarzeń muzycznych które towarzyszą
mi podczas kontemplacji tego albumu, wynika że muzyka jest dosyć
urozmaicona, faktycznie tak jest, w dalszej części albumu atmosfera
jednak siada, robi się jakby nudnawo. Tak jest z kolejnymi utworami:
„Now is Now”, nazbyt popowym, oraz „Let It Go” który jest jakiś
„rozjechany” i jakoś do mnie nie trafia, podobnie jak następny: „Crown
of Thorns”.
No i mamy końcowy utwór: „You Look Good To Me”, pozytywnie rokuje na
przyszłość mimo pewnej przebojowości która w przypadku muzyki kojarzonej
z progresywnym nurtem nie zawsze jest zaletą, ale wcale nie musi być
wadą, szczególnie że owa przebojowość okraszona jest świetnymi
gitarowymi i klawiszowymi zagrywkami.
To co broni tą płytę najbardziej, to świetne charakterystyczne partie
gitarowe Iana Crichtona podparte bratersko przez grającego na basie Jima
Crichtona, no i jak stwierdziłem wcześniej, nowy wokalista – Rob
Moratti może się podobać.
W całej przeszło trzydziestoletniej karierze Sagi zdarzały im się
nagrywać rzeczy tak znakomite jak chociażby płyta: „Generation
13″(1995), ale były również takie „nieporozumienia”, jak chociażby
album: „Wildest Dreams”(1987). Nowe dzieło Kanadyjczyków nie jest
niestety tak świetne jak „Generation 13” ale na szczęście nie musimy się
jej obawiać tak jak chociażby wspomnianego albumu „Wildest Dreams”.
7/10
Marek Toma















































