1 Dominium Maris Baltici
2 The Lion From The North
3 Gott Mit Uns
4 A Lifetime Of War
5 1 6 4 8
6 The Carolean’s Prayer
7 Carolus Rex
8 Killing Ground
9 Poltava
10 Long Live The King
11 Ruina Imperii
12 Twilight Of The Thundergod (EU Digipak Bonus Track)
13 In The Army Now (EU Mail-Order Edtn Bonus Track) (U.S. Bonus Track)
14 Feuer Frei (EU Mail-Order Edtn Bonus Track)
Rok wydania: 2012
Wydawca: Nuclear Blast
http://www.sabaton.net/
Cieszący się ogromną popularnością w naszym kraju – szwedzki Sabaton –
rozpoczyna kolejną muzyczną batalię sygnowaną mianem „Carolus Rex”.
Zespół zaskarbił sobie uznanie polskich fanów za sprawą „40:1” oraz
„Uprising” (słynny okrzyk „Warszawo Walcz”) z poprzedniej płyty „Coat Of
Arms”. W obu przypadkach, Szwedów zainspirowała nasza historia, co
miało swoje odwzorowanie w warstwie lirycznej. Przyczyniło się to do
niespotykanej sytuacji – Sabaton pojawił się nawet w polskiej telewizji
(w Wiadomościach jak dobrze pamiętam). Tym razem twórcy „The Art Of War”
wzięli na tapetę historyczne wydarzenia własnego kraju (żartobliwie
można dodać: „cudze chwalicie, a swojego nie znacie”).
Wszystko byłoby idealnie gdyby nie zamieszanie tuż przed premierą.
Konsternacje wywołał fakt, że w zespole nastąpił poważny rozłam. Ze
składu odeszła znaczna większość ekipy – na pokładzie zostali jedynie
wokalista i basista. Przyznacie, że sytuacja to mało komfortowa, ale
pozostali członkowie nie złożyli broni – zrekonstruowali szeregi. Teraz
są gotowi i zwarci do walki!
Wytoczone przez nich działo pt. „Carolus Rex” to silna broń, której
użycie z pewnością wywoła niemałe zamieszanie. Całość rozpoczyna
podniosły „Dominium Maris Baltici” płynnie przechodzący w szybki „The
Lion From The North”. Od pierwszych taktów czuć charakterystyczny
klimat, z którego zasłynął Sabaton. Co by nie mówić, zespół przez lata
wypracował sobie własny i co istotne, rozpoznawalny styl. Energicznym
gitarom oraz równie żywiołowej, stabilnej sekcji rytmicznej, towarzyszą
obficie wyeksponowane klawisze oraz specyficzny wokal Joakim’a Brodén’a.
Batalistyczne klawisze wspomagają chóralne zaśpiewy dodatkowo
uwypuklając swoisty patos. Początek płyty to prawdziwa power’owa petarda
– udany pokaz siły. Kolejny „Gott Mit Uns” spycha zespół na inny front –
robi się nieco folkowo, ale bez utraty sabaton’owej stylistyki. Tutaj
Joakim’a wspiera niestrudzony Peter Tägtgren (Pain, Hypocrisy). Poza
wokalną pomocą, Peter postarał się o potężne, tłuste brzmienie „Carolus
Rex”, Album powstawał pod jego czujnym okiem, w słynnym Abyss Studio –
Tägtgren wykonał kawał profesjonalnej roboty!
Wraz z kolejnym „A Lifetime Of War” obroty zostają jeszcze bardziej
skręcone. Robi się spokojniej i pojawia się więcej klawiszy. Taka
wojskowa ballada z chwytliwym bogactwem wokalnym w refrenie. Jeżeli ktoś
załamał ręce myśląc, że poza energetycznym „otwieraczem” nie znajdzie
już więcej żywszych akcentów, to zapewne ucieszy go marszowy „Poltava”
czy dość szybki „1648”. Oba numery posiadają niezwykle wpadające w ucho
refreny (kolejna domena zespołu). Takie przebojowe akcenty posiadają
również monumentalny „Carolus Rex” o ciężkim usposobieniu jak również
zwiewno – galopujący „Killing Ground”. Jednym słowem dobrych melodii
jest tutaj „na pęczki”. Trafiają się również klimatyczne niespodzianki.
Np. przy okazji „Ruina Imperii” występuje „egipska” otoczka, oczywiście
odpowiednio spreparowana na sabaton’owe oblicze.
Aranżacyjnie nie ma tu żadnych zawiłości – prym wiodą, typowe piosenkowe
struktury. Dominują średnie tempa z odchyłkami w różne strony, czyli
raz szybciej, raz wolniej. Instrumentalnie też nie zaznamy technicznych
pokazów rzemiosła. W Sabaton chodzi o coś innego. Prostota,
przejrzystość, melodia, chwytliwość, podniosła atmosfera i ciekawy
pomysł – tych elementów nie brakuje! Minusikiem „Carolus Rex” jest bonus
– średnia przeróbka „In The Army Now” z dorobku Status Quo. Kawałek (w
oryginale) już tak się przejadł, że w każdej wersji brzmi wręcz
odpychająco. W innych rozszerzonych wersjach (jako bonusy) znajdują się
covery: „Twilight Of The Thunder God” Amon Amarth oraz „Feuer Frei!”
Rammstein – może być ciekawie.
Nigdy nie byłem specjalnym entuzjastą batalistycznego Sabaton –
traktowałem ich z lekkim przymrużeniem oka. Dlatego nowy krążek był dla
mnie sporym i zarazem miłym zaskoczeniem. Aż dziw, że w tak trudnej
sytuacji (wewnątrz zespołu) udało się stworzyć coś tak dobrego.
Mawiają… „prawdziwe dzieła powstają w bólach…” i coś w tym jest.
Oddani fani – bez dwóch zdań – pokochają „Carolus Rex”, a reszta niech
się przełamie. Tym razem Szwedzi spisali się na medal – album po prostu
wciąga! Do broni fani power metalu i marsz na front!
8/10
Marcin Magiera



















































