STEVE ROTHERY BAND – 2014 – Live In Rome

CD1:
01 Morpheus 10.06
02 Kendris 07.36
03 The Old Man Of The Sea 12.08
04 White Pass 11.17
05 Yesterday’s Hero 10.08
06 Summer’s End 11.10

CD2:
10 Waiting To Happen 06.21
11 Afraid Of Sunlight 07.12
12 Easter 07.21
13 Sugar Mice 06.06
14 Cinderella Search 06.16
15 Materna Luna 03.50
16 Monolith pt. 2 07.37

Rok wydania: 2014
Wydawca: Inside Out
http://www.steverothery.com


Steve Rothery wydaje w tym roku swój (w zasadzie) pierwszy solowy album studyjny – „The Ghosts of Pripyat”. Wydarzenie to poprzedził jednak podwójnym wydawnictwem koncertowym – „Live In Rome”, będące zapisem koncertu, który (jak sugeruje sam tytuł) miał miejsce, na początku tego roku, w rzymskim klubie Cross Roads. Pierwsza jego część, zdradza nam bardzo obszernie, z jaką muzyką będziemy mieli do czynienia na studyjnym, solowym debiucie gitarzysty Marillion. Taki zabieg jest dosyć ryzykowny. Rzadko się zdarza, aby artysta dzielił się na żywo materiałem, z płyty która jeszcze się nie ukazała. Zabieg ten, okazał się jednak moim zdaniem całkiem sensowny. Składający się z dwóch części koncertowy materiał (pierwsza cześć to premierowy, autorskie kompozycje, część drugą stanowią znane i lubiane kompozycje Marillion) pozwolił uzmysłowić mi kilka kwestii.

Wysłuchanie przedpremierowo solowych kompozycji Rothery’ego, w koncertowych ramach, wzbudziły u mnie ogromny apetyt na to, aby jak najszybciej posiąść ten materiał w wersji studyjnej. Ta pełna przestrzeni, gitarowa, instrumentalna muzyka, powinna przynieść ogromną przyjemność zwłaszcza tym, którzy uwielbiali soczyste solówki Rothery’ego, jakimi raczył nas na płytach Marillion epoki Fisha. W późniejszej twórczości zespołu, z Hogarthem jako wokalistą, gitara Rothery’ego była oczywiście ważnym elementem muzycznej układanki, jednak nie była tak bardzo wyeksponowana. Solowe kompozycje gitarzysty wynoszą ten instrument do roli pierwszoplanowej, a emocje jakie wyraża artysta za pomocą instrumentu, pozwalają wymienić go jednym tchem, obok tych najbardziej cenionych prze ze mnie gitarowych „wrażliwców”: Steve’a Hacketta i Andrew Latimera.

O ile pierwsza część koncertu, swoją muzyką wyniosła mnie ponad horyzont, tak jego druga część sprowadziła mnie nieco na ziemię. Tamtego wieczoru gitarzyście towarzyszyli na scenie grający na gitarze Dave Foster (Mr So & So), basista Yatim Halimi (Panic Room), pianista Riccardo Romano (RanestRane), oraz grający na perkusji Leon Parr (Mr So & So). Zaprezentowane przez nich kompozycje, zarówno te z repertuaru Marillion-Fish („Sugar Mice”, „Cinderella Search”), jak i te Marillion-Hogarth („Waiting To Happen”, „Afraid Of Sunlight”, „Easter”) nie mogą równać się z oryginałami, ale mimo to, słucha się ich z duża dozą przyjemności. Z utworami od strony wokalnej zmierzyli się włoscy artyści: Manuela Milanese i Alessandro Carmassi. Okazuje się, że bardzo trudno zastąpić takie wokalne indywidualiści jakimi są zarówno Fish, jak i Hogarth. Udowadnia to jak świetnymi wokalistami są obaj panowie, którzy od lat dzielą sympatyków muzyki Marillion na dwa obozy.

Koncertowy set wieńczą dwie, bardzo wdzięczne kompozycje („Materna Luna” oraz „Monolith pt. 2”), z repertuaru grupy RanestRane, której klawiszowiec towarzyszył Rothery’emu podczas tamtego koncertu.

Słuchając dźwięków z Rzymu, jakie oferuje nam Steve Rothery za pomocna swojej magicznej gitary, jak najszybciej chciałoby się przenieść nad Prypeć!

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *