1. Wizja Dźwięku (3:23)
2. Nie Bielsko (4:27)
3. Argonauci (3:50)
4. Sopot (4:22)
5. Plaster Miodu 1 (2:28)
6. Szatany (4:22)
7. Witaminki (4:03)
8. Wielkie K (4:02)
9. Mała (3:06)
10. Plaster Miodu 2 (2:24)
11. Piegi W Locie (5:01)
12. Szwajcarski Nóż (4:35)
13. Plaster Miodu 3 (1:43)
14. Ruda Wstążka (4:29)
15. I’m Not Afraid Of Your Soul (3:15)
Rok wydania: 2011
Wydawca: Mystic Productions
http://www.myspace.com/piotrrogucki
Od roku 2008, kiedy to zespół Coma wydał swoją trzecią płytę
(„Hipertrofię”) zaczęła się „zabawa” w wydawanie najróżniejszych rzeczy,
które z nową studyjną płytą nie miały nic wspólnego. I w ten sposób rok
2010 był pierwszym w historii zespołu – biorąc pod uwagę tradycyjne
dwuletnie przerwy – w którym nie usłyszeliśmy nowego longplay’a.
Mieliśmy oczywiście „Live” w trzech wersjach, „Symfonicznie”, a nawet
niepełne przerobienie na angielski język „Hipertrofii” – „Excess”. Rok
2011 miał nam przynieść ( i mam nadzieję, że przyniesie) nową dawkę
świeżej muzyki, w której usłyszymy na wokalu Piotra Roguckiego. Choć mam
tutaj na myśli przede wszystkim główny projekt „Petera”, to wcześniej
doczekaliśmy się jednak debiutu Roguca w postaci jego solowego albumu…
„Loki – Wizja Dźwięku”.
Debiut Roguca to – jak sam autor przyznaje – zapis ścieżki dźwiękowej
do filmu, który nigdy nie powstał”. Już w tym momencie oczywisty jest
fakt, iż mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym, a ten opowiada nam
historię niesfornego muzyka rockowego. Jest to postać lubiąca łamać
zasady, nie trzymająca się ustalonych zasad i stereotypów. Ten
kontrowersyjny pan nosi w dodatku pseudonim Loki (w mitologii nordyckiej
bóg zniszczenia, śmierci i oszustwa – pierwszy raz słyszałem o nim
cztery lata temu, gdyż na płycie formacji Manowar znalazł się kawałek
„Loki God of Fire”…wygląda na to, że jest również bogiem ognia). „Loki –
Wizja Dźwięku” to porzucenie przez głównego bohatera kariery rockmana i
rozpoczęcie wędrówki przez kolejne etapy jego życia. W niektórych
kawałkach usłyszymy opowiadanie prezentowane przez samego Lokiego, w
innych zaś możemy doświadczyć narracji jego bliskich przyjaciół. Muszę
przyznać, że pomysłowość na tym albumie stoi na wysokim poziomie, choć
nie do końca wszystko mnie na nim przekonuje.
Solowy Roguc to muzyka, która raczej z Comą kojarzyć się nam nie
będzie. Zapewne znajdą się tacy miłośnicy zespołu, którzy na nowy
projekt Piotrka będą narzekali. Będą również słuchacze, którzy nowym
krążkiem wokalisty się zachwycą. Nie ma jednak wątpliwości, że płyta
będzie porównywana do twórczości zespołu, który renomę w naszym kraju ma
już bardzo dobrze wyrobioną.
Muzycznie to bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły – po prostu
rock. Lirycznie… no właśnie. Lirycznie powstanie nam jeszcze większy
kontrast w porównaniu do Comy. Teksty są napisane niezwykle „luźnym”
językiem i przyznam szczerze, że mnie osobiście to trochę przeszkadza.
Uwielbiam teksty Piotrka z płyt zespołu, a na jego solowym projekcie
czasami padają słowa zbyt… codzienne? Wyszukanej poezji mamy tutaj, jak
na lekarstwo. Rogucki atakuje nas za to smażonymi ziemniakami, kotletami
mielonymi, dupami, kiszoną kapustą, szczającymi kotami i innymi
ciekawostkami. Dla niektórych będzie to minus albumu, dla innych plus.
Ja jestem pomiędzy, ze wskazaniem na to pierwsze. Mimo wszystko
przyznaję, że są też mocniejsze motywy liryczne, które zwłaszcza w
drugiej części płyty robią lepsze wrażenie. W ogóle druga część krążka
robi się poważniejsza, co jest analogiczne w porównaniu do
„Hipertrofii”. Świetnie wypada mój faworyt (a w zasadzie to faworytka)
„Mała” z bardzo ładnym tekstem („Jesteś różowy krem na cieście, i byłbym
Ciebie jadł o wiele częściej, o ile zechcesz…”/„Jesteś o wiele lepszym
wierszem niż każdy, która ja rzetelnie sklecę, chcąc Cię uchwycić w
tekście”). I jak ta mała ma się oprzeć? W przypadku tak pięknych i
szczerych słów, tylko bezduszna go odtrąci… . Uroczy utworek.
Numerem cztery na płycie jest „Sopot”. Kawałek raczej prześmiewczy,
lecz z głębokim i dobrym refrenem. Potem mamy „Plaster miodu 1” (to
pierwsza z trzech części), a następnie singlowy numer „Szatany” – to
jeden z mocniejszych momentów na płycie. Co do wspomnianych „Plastrów
miodu”… Są to krótkie instrumentalki, które dzielą przygodę naszego
bohatera, kończącą się śmiercią tuż po ostatniej „plastrowej”
kompozycji.
Celowo nie zagłębiam się w opisywanie „track po tracku”, gdyż nie
widzę w tym większego sensu. Płyty dobrze słucha się jako całość, i choć
na początku moje uczucia były raczej negatywne, to zdecydowanie krążek
ten zyskuje z każdym przesłuchaniem. Ma liczne plusy, jak i minusy (choć
ogólnie tych raczej jest znacznie mniej). Prócz niektórych tekstów
„minuskami” będą dla mnie „Argonauci” oraz „Wielkie K”. W każdej innej
kompozycji znajduje coś intrygującego. Nawet w nieco irytującym
lirycznie numerze „Witaminki”, instrumentalnie jest pozytywnie. W
kompozycji „Szwajcarski nóż” zaś, przeszkadzał mi początkowo specyficzny
klimat, lecz pod koniec robi się świetnie… Dziwny to album.
Bardzo ciężko mi solową płytę Roguca ocenić. Cenie go jako muzyka, ale
chcę wystawić ocenę, która nie będzie mi się później śniła po nocach.
Nie jest to płyta rewelacyjna, jak ostatnie dokonanie formacji Coma,
lecz rzecz, która zyskuje z czasem na wartości, co też przyczynia się do
faktu, iż debiut Piotrka Roguckiego uznaję jako, po prostu…dobry.
7/10
Bartosz Trędewicz
















































