1. Into the Abyss (Intro)
2. Born for War
3. The Sound of Violence
4. Code Black
5. Rest in Pieces
6. Godhead
7. Hatebox
8. Antiheist
9. Suicideology
10. End of the Storm (Outro)
Rok wydania: 2011
Wydawca: AFM
http://www.myspace.com/onslaughtuk
Ten album mogłaby nagrać któraś z kapel młodej fali thrashu – taka
energia i moc bije z tych ośmiu nagrań (nie licząc intro i outro). Tytuł
„Sounds of Violence” na pewno nie został tutaj nadany na wyrost… Tym
większe brawa dla weteranów z brytyjskiego Onslaught, że mimo upływu lat
i różnych przeciwności losu jakie spotkały ich w karierze wciąż
potrafią „dołożyć do pieca”.
Onslaught zaczynał w latach osiemdziesiątych, w „złotej epoce”
ciężkiego grania. Mieli „papiery na granie” i szansę na dużą karierę –
niestety nie wyszło. Bywa… Po dłuższej przerwy postanowili spróbować
jeszcze raz. Podobnie jak krajanie z Tank na przykład, którzy po
„chudych” latach niedawno złapali drugi oddech i wydali bardzo dobry
album z Doogie Whitem na wokalu.
Bywa, że intrygujący wstęp na metalowym krążku jest jedynym godnym uwagi
fragmentem. W przypadku „Sounds of Violence” tego napisać nie można.
Osiem kawałków, które następują po „Into The Abbys” to porcja
wyśmienitego thrash metalu. Jest szlachetnie, klasycznie ale bynajmniej
nie archaicznie. Mamy odpowiednią dawkę ciężaru i szybkich fragmentów,
ale muzycy potrafią też zadbać o odpowiednie urozmaicenie kawałków.
Proszę posłuchać takiego „Code Black” – miód na metalowe uszy! Warto też
szczególną uwagę zwrócić na kompozycje ukryte pod numerkami 7,8 i 9.
Całość wieńczy zaskakujące, fortepianowe outro…
W natłoku świetnych metalowych płyt, które ukazały się w ubiegłym roku,
propozycja Anglików pozostała trochę w cieniu, podobnie zresztą jak ich
koncertowa wizyta w Polsce. Niezasłużenie!
Cóż, jednym na stare lata „bije na dekel” (jak mawiają na Śląsku) i
wypuszczają w eter osiemdziesiąt minut mędzenia, a inni przeżywają
właśnie drugą młodość i nagrywają najlepszy album w swojej karierze.
Chyba nie musze dodawać, do której kategorii zalicza się Onslaught…
10/10
Robert Dłucik

















































