OCTAVISION – 2021 – Coexist

Octavision - coexist

1. Mindwar (7:17)
2. Coexist (7:46)
3. Proctagon (5:28)
4. Apocalyptus (9:57)
5. Three Lives (9:37)
6. Stormbringer (5:44)
7. So It Begins (8:08)

Rok wydania: 2021
Wydawca: PMR Promotion
https://www.facebook.com/OctavisionMusic/


Od pierwszego pojawienia się w moim odtwarzaczu OCTAVISION rzucili mnie na kolana, i przyznam szczerze, że nie wiedziałem wówczas o podrasowanym czterdziestoma procentami członków Sons of Apollo składzie.

Kupili mnie ciężarem, brzmieniem, progmetalowym podejściem i szczyptą elementów folkowych. Ten ostatni element jest wprawdzie niebagatelny, ale też nie dominujący. Jeśli ktoś na co dzień stroni od muzyki z orientalnym posmakiem tutaj nie musi się obawiać tych klimatów. Patenty oparte głównie na flecie i orkiestracjach naprawdę robią kawał dobrej roboty. Nie przeszkadza też, że mamy do czynienia z albumem w lwiej części instrumentalnym. W mojej przygodzie z OCTAVISION to był swoisty element zawiązywania głębokiej relacji. W momencie kiedy już wiedziałem, że ta muzyka trafia w moje gusta, zostałem uraczony kolejnymi elementami, które w prog metalu cenię. Drugi utwór jeszcze zanim pojawiają się wokalizy serwuje nam ździebko połamanej rytmiki doprawionej elektronicznym brzmieniem. Dopiero potem pojawia się wokal, a linie melodyczne Jeffa Scotta Soto są tutaj kapitalne. To kawał dobrych melodii. Już refren utworu tytułowego zapada w pamięć, ale zwrotki świetnie budują klimat. Kiedy już rozpływam się w zachwytach, pojawiają się co rusz fajne patenty instrumentalne. I to zarówno takie, które w gatunku mogą być uważane za typowe, jak i rozwiązania  nieprzewidywalne. Owszem niektórych rozwiązań nie powstydziliby się Dreamy choćby na “Black Clouds…” ale przy odrobinie dobrej (lub złej) woli takich podobieństw możemy doszukać się w każdej płycie gatunku.  W moim drugim faworycie “Apocalyptus” ujęła mnie gitara i to zarówno w harmoniach jak i z brzmieniem nieprzesterowanym. W pewnym momencie ciepło brzmiący bas może pochwalić się świetnym motywem zapadającym w pamięć. Zresztą ponownie mamy w tym kawałku do czynienia z kapitalnymi melodiami wokalnymi. Nie odbiera mu nic a nic typowo dla Symphony X zaprogramowana orkiestra.  Ale jeśli rozpływałbym się tylko nad utworami opatrzonymi tekstem byłbym trochę niesprawiedliwy. Zresztą jak wspomniałem to instrumentalny otwieracz utwierdził mnie już w przekonaniu, że mam do czynienia z czymś wyjątkowym. Na potwierdzenie mojego wywodu można przyznać, że taki “Three Lives” jest tak wielowątkowy i wciągający jak ciekawie opowiedziana historia. Mamy tu wszystko co reprezentatywne dla albumu (oprócz wokali). Po przesłuchaniu całości czapka z głów jeśli chodzi o robotę Billy’ego Sheehana, normalnie można uznać, że się chłopina natyrał. Motywów basowych mamy tu co nie miara. Po prostu “wow”. A ich jakość również nie przypomina roboty na akord. Tak, że po raz kolejny szacun. Jeśli chodzi o proporcje to dwa wspomniane utwory z wokalami stanowią raczej odstępstwo od reguły, ale całość jest na tyle plastyczna, że nie odczuwamy tego w kategoriach mankamentu. Całość uzupełnia się tutaj doskonale.

Płyty słucha się jednym tchem, ale każdy utwór z osobna obroni się bez problemu. Zerwało mi beret, słucham z rozdziawioną buzią kolejny i kolejny raz. Mam nadzieję, że to nie jest jednorazowe przedsięwzięcie.

9/10

Piotr Spyra

1 thought on “OCTAVISION – 2021 – Coexist

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *