1. It’s A Beautiful Day (2:32)
2. Made In Heaven (5:25)
3. Let Me Live (4:45)
4. Mother Love (4:49)
5. My Life Has Been Saved (3:15)
6. I Was Born To Love You (4:49)
7. Heaven For Everyone (5:36)
8. Too Much Love Will Kill You (4:20)
9. You Don’t Fool Me (5:24)
10. A Winter’s Tale (3:49)
11. It’s A Beautiful Day (3:01)
12. Yeah [Hidden Track] (0:04)
13. [Untitled Hidden Track] (22:32)
Rok wydania: 1995
Wydawca: EMI
To chyba najdziwniejszy album, jaki mam w swojej płytotece. Co w nim
takiego dziwnego? Ano, ukazał się kilka lat po śmierci Freddiego co
automatycznie wymusza na słuchaczu nieco inne podejście do tekstów i
dźwięków na nim zawartych, po drugie to chyba jedyny album, który
każdorazowo wywołuje w mym gardle ogromną gulę uniemożliwiającą
przełykanie śliny.
Obok Innuendo to najbardziej przejmujący i wzruszający krążek w
dyskografii zespołu. Nagranie partii wokalnych, które znalazły się na
tym wydawnictwie kosztowało Freddiego Mercury mnóstwo sił i
samozaparcia. Choroba, która pustoszyła jego organizm przechyliła już
nieodwołalnie szalę zwycięstwa na swoja stronę, a jednak wokalista
walczył. Nie tyle z nią co przeciwko niej – jego artystyczna dusza
rozkwitła wspaniałym blaskiem i stworzył jedne ze swoich
najgenialniejszych utworów. Freddie pomimo bólu i cierpienia walczył o
każdą chwilę, a każdy wolny czas, gdy tylko się nieco lepiej czuł
spędzał tworząc i nagrywając. Jakże wymowny jest otwierający płytę It’s A
Beautiful Day, który genialnie opisuje sytuację, w jakiej znajdował się
wokalista, sytuację bez wyjścia, beznadziejną. Mimo to opiewał on
piękno codziennego dnia, świecące słońce, chwile, gdy czuł się lepiej.
To jednak nie jest typowy wyciskacz łez, choć zmusza do frasunku. Palmę
pierwszeństwa dzierżą Mother Love, z genialnym tekstem i wspaniałą
melodią. Podobno ostatnią zwrotkę w tym utworze Brian May zaśpiewał
tylko dlatego, że Freddie już tego nie mógł uczynić. Drugi z tych
utworów to, znane z wykonania Briana Maya (z jego solowej płyty), Too
Much Love Will Kill You. Ten utwór to diament w czystej postaci, z
genialnym pełnym mocy i uczuć głosem Mercury’ego. Tu każdy utwór ma
swoje miejsce, i choć panuje nieco stylistyczny chaos, to albumu słucha
się z zapartym tchem niezależnie od tego czy są to wspomniane nastrojowe
i łzawe utwory czy nieco taneczne You Don’t Fool Me lub podszyte gospel
Let Me Live, z partiami wokalnymi Maya i Taylora. Kolosalne wrażenie
sprawia zamykający Made in Heaven, ponad dwudziestominutowy nienazwany
utwór instrumentalny. Niezwykle transowy, wciągający i niepokojący.
Czyżby dźwiękowy obraz przejścia do „tamtego” Świata?
Freddiego od wielu lat nie ma już wśród nas, pozostawił po sobie jednak
wspaniałe dźwiękowe dziedzictwo, które będzie jeszcze przez wiele, wiele
lat stawiane za przykład kunsztu. Muzyk prowadził niezwykłe życie, a i
śmierć, którą sam sobie zgotował nie należała do „typowych”. Był bez
wątpienia jedną z najbarwniejszych postaci w historii muzyki i po wsze
czasy należą mu się pokłony i słowa uznania za to, czego dokonał…
Swoja drogą czy gdyby nie choroba, to czy teraz tak bardzo
wzruszalibyśmy się przy Innuendo czy Made in Heaven? Czy one w ogóle by
powstały w takim kształcie…?
9/10
Piotr Michalski

























































