1.A Girl Like Me
2.Whatever Love Is
3.Spotlight
4.Strict Machine
5.Breaking Dishes
6.Rosie Rosie
7.Hurt With You
8.Hot Kiss
9.Turn Into
10.Hard Headed Woman
11.Singing With Angels
Rok wydania: 2011
Wydawca: Cherry Red
Kto by się spodziewał, że „pierwsza dama glam rocka” nagra jeszcze
premierowy album… Ponad 50 milionów sprzedanych płyt w karierze robi
wrażenie – na pewno Suzie Q miałaby z czego żyć na artystycznej
emeryturze. Tak więc ewentualne marudzenie dyżurnych obrońców rocka
przed geriatrią o „dinozaurach” i „skoku dawnych gwiazd na kasę”
odpada…
A czy ten materiał broni się pod względem artystycznym? Hmmm, tutaj
odpowiedź jest nieco bardziej złożona. Fajnie, że Suzie Quatro znów
współpracuje z Mikiem Chapmanem, który w latach siedemdziesiątych sypał
przebojami jak z rękawa (Sweet, Mud i paru innych). Rzecz w tym, że
gwiazdy glam rocka – w przeciwieństwie do Pink Floyd czy Yes na przykład
– nastawione były na singlowe hity niż przemyślane albumy, stanowiące
pewną zamkniętą całość. Suzie Quatro pozostało to dziś: płyta jest dość
nierówna, ale parę celnych strzałów można na niej znaleźć. Zaliczyłbym
do nich przede wszystkim „A Girl Like Me”, w którym przyjemnie rezonują
echa „Can The Can”, bodaj największego przeboju artystki. Albo
klasyczny, zagrany z odpowiednim pazurem rock and roll „Hard Headed
Woman”, czy zadziorny „Rosie Rosie”. Ze trzydzieści parę lat wstecz,
szanse na spory sukces na listach przebojów miałyby uroczy „Turn Into”
(Smokie się kłania…) oraz „Hurt With You” – to z kolei rzecz utrzymana
w klimacie reggae.
Ciekawostką jest dobór coverów. Suzie Quatro sięgnęła bowiem po utwory
artystów współczesnych i przerobiła na swoją modłę. Czyżby chęć
udowodnienia, że wciąż jest na bieżąco z tym co modne? O ile jednak
„Strict Machine” Goldfrapp wypadł w jej wersji bardzo fajnie, to w
przypadku „Breaking Dishes” niejakiej Rihanny miałbym wątpliwości, czy
aby na pewno był to dobry wybór…
Jeśli już jesteśmy przy mankamentach, to doczepiłbym się do aranży
niektórych – całkiem udanych zresztą – piosenek. Szkoda tylko, że takie
„Whatever Love Is” i „Spotlight” psują jakieś „kosmiczne” brzmienia
klawiszy. Do diaska! (jak mawiał młody Stuhr w świetnym skeczu o
tłumaczeniach na polski amerykańskich filmów gangsterskich). Równie
kiepskie partie „parapetu” na rockowym krążku słyszałem wcześniej chyba
tylko na „Down To Earth” Rainbow…
Ciekawostką jest zamykająca album ballada „Singing With Angels” – hołd
dla Elvisa Presley’a, w której nagraniu wziął udział James Burton –
jeden z eks-gitarzystów Króla oraz współpracujący z Nim chórek The
Jordainers. Może i wyszło z tego coś ckliwego, sentymentalnego nawet,
ale czyż takie nie były również niektóre niezapomniane piosenki Elvisa?
Podsumowując: sympatyczna i bezpretensjonalna to płyta. Dokładnie taka,
jakiej można było się spodziewać po Suzie Quatro. Nagrywanie rockowych
suit pozostawmy innym…
7/10
Robert Dłucik



















































