1. Body Walks
2. Eskimo’s Wine Is A Dish Best Served Frozen
3. Untimely At Funerals
4. High Hopes
5. Red Said It Was Green
Rok wydania: 2016
Wydawca: Metal Scrap Records
https://www.facebook.com/qaanaaqmetalband/
Qaanaaq w północno-zachodniej Grenlandii, utożsamiana niegdyś z krańcem
świata – Ultima Thule, jest jedną z najdalej położonych na północ
miejscowości na świecie, ale to także nazwa włoskiego zespołu z Bergamo,
debiutującego albumem „Escape From The Black Iced Forest”. Cóż, mogłoby
się wydawać, iż temat skutej lodem północy to w głównej mierze domena
black metalowych kapel, tudzież grup pokroju Amon Amarth, hołubiących
piękno tradycji i mitologii nordyckich. Tym razem mamy do czynienia z
czymś w rodzaju awangardowo-progresywnego doom metalu, podanego w bardzo
ładnej oprawie graficznej z dominantą błękitów, utrzymanej w komiksowej
estetyce, a do tego zmyślnie opracowane i trudne do rozszyfrowania
zarazem logo z nazwą zespołu.
W zasadzie mógłbym napisać, że płyta ta zabiera słuchacza w podróż przez
mroki i dzieje surowej krainy, bo doświadczyć tu można opowieści
zarówno o apokalipsie z trupami w tle, jak i nawiązujących do Eryka
Rudego, przekonującego niegdyś, iż północny ląd jest miejscem idealnym
do zasiedlenia. Jednak dla mnie, ta podróż jest nudna.
Aranżacje długie niczym maidenowskie kompozycje, utrzymane w tempach
średnich i wolnych, ogólnie nie powalają przesadną wirtuozerią, choć
zdarzają się bardzo dobre momenty. Riffy bardzo proste, niekiedy wręcz
prymitywne, a brzmienie gitary bywa okropnie plastikowe i irytująco
brzęczące. Rozbudowane partie klawiszowe, nadają co prawda smaku
utworom, ale często niestety dźwiękami swymi przypominają rzewne melodie
z plików midi tudzież gier rodem z archaicznego 8-bitowca i chwilami
bardziej przeszkadzają niż urzekają. Chociaż to poniekąd doom metal, to
brakuje w tym wszystkim solidnego uderzenia i krzty charyzmy, bo ani to
zbyt mocne, ani zadziorne i mimo przejętego growlu wokalisty materiał na
debiucie włoskiej ekipy nie przygniata ciężarem, a i emocji w tym
raczej mało.
Wszystko to powoduje, że album nie wywiera na mnie jakiegoś szczególnie
pozytywnego wrażenia i w ogólnej ocenie wypada nijako. Nawet cover „High
Hopes” nie podnosi zbytnio atrakcyjności niniejszego wydawnictwa, choć
wykonaniem idealnie pasuje do reszty kompozycji znajdujących się na
„Escape From The Black Iced Forest”.
Nie jest to porywający album.
3,5/10
Robert Cisło



















































