PURE BEDLAM – 2026 – Jubilance

1. Playing With Matches 01:55
2. Houseburning Party 03:38
3. Emergency Lights 03:50
4. Sober and Difficult 03:43
5. It Stops When I Say It Does 03:12
6. Your Own Cup of Stars 05:18
7. Isolation is Bliss 03:25
8. Your Graceful Ruination 03:11
9. No Save Points 05:39
10. Final Boss_Mediocrity 04:56
11. Keep This House Ablaze 02:30

Rok wydania: 2026
Wydawca: Interstellar Smoke Records
https://purebedlam.bandcamp.com/album/jubilance


Śledzę muzykę PURE BEDLAM od debiutu i miło jest obserwować, jak ich styl nabiera indywidualizmu. Od pierwszej płyty jawili się jako kapela sięgająca w nostalgiczne klimaty. Ich fascynacje było słychać zarówno na debiucie, jak i na drugim albumie. „Jubilance” z kolei brzmi dla mnie jak… PURE BEDLAM.

Jest to zdecydowanie muzyka na światowym poziomie. Kapitalna produkcja, której nie powstydziłyby się mainstreamowe marki, spójna stylistycznie konstrukcja.. Całość niesie nieco melancholii przyzwyczajonym do mocnego uderzenia słuchaczom. Podobać może się zarówno wykrzyczana maniera, jak i niżej zaśpiewane partie. Gitary pracują aż miło i tak w rytmice, jak i szyjąc misterne wzory na postrockową modłę. Z soczystą sekcją, w tym wyrażnie wkomponowanym brzmieniu basu daje to kawał rockowej ściany muzycznej, z której każdy wyłapie, to co najbardziej ceni w inteligentnym graniu.

Po ładnych kilkunastu odsłuchach nie zdecyduję się na wskazanie ulubionych kawałków. Za każdym razem słucham tego wydawnictwa w całości, a wyrównany poziom kompozycji sprawia, że bardzo przyjemne w odbiorze są kawałki rozpoczynające album, na równi z wieńczącymi krążek, z klawym patentem gitary akustycznej na koniec. Z kolei przyzwoity – „winylowy” czas trwania sprawia, że nie odczuwamy przesytu, ani wrażenia klęski urodzaju. Wiadomo, że w pamięci na pewno pozostanie kawałek z gościnną deklamacją Ani Tru – mowa o „Yout own cup of straws” . Faktycznie bardzo przyjemny akcent, a sam utwór kapitalny. Ale nie deklasuje reszty tracklisty. Choć zrozumiałe dla mnie będzie jeśli będzie to tytuł często wyróżniany. Powinienem w tym momencie również wspomnieć o gościnnym występie Maćka Karbowskiego z Tides From Nebula. Być może między innymi stąd ten (wspomniany) postrockowy szlif.

Ekipa na jesień zapowiada trasę koncertową. Już nie mogę doczekać się, aby usłyszeć ten materiał na żywo. Myślę, że zyska jeszcze więcej pazura na scenie. Tymczasem – „repeat all”.

8/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *