PURE BEDLAM – 2021 – Taking Shape

PURE BEDLAM - Taking Shape

1.Please Replace Me
2.Gris Gris
3.No Swimming
4.Future Dissapointments
5.Nightmares in Suburbia
6.A change of Scenery
7.Dance the Night Away
8.Improbability Is What Brought Us Here

Rok wydania: 2021
Wydanie własne
https://purebedlam.bandcamp.com/album/taking-shape


Ostatnimi czasy uwaga słuchacza jest towarem deficytowym. Coraz częściej zespoły rezygnują (szczególnie na początku swojej kariery) z artystycznego wywnętrzania się na potęgę. A był przecież taki okres, że muzyka wypełniała srebrny prążek po brzegi. Może właśnie kultura cyfrowa jest przyczyną obecnego trendu, a może powrót w łaski czarnej płyty. Jakiś czas temu zresztą dość łaskawie przyjąłem strategię pewnej zaprzyjaźnionej wytwórni francuskiej, by budować reputację młodych grup, za pomocą EPek. Ostatnio czas trwania w granicach półgodziny, nikogo chyba już nie obrusza. Sprawdza się to tak w przypadku muzyki intensywnej, jak i melancholijnej. Nie mam z tym problemu, a nawet przyklaskuję. Choć wielokrotnie niedosyt pozostaje.

PURE BEDLAM to nowa kapela, którą tworzą Wojciech Kałuża – wokal (Mentor, Las Trumien, J.D. Overdrive), Adam Szopa (gitara), Piotr Szopa (bębny) i Kamil Rutkowski (bas). Wojtek, Piotr i Adam tworzyli swego czasu kapelę SHAPELESS… nie sposób przy tej okazji nie odnieść się do tytułu debiutanckiego albumu nowej formacji i upatrywać zasygnalizowanej ewolucji. Szukając bio grupy w sieci omiotłem wzrokiem kilka opinii na temat nowego krążka i postanowiłem wyłożyć na ławę raczej kilka moich skojarzeń. Osiem kawałków które przygotowali chłopaki, to muzyka z kategorii wolnych, dociążonych ale melancholijnych. Sporo tu emocjonalnych strof, a zarówno niski głos Wojtka, jak i wywrzeszczane frazy dodają całości takiego właśnie wyrazu. Po akustycznym niemal wstępniaku, moje pierwsze skojarzenie to TIMES OF GRACE, ale już taki “No Swimming” to na moje ucho ukłon w stronę TYPE O NEGATIVE, zaskakująco zrobiło się z kolei w przypadku “A change of Scenery” który bez kozery porównałbym do okołogotyckich początków 30STM. Ostatni kawałek znowu bardziej przestrzenny i spina całość klamrą bo od razu kojarzy się stylistycznie z otwieraczem.

Jest więc może momentami postrockowo i intymnie, ale też stylistycznie album ten liznął rockowego mainstreamu… i mnie się to podoba… bardzo.

8/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *