PROJEKT XIII – Dark Energy (EP)

1. Dvojhezda
2. Než se rozplynu
3. Dark Energy
4. Svět strojů
5. Mezi dobrem a zlem

Rok Wydania: 2023
Wydawca: Projekt XIII
https://www.facebook.com/projektxpil


W kolejnym roku działania cyrku klauny wywiesiły afisz, że w bufecie młodzi obserwatorzy szarych spektakli nie będą mogli kupić napoi, które sprawiłyby, że teatr życia stałby się bardziej kolorowy. Niestety dyrektor cyrku jak i różne osobliwości zapomniały o tak zwykłym fakcie, iż nie tak dawno ustanowiły specjalną słodką ofertę, dzięki czemu część dochodu z tej niej podratowałoby bardzo znikomy budżet tegoż cyrku. Co ciekawe znaczne podwyższenie cen tych napoi nie odstraszyło potencjalnych nabywców, a wręcz przeciwnie większość ochoczo w zmasowanej ilości zaczęła sięgać po tańszy odpowiednik dopalaczy by choć na trzy sekundy dodać sobie skrzydeł i sprostać głupocie cyrkowych przedstawień. Czy nie lepiej byłoby w zamian za zakaz sprzedaży dochodowego produktu i zastanowienie się jaki jest powód, że „potworki”, puszki z lwem czy bokserem tak szybko znikają ze sklepowych półek? Co jest powodem, że pojawiły się takie przemyślenia? Powód jest prozaicznie muzyczny. Oto bowiem u sąsiada pojawił się pomysł, który mógłby się przyjąć. Projekt XIII- grupa, która w moim podsumowaniu roku 2022 znalazła swe miejsce nie tylko za muzykę ale i mądrość wpadła na kolejny dość oryginalny pomysł promocji swej muzyki. W oczekiwaniu na pełnowymiarowy album światło dziennie ujrzy pięcio- utworowa epka „Dark Energy”. Co jest w takiego oryginalnego? Przede wszystkim sposób jej wydania. „Dark Energy” wydane zostaje w formacie limitowanej butelki z napojem energetycznym w składzie której nie znajdziemy dziwnych śmieci, a herbatę Pu-Erh i kofeinę. Dodatkowo na tylnej etykiecie znajdzie się specjalny kod, który poprowadzi nas do strony z energetyczną muzyką. Tak więc i coś dla ciała i dla duszy. Ja już miałem możliwość próbnego posmakowania części muzycznej ów napoju. Jak więc smakuje muzycznie „Dark Energy”, który zawiera jeden dodatkowy składnik w porównaniu z pełnym albumem „Ad Radices Tergum”? Myślę, że pora odkręcić nakrętkę, odwrócić butelkę i sczytać kod.

Pierwszy łyk okraszony tytułem „Dvojhvezda”. Spływają pierwsze krople w postaci delikatnego pianinka by po chwili utworzyć już mocniejsze wrażenie nowocześniejszych klawiszy i gitar. Słychać w tej kompozycji, iż zespół nadal pozostaje pod ogromnym wrażeniem koncertu w praskim planetarium, bowiem słychać tutaj i oczami wyobraźni widać jak wokół nas planety szaleją, a gwiazdy tańczą wokół. Ciekawie też wpleciono gitarowy akord , który kojarzy mi się z kompozycją jihlawskiej trzynastki („Obřad za mrtvė”) . Fajnie i melodyjnie brzmi tutaj wokalista i daje chęć aby sięgnąć po następny łyk tego specyficznego napoju.

A jest nim „Než se rozplynu”. Z drugim łykiem otrzymujemy już porządnego perkusyjnego kopa, który prowadzi już do samego końca. Z początku Matej śpiewa bardzo nisko, by w refrenie śpiewać przyjemnie melodyjnie. Diametralnie inny klimat dostajemy w dalszej części numeru, bowiem robi się hard rockowo i po ciemnej wersji gotyku niewiele zostaje. Warto zwrócić uwagę tutaj na fajne użycie klawiszy. Brzmią niczym z jakiejś opowieści grozy o duchach. Interesująco także wypadają także gitary- zupełnie inaczej brzmią niż w innych kapelach. Myślę, że to za sprawą ciekawie ustawionych przesterów i efektów.

Trzeci łyk tego wyjątkowego napoju jest specjalnie dla osób, które nie bardzo rozumieją język czeski. „Dark energy” , bo o nim mowa śpiewany jest bowiem w języku angielskim. Brzmi on tak, że idealnie pasowałby do reklamy tegoż napoju. Miesza się tu kilka różnych klimatów. Z jednej strony mamy niski wokal niczym sistersowy Andrew Eldritch , a z drugiej gitara brzmi bardzo wręcz wesoło. Zupełnie inaczej brzmi ona z początku utworu, gdzie klimatem przypomina zimną falę. Hmm Pić schłodzone? Zdecydowanie tak.

Jedynym minusem smakowanego napoju jest fakt, że buteleczka to niewielka bo zostały tylko dwa łyki do końca.

Przedostatnim jest „Svět strojů”. To kompozycja, która spokojnie mogłaby zagościć na poprzednim pełnowymiarowym albumie za sprawą dość specyficznej gitary. Jest także nieco elektroniki w efektach klawiszowych i rozmarzony śpiew lidera grupy. Druga- instrumentalna część kompozycji kojarzy mi się gdzieś z klimatami „Wojny Światów”, atakiem obcych, atakiem dziwnych gwiazd na naszą planetę. Jest w tym nutka grozy i niepokoju. Na szczęście jednak wszystko kończy się dobrze

I na koniec zdecydowanie najlepszy fragment nowej energetycznej propozycji grupy. Najlepszy i chyba najbardziej zaskakujący, ponieważ dużo się dzieje w tej kompozycji. W „Mezi dobrem a zlem” rozpoczynamy od chóralnego zaśpiewu, który mnie osobiście mocno kojarzy się ze sverkerowym „Havfrue” króla trubadurów-choć już bez korony- Corvus Corax. Potem w tan ruszają bębenki i…właśnie ta gitara-j akby żywcem wyjęta z „Paint it black” ale jakby przearanżowane dla potrzeb jakiegoś westernu lub filmu Quentina Tarantino. W tle okołohammondowe klawisze i te gitary jakby chciały za chwilę zaśpiewać „Blue Hotel”. Ależ niesamowity klimat się wyczarował. I jakże w innych klimatach brzmi refren. Jakby tego było mało pojawiają się niewielkie gitarowe arabeski i gość specjalny. Jak wcześniej wspominałem do napoju dodano niewielką ilość kofeiny- a jest nią wybitny saksofonista Ondřej Klímek. Jego gra znacznie urozmaica ten bardzo dobry kawałek. I nie jest to tylko ot takie dmuchanie w sax ,a wręcz solowy popis, którego nie powstydziłaby się np. Candy Dufler. I tak kończy się krótka acz energetyczna przygoda z „Dark Energy”. Jak wspomniałem jest to idealna alternatywa, by pokazać, że można straconą energię pozyskać w zupełnie inny sposób- przyjemniejszy i dającego większego kopa kiedy „wysiądzie prąd”. Dodatkowo grupa koncentruje się na wyjątkowym przekazaniu swojej muzyki. Po praskim koncercie grupa swoją muzykę zaprezentuje w magicznej jaskini Výpustek na Morawskich Krasach. Będzie to swoistego rodzaju energetyczna muzykoterapia, ponieważ jaskinia zostanie oświetlona specjalnie przygotowanym mappingiem,a część miejsc dla widowni zarezerwowana jest- podobnie jak w przypadku planetarnego koncertu- dla osób z różnego niepełnosprawnościami – nie tylko tymi widocznymi dla oka. Jako bonus dla jeszcze większego szacunku za pomysły okołomuzyczne – wszak Projekt XIII to nie tylko grupa, która wykonuje ciekawe i klimatyczne utwory, gdyby jakimś cudem udało się Wam zdobyć butelkę „Dark Eenrgy” lub będzie w posiadaniu linka to strony z utworami, proponuję wymazać z paska adresu „Projekt XIII”, a wtedy wejdziecie w świat wilków.

Mariusz Fabin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *