PROJECT CREATION – 2007 – Dawn on Pyther

01. The Dawn on Pyther
02. Flying Thoughts
03. I Am (The Restless One)
04. Dragonfly Garden
05. The Voice of Cheops
06. Intermission
07. Sons of the Stars
08. Growing Feeling
09. Voyage of the Dragonfly
I. Seeking the Unknown
II. Visions of a Past Future
III. Sardax – The Ocean’s Flying Freckles
10. The Dusk on Pyther

Rok wydania: 2007
Wydawca: Prog Rock Records


W zasadzie wypada zacząć od zaznaczenia, że pierwszy album Project Creation bardzo przypadł i do gustu. Stanowił dość ciekawe podejście do konceptu pozaziemskiej ingerencji na Ziemi. Muzycznie również zaskakiwał ciekawym połączeniem klimatu, folku i elementów rockowych.
Muszę zatem przyznać, że przymierzałem się już od jakiegoś czasu do zaznajomienia się z drugim albumem projektu Hugo Floresa.
To na co zwrócimy uwagę na początku, to grafiki, którymi opatrzono każdy utwór. Są klimatyczne i sugestywne – lepsze nawet niż oprawa albumu debiutanckiego.

„Dawn on Pyther” stanowi w linii prostej kontynuację zarówno stylistyki wypracowanej na pierwszej płycie, jak i konceptu…
I tym razem wiele na albumie ciekawych motywów folkowych – bardzo sugestywnych. Mamy bowiem melodykę charakterystyczną dla państw bliskiego wschodu (i mowa tu nie tylko o sitarze), ale i dźwięki, które raczej kojarzą się z celtyckimi utworami Clannad na „Legend”. Flety i inne piszczały przywodzą z kolei na myśl muzykę wieków średnich. Mamy też do czynienia z symulacjami harf i innych ciekawych instrumentów. Nie zabrakło także kosmicznej elektroniki… Pojawiające się tu i ówdzie saksofony dodają nieco pierwiastków jazzowych, szczególnie sposób ich wplatania nierzadko kojarzący się z improwizacjami.
W sferze gitarowej pojawiają się zarówno szybsze riffy jak i wolniejsze rytmy. Hugo Flores raczy nas w jednakowej mierze solówkami popisówkami jak i prostymi, ale przyjemnymi melodyjkami.
Jeśli chodzi o wokalizy tym razem na albumie wystąpiły dwie wokalistki Alda Reis i Zara Quirtoga oraz dwóch wokalistów: znany z Sonic Pulsar Tiago Linx i Paulo Pacheco. W zasadzie gdyby nie znajomość poprzedniego albumu i kilku płyt Sonic Pulsar, te nazwiska mnie również nic by nie mówiły…
Bardzo trudno podejść jednoznacznie do klimatu albumu, są tu utwory pełne pozornego chaosu, czy nawet hałasu, jak i fragmenty kojące i wyciszające. Znajdzie się też kilka charakterystycznych motywów, które zapadają w pamięć (jak pianina w „Dragonfly Garden”).

Na niemal 80 minutowym albumie zawarto 10 kompozycji, które są bardzo rozbudowane pod względem aranżacyjnym i niesamowicie trudne do ogarnięcia. Na początku więc słuchałem tego albumu na 2 razy. Przypadki prób ogarnięcia albumu w taki sposób spełzły na niczym. Płyta jest tak wielowątkowa… że bardzo trudno się na niej skupić… tym bardziej można mieć problemy jeśli się traci wątek. Wbrew pozorom najlepsze efekty przyniosły przesłuchania płyty w całości.
Niestety fakt, że komuś, kto zdecydowanie nastawiał się pozytywnie na ten album – przyswojenie go nie poszło jak z płatka, nie przemawia na korzyść krążka…
Album jest dobry i ciekawy… i mam podejrzenie, że może nawet bardziej przypaść do gustu osobom, który nie znają debiutu Project Creation.

7,5/10

Piotr „Piospy” Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *