PRIMAL FEAR – 2007 – New Religion

1. Sign Of Fear
2. Face The Emptiness
3. Everytime It Rains
4. New Religion
5a. Fighting The Darkness
b. The Darkness
c. Reprise
6. Blood On Your Hands
7. The Curse Of Sharon
8. Too Much Time
9. Psycho
10. World On Fire
11. The Man (That I Don’t Know)

Rok wydania: 2007
Wydawca: Frontiers Records
www.primalfear.de/


Kiedy doszło do podsumowań najlepszych płyt w 2007 roku to naprawdę miałem ogromny dylemat którą wybrać do czołowej piątki, w momencie kiedy ukazał się nowy album PRIMAL FEAR, druga część sezonu wydawniczego dopiero się rozpoczęła, nie wiadomo było więc co „metal” nam jeszcze przyniesie.
Nowa płyta Primal Fear była oczekiwana z wielką ciekawością bo padało jedno zasadnicze pytanie : czy Ralf & Co. dadzą radę po fantastycznym albumie jakim był „Seven seals”.

No i muszę stwierdzić,że albumu słucha się rewelacyjnie, oczywiście w kraju kwitnącej wiśni album ten był rozchwytywany jak ciepłe bułeczki zresztą osiągnał tam od momentu wydania do napisania tego tekstu 37 miejsce na liście przebojów. No i nie ma się co dziwić „Japońcom” bo utwory takie jak epicki „Fighting the Darkness” czy przebojowy a zarazem gotycki „Evrytime It Rains” zaśpiewany w towarzystwie Simone Simons z Epici (ach co za urocza kobitka 😉 ) to prawdziwy majstersztyk i perełki z najwyższej półki.
Ktoś powie, no tak wytypowałem dwa najbardziej nastrojowe i wolne utwory. Zgoda nie ma w nich zawrotnych temp i szybkich zwrotów, zresztą śmiało można powiedzieć że „New Religion” jest jakby kontynuacją poprzednika i nie ma się czego wstydzić że utwory są w podobnej charakterystyce,
ale trzeba przyznać, że jest to chyba najbardziej mroczny i nad wyraz dojrzały album w dorobku Primal Fear.
Jeżeli ktoś ma dość utworów w wolnym tempie to na pewno potrzepie łepetyną przy utworach „Blond on Yur Hands” czy Gamma Ray`owskim „Too Much Time”

Muszę stwierdzić, że niektóre utwory z albumu naprawdę zapadają w ucho i nie sposób o nich zapomnieć i jestem przekonany, że dzięki tej płycie zespół grupa obrała ścieżkę na której następne albumy są równie udane i nie podzielają losu zespołów typu Masterplan.
Tak śmiało można powiedzieć, że ten album wniósł z powrotem Primal do pierwszej ligi metalowego światka przy okazji (w końcu) pozbywając się powoli wiernej kopii Judas Priest.
Polecam ten album wszystkim, a jeśli do was nie trafia, to trudno ja idę sobie jeszcze raz popatrzeć i posłuchać Simone 😉

8,5/10

Benegar

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *