PRETTY MAIDS – 2010 – Pandemonium

01. Pandemonium 5:21
02. I.N.V.U. 4:57
03. Little Drops Of Heaven 4:37
04. One World One Truth 4:19
05. Final Day of Innocence 4:16
06. Cielo Drive 3:53
07. It Comes at Night 4:16
08. Old Enough to Know 4:16
09. Beautiful Madness 4:03
10. Breathless 4:00
11. It Comes at Night (remix) Bonus track 5:46

Rok Wydania: 2010
Wydawca: Frontiers Records
http://www.myspace.com/pmaids


Czego można spodziewać się po skandynawskich zespołach, hard/heavy? Tekstów czerpanych z mitologii skandynawskich, wyjątkowo pompatycznej muzyki, nasiąkniętej do oporu popisami technicznymi, mosiężnymi riffami, czy nawet wszechobecnym growlem. Wprawdzie nie przepadam za taką muzyką, lecz jeśli do tego charakterystycznego dla 'ludów północy’ brzmienia, doda się pewną melodyjność, staje się to dla mnie odrobinę znośniejsze. Wypadkowa melodii i skandynawskiego heavy to znak szczególny dla Pretty Maids. Nowa płyta – nowe oczekiwania. Czas przesłuchać 'Pandemonium’!

'Pandemonium’, mowa o tytułowym utworze, to energiczne, mocne, takie.. duńskie granie. Coś w miarę ciekawego. Lecz dobry początek to nie wszystko.. Kolejne dwa utwory.. przeraziły mnie totalnie. Moc z melodią w wydaniu skandynawskim jest do zaakceptowania gdy obydwa czynniki są wyważone. Lecz zamiast solidnej dawki Hard/Heavy w stylu bądź co bądź zespołu który supportował kiedyś wielkie Black Sabbath, dostaje… The Rasmus, przy którym tną się nastolatki.? Hmm.. może delikatna przesada bo coś tam jeszcze grają, ale np. singlowe Little Drops of Heaven, może stać się szlagierem na MTV.. Troszkę odpokutowują potężnym One World One Truth. To styl, jakiego oczekuje! Moc, ciekawy riff i melodyjność w krzyku plus 'wymiatatorską’ solówką (tu akurat spod znaku Kirka Hammetta). Kolejne The Final Day of Innocence, ma taką elektryczną magię, ale też bardziej utwór wpływający negatywnie na jakość płyty. Cielo Drive, jest zwyczajne, nic ciekawego. 'It Comes at Night’, posiada najciekawszą melodie na płycie, jest połamane rytmicznie. Zdecydowanie najlepszy kawałek na płycie. Niestety, nic ciekawego więcej nas na tej płycie nie spotka.

Mamy do czynienia z jedną z płyt, które do kanonu ciężkiego rocka niczego nie wnoszą. Niby technicznie bez zarzutu. Lecz pozbawione jest to głębi, magii.. Poza trzema, w porywach czterema w miarę dobrymi pozycjami, nic ciekawego. Nuda pełną gębą, stąd też recenzja niezbyt porywająca. Bo jak z zapałem można pisać o czymś nudnym. Może jestem zbyt krytyczny. Płyty nie polecam, jak ktoś coś takiego lubi, proszę bardzo. Mamy demokrację. Zabronić nie mogę.

5/10

Grzegorz Romanowicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *