PRESTO BALLET – 2012 – Relic Of The Modern World

1. The Chemical Age (6:31)
2. Watching The Radio (8:41)
3. Broken Toys (5:55)
4.Prelude To Farewell (1:36)
5. Relic Of The Modern World (19:10)

Rok wydania: 2012
Wydawca: –
http://www.prestoballet.com/


Przyszedł czas na małe zmiany w ekipie Presto Ballet. Zmiana dokonała się na stanowisku perkusisty, zmianie uległ również wokalista. Nie śpiewa już Ronny Munroe, który brał udział w nagrywaniu poprzedniej, wydanej rok temu płycie, „Invisible Places”. Zmiana wokalisty to akurat rzecz dosyć powszechna w tej formacji (jest to już trzeci frontman, jaki przewinął się w szeregach Presto Ballet, na czterech kolejnych albumach). Okładka nowej pyty znacznie różni się od poprzednich płyt, a co dosyć istotne, nieznacznej modyfikacji uległo logo zespołu. Wszystkie te sprawy, znalazły odbicie w muzyce zawartej na „Relic Of The Modern World”. Mimo, że stylistycznie nie odbiega aż tak bardzo drastycznie od tego, jak brzmiały poprzednie płyty, jednak muzyka uległa tutaj jakby pewnemu złagodzeniu. Złagodzono nieco bardziej ostre, hardrockowo brzmiące elementy (podobnie jak zaokrąglono ostrzejsze rysy liter, tworzących logo zespołu). Wydaje mi się, że zmiany te wyszły jednak zespołowi na dobre! Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to najlepsza płyta w ich czteropłytowym dorobku.

Zbudowana jest z pięciu kompozycji, z których najkrótszą jest półtoraminutowa fortepianowa miniaturka – „Prelude To Farewell”, natomiast najdłuższa to zamykająca album, prawie 20-to minutowa, tytułowa suita „Relic Of The Modern World”. Może ta długa kompozycja nie jest tak błyskotliwa jak „długasy”, które często serwuje nam na swoich płytach Neal Morse, ale z pewnością może zadowolić wszystkich miłośników rozbudowanych , progresywnych form. Natomiast już pierwszy fragment płyty -„The Chemical Age”, wkręca słuchacza w pozytywny nastrój. Jest to dosyć melodyjna rzecz, z przyjemnym wokalem, podpartym pięknymi solówkami. Przyjemny refren posiada drugi z utworów – „Watching The Radio”. Cała płyta naszpikowana jest charakterystycznym brzmieniem Hammondów, moogów (fragmentami słychać stare, dobre, genesisowe klimaty). Poprzednie pyty również charakteryzowały się bogactwem starych brzmień instrumentów klawiszowych , miały jednak bardziej hardrockowy pazur, który czasami burzył ogólny klimat kompozycji. Nowe utwory są pod tym względem bardziej wyważone i, nie bójmy się powiedzieć, zdecydowanie łagodniejsze.

Okładkowy jegomość odziany w garnitur, z melonikiem na głowie zakrywa oczy, jakby w obawie – jak na te zmiany zareagują odbiorcy ? Bez obaw, nowy materiał błyszczy jak biały mankiet jego koszuli.

9/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *