1. Blessed & Possessed
2. Dead Until Dark
3. Army of the Night
4. Armata Strigoi
5. We Are the Wild
6. Higher than Heaven
7. Christ & Combat
8. Sanctus Dominus
9. Sacramental Sister
10. All You Can Bleed
11. Let There Be Night
Rok wydania: 2015
Wydawca: Napalm Records
http://www.powerwolf.net/
Coś mi mówi, że mój przypadek nie jest odosobniony, a zapaleńców, którzy
tak jak i ja niecierpliwie wyczekiwali kolejnej porcji metalowych
psalmów spod pióra Powerwolf, uzbierałaby się niemiała wataha. Czy tak
jest? Nie wiem – najistotniejszy jest fakt, że oczekiwanie dobiegło
końca i już teraz można kontemplować premierowy materiał, który tym
razem przybrał tytuł „Blessed & Possessed” i bezapelacyjnie jest
godnym następcą udanego „Preachers Of The Night” z 2013 roku!
Od razu spopielę nadzieje tych, którzy spodziewali się większych zmian,
stylistycznych metamorfoz. Nic z tego, Powerwolf podąża utartym
szlakiem jaki wypracował sobie w ciągu ostatnich lat. Zespół nie próbuje
odkrywać nowych rejonów, ale pewnie z podniesioną przyłbicą kroczy do
przodu, czemu nieodłącznie towarzyszy typowa dla tego zespołu atmosfera i
energia. Być może niektórzy zarzucą grupie wtórność, odcinanie kuponów,
ale czy będzie to uzasadnione? Twórcy pamiętnego „Lupus Dei” wykreowali
własny, oryginalny i na kilometr rozpoznawalny styl – nie ma się co
dziwić, że wciąż eksplorują te same pokłady muzyczne, skoro w dalszym
ciągu muzyka nie traci na wartości. Mimo zawężonej sterylności
gatunkowej panowie nadal potrafią stworzyć materiał rześki, który
cieszy, przyciąga. Taki właśnie jest „Blessed & Possessed”. Niby to
samo, ale i tak słuchanie premierowych kompozycji daje sporo frajdy.
Tradycyjnie nie brakuje melodii, nośnych refrenów i charakterystycznych
pseudo kościelnych ornamentacji wokalnych. Tym towarzyszy równie
znamienny dla tego zespołu klawiszowo – organowy blichtr. Odnoszę
również wrażenie, że tym razem na płycie znalazło się więcej miejsca na
gitarowe solówki (tych mi zawsze brakowało u Powerwolf) których mimo
wszystko nadal jest za mało.
Płyta przynosi kolejną porcję koncertowych killerów, jakimi niewątpliwie
są: dynamiczny „Army Of The Night”, szybszy „Higher Than Heaven”,
bardziej heavy „Armata Strigoi” czy też zróżnicowany „All You Can
Bleed”. W zasadzie każdy numer jest sam w sobie metalowym hitem i
idealnie sprawdziłby się na żywo – panowie będą mieć spory problem ze
skleceniem odpowiedniej setlisty przy tak pokaźnej liczbie genialnych
kompozycji. Świetne wrażenie robi wieńczący całość „Let There Be Night”,
utwór wyraźnie wolniejszy, jednak niczego mu nie brakuje – fenomenalny
„koniec” płyty.
Cudzysłów oznacza, że ów koniec nie jest dla wszystkich. Kto wyszarpie
ze swoich oszczędności więcej grosza, może zakupić wersję limitowaną z
dodatkową płytą. Na niej znajduje się zestaw dziesięciu przeróbek i to
nie byle jakich. Powerwolf wzięli na tapetę utwory m.in. takich twórców
jak Judas Priest, Ozzy Osbourne, Savatage, Black Sabbath (z czasów z
Tony Martinem!) czy Running Wild. Jednym słowem robi się klasycznie do
bólu. Bonusowego materiału słucha się świetnie, stąd zakup wersji
limitowanej jest wart grzechu, choć cena faktycznie miażdżąca.
„Blessed & Possessed” raczej nie przyniesie większych zmian jeżeli
chodzi o przeciwników/zwolenników zespołu. Jedno jest pewne, Powerwolf
wydali solidny krążek, który mimo braku innowacji, zerowej tendencji do
stylistycznych zmian, nadal daje radę (jak diabli). Album dla nikogo nie
powinien być zaskoczeniem/rozczarowaniem – tu wszystko jest pewne i
dobrze znajome. Dlatego, kto połknął bakcyla powerwolfowej specyfiki na
czterech poprzednich płytach, ten i tym razem nie powinien grymasić.
Halleluja, amen!
9/10
Marcin Magiera











































