1. Amen & Attack 03:54
2. Secrets of the Sacristy 04:07
3. Coleus Sanctus 03:45
4. Sacred & Wild 03:40
5. Kreuzfeuer 03:47
6. Cardinal Sin 03:47
7. In the Name of God (Deus Vult) 03:15
8. Nochnoi Dozor 03:45
9. Lust for Blood 03:54
10. Extatum Et Oratum 03:56
11. Last of the Living Dead 07:42
Rok wydania: 2013
Wydawca: Napalm Records
http://www.powerwolf.net/
Powerwolf to idealny przykład na to, że w heavy/power metalu nie
powiedziano jeszcze wszystkiego. Od czasów wyśmienitego „Lupus Dei”
panowie z powodzeniem przeprowadzają muzyczną „ewangelizację” i co
istotne, ich godne uwagi starania nie pozostają bez odzewu wśród
metalowej gawiedzi. Podobnie powinno być z najświeższym albumem
profanatorów świętości „Preachers Of The Night”, zespołu którego muzyka
jest rozpoznawalna na odległość już po kilku pierwszych dźwiękach –
obecnie to rzadkość.
Tym razem kaznodzieje nocy przygotowali jedenaście power metalowych
hymnów kipiących od chwytliwych melodii, które szybko zapadają w pamięć.
Nie wiem skąd twórcy „Bible Of The Beast” biorą tak dużo świetnych
melodii i nie chcę wiedzieć, o ile owo źródełko nadal będzie pełne.
Tradycyjnie muzyce towarzyszy specyficzna otoczka oraz charakterystyczne
„kościelno – katedralne” klawisze. Masa tu podniosłych refrenów
chóralnych, które na żywo zapewne sprawdzą się jak należy. Jak i
poprzednio tak i tym razem nie brakuje „hallelujowo – amenowych”
tekstów, co niektórych (a są tacy) porządnie irytuje.
Wydaje się, że tym razem Powerwolf jakby podkręcił obroty, podrasował
atmosferę i może ciutkę zniwelował chwytliwość, która i tak utrzymuje
się niezwykle wysokim poziomie. Tak więc koncertowych killerów zapewne
przybędzie, bo jak tu na żywo nie poczuć mocy singlowego „Amen &
Attack”, klimatycznego „Cardinal Sin” czy też helloweenowo brzmiącego
„Secrets Of The Sacristy” – toż to metalowe hity jak nic!
Ciekawostką może być wolny „Kreuzfeuer”, kompozycja posiadający mroczny,
epicki klimat, którego kreowanie twórcom „Lapus Dei” wychodzi
wyśmienicie. To swego rodzaju przystanek – przesiadka, gdzie można
zaczerpnąć oddechu przed następną porcją powerwolfowych pomysłów, które w
następnej kolejności promuje mocny „In The Name Of God (Deus Vult)”. Na
koniec zespół oddaje w nasze ręce równie klimatyczny i rozbudowany
„Last Of The Living Dead” – świetne zakończenie płyty, a wycie wilków
sprawia, że człowiek może poczuć się nieswojo, choć wiadomo iż w
twórczości Powerwolf przewija się doza poczucia humoru (czarnego
oczywiście).
Jedno czego brakuje mi na „Preachers Of The Night”, jak również
wcześniejszych dokonaniach zespołu, to intensywne heavy metalowe
solówki, rodem z King Diamonda. Aż się prosi o ogniste, dłuższe solo,
ale przecież nie można mieć wszystkiego. Poza tym nie brak mi niczego,
hallelujah amen!
Podnoszą się głosy, że Powerwolf zjada własny ogon i powoli zaczyna
grzęznąć we własnej spuściźnie. Wyznawcom tej idei wystawmy środkowy
palec. „Preachers Of The Night” to kawał dobrej muzy, obok której
zwolennik power/heavy metalu nie przejdzie obojętnie. Ktoś powie, że
chłopaki ciągle grają to samo, co nie jest do końca prawdą. No ale nawet
gdyby, to co można powiedzieć o AC/DC, Mötorhead do cholery?! Skoro
jest w tym moc, metalowy ogień to, czego chcieć więcej. No cóż
malkontenci będą dalej wypluwać uszczypliwości, a resztę zapraszam do
poznania świeżego wypieku Powerwolf – do zobaczenia w Pradze…
9/10
Marcin Magiera











































