1. Inferno
2. Silly
3. Faza REM
4. Suma Ran
5. Poniedziałek
6. Gorzki Ja
7. Show Me How You Rock
8. Oko
9. Dalej
10. Wszystko Co Lubię
11. Heart Matter
Rok wydania: 2014
Wydawca: MJM Music PL
http://www.poweroftrinity.com
Lubię, kiedy płyta nieznanego (dla mnie) twórcy robi na mnie tak
pozytywne wrażenie – takie niewątpliwie zrobił na mnie nowy krążek Power
Of Trinity. Od razu dodam, że zespół nie urwał się nagle z choinki, nie
wystrzelił na fali telewizyjnego show, tylko od 1996 roku umiejętnie
robi swoje i coś mi się wydaje, że włożony przez nich trud, jak nie
teraz to już za moment, zacznie przynosić profity. Cóż innego można
pomyśleć, kiedy słyszy się tak udany materiał.
Jednak nie od razu było tak kolorowo… Kiedy dostałem egzemplarz
„Legorock”, nie wiedziałem dokładnie jak do niego podejść – trafiła mi
się niezła zagwózdka, pomyślałem. Wynikało to głównie z mojego
dyletanctwa odnośnie znajomości zespołu, jak również prezencji samej
okładki. Budziła u mnie ambiwalentne odczucia oraz obawę, jakie dźwięki
są za nią ukryte. Za to mój syn od razu polubił klockową oprawę
graficzną i niejako to właśnie on przyczynił się do szybszego poznania
tejże płyty. Gdy tak się stało, od razu coś zaiskrzyło, a to nie zdarza
się tak często, oj nie.
Wydawnictwo rozpoczyna okraszony czarcim tytułem „Inferno” – utwór,
który już na wstępie wzbudza same pozytywne odczucia. Kawałek inicjuje
kilka taktów prostego perkusyjnego podziału rytmicznego, na którym już
za moment zawieszono zabawny motyw gitarowy. Nieco później całość
dopełnia wyrazisty, bas oraz charakterystyczny wokal. Uwagę zwraca fakt,
że muzyka Power Of Trinity brzmi niezwykle naturalnie, jak gdyby płyta
została nagrana na próbie czy jakimś klubowym koncercie i to nie jest
zarzut! Oprócz tego panowie stawiają na prostotę oraz nośność melodii. W
tej materii „Legorock” wypada po prostu fenomenalnie.
Kolejny „Silly” z zadziornym riffem przewodnim przynosi pewną zmianę –
wokalista śpiewa po angielsku i tutaj spore zaskoczenie. Jednak nie z
tytułu wyraźnej obecności reggae w zwrotkach, ale z powodu czegoś
zupełnie innego. W większości (krajowych) przypadków zróżnicowanie
językowe wywołuje u mnie dyskomfort – tym razem jest inaczej. Tutaj
takowe połączenie w żadnym wypadku nie mierzi, jest jakby niewyczuwalne,
zbalansowane. Już w tym miejscu nie da się odmówić Power Of Trinity
wszechstronności twórczej – na „Legorock” zbiegają się różne wpływy,
inspiracje gatunkowe. Zespół czerpie pomysły z różnych źródeł, nie
zamyka się w sztywnych ramach danego gatunku i radzi sobie z tym po
prostu wyśmienicie. Z drugiej strony owa poligamia stylistyczna nie
wywołuje u słuchacza odrzutów, wręcz przeciwnie. To nie lada wyczyn
stworzyć z różnorakich składników tak spójny, a jednocześnie urozmaicony
album.
Jakby tego było mało wokalista w „Show Me How You Rock” stosuje inną
manierę śpiewania, wyższe partie w końcówkach, które swego czasu
stosował niefortunnie Rafał Huszno z Totentanz (na płycie „Inni”). W
przypadku Jakuba Koźby eksperyment się powiódł. Znów przy okazji utworu
„Oko” pojawia się gwizdanie – w dobie nastoletniej fascynacji pewnym
„hitem” A. Brzozowskiego – takie posunięcie może się okazać
niebezpieczne 😉
Świetne wrażenie robią momenty nastrojowo – klimatyczne, w pewnym sensie
transowe, czego najlepszym dowodem są; fenomenalny „Dalej” z chwytliwym
refrenem czy też dość przestrzenny i równie udany „Suma Ran”. Jednak
nie tylko te, ale i inne kompozycje pokazują zespół w dobrym świetle.
Jedyny mankament „Legorock” to krótki czas trwania, płyta przemija w oka
mgnieniu. Ale jak to się mówi, „wszystko, co dobre szybko się kończy” –
w tym przypadku to dobre można zawsze powtórzyć!
Power Of Trinity stworzyli konkretne dźwięki, a przy tym świetne,
nieprzeciętne utwory. Nie jest to co prawda muzyka dla lubujących się w
zawiłościach, skomplikowanych strukturach – „Legorock” prezentuje inny
biegun rockowej stylistyki. To płyta lekka, przyjemna, przystępna w
odbiorze, ale nie prostacka. To muzyka, przy której można się wyluzować,
zrelaksować. Jest idealnym towarzyszem w przyszarzałej codzienności,
która dzięki „Legorock” nabiera weselszych barw. Płyta potrafi wkręcić –
polecam!
9/10
Marcin Magiera











































