PORCUPINE TREE – 1995 – The Sky Moves Sideways

1. The sky moves sideways phase one (18:37)
2. Dislocated day (5:24)
3. The moon touches your shoulder (5:40)
4. Prepare yourself (1:54)
5. Moonloop (17:04)
6. The sky moves sideways phase two (16:46)

Rok wydania: 1995
Wydawca: Delerium CD


„The Sky Moves Sideways” – wielu fanów zespołu uważa właśnie ten krążek za najlepszy w dyskografii Porcupine Tree. Czy słusznie? Zapewne znajdą się osoby, które będą miały odmienne zdanie, nie mniej chyba coś w tym jest, a wydanego w 1995 roku albumu po dziś dzień słucha się wyśmienicie.

W zasadzie tak jak i wcześniej tak i tu ciężko jeszcze mówić o zespole – to raczej solowy projekt Stevena Wilsona wspartego w kolejnych utworach muzykami w różnym składzie. Trzon albumu tworzy tytułowy „The sky moves sideways” w dwóch, kilkunastominutowych odsłonach. Dużo tu przestrzennego, kosmicznego brzmienia, które płynnie potrafi przejść do dusznego, niemal klaustrofobicznego klimatu. Pojawiają się też elementy grania psychodelicznego. W tej muzyce słychać, że tworząc ją Steven Wilson był pełen pomysłów a twórcza wena go wręcz rozpierała. Eksperymentuje i bawi się dźwiękami, obok chwil niemal transowych pojawiają się nastrojowe akustyczne gitary a już po chwili oniryczne… schizofreniczne dźwięki („The moon touches your shoulder”). Pulsujący rytm i kosmos czyli „Prepare yourself” to raptem dwuminutowa pigułka dźwięków wprowadzająca do rozbudowanego „Moonloop”, w którym słyszymy niebiański głos Suzane Barbieri (to w tym utworze pojawia się również niezwykle udany gitarowy motyw).

„The Sky Moves Sideways” to płyta, którą jak już zacznie się słuchać to nie można przerwać w połowie, przerwanie odsłuchu musi skutkować puszczeniem jej od początku. Dźwięki na niej zawarte najlepiej funkcjonują jako całość. To monolit (choć bardzo urozmaicony) zamknięty klamrą w postaci kompozycji tytułowej. Zresztą co ja tu będę się rozwodził – zapewne większość z Was ten album zna, a kto jeszcze go nie słyszał to szybciutko proszę nadrobić zaległości!;-)

9/10

Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *