1. Break into Your Heart 3:54
2. Gardenia 4:14
3. American Valhalla 4:38
4. In the Lobby 4:14
5. Sunday 6:06
6. Vulture 3:57
7. German Days 4:47
8. Chocolate Drops 3:58
9. Paraguay 6:25
Rok wydania: 2016
Wydawca: Loma Vista
http://iggypop.com/
Trzeba przyznać, że nieźle sobie to Iggy Pop wymyślił. Utrzymanie
całości w tajemnicy i niespodziewane uderzenie – taki był plan. Nie
ukrywajmy: nawet jeśli ktoś nie jest jego zagorzałym fanem z ciekawości
będzie chciał zapoznać się z „Post Pop Depression”. Dodatkowym magnesem
są nazwiska muzyków, którzy brali udział w jego tworzeniu. Mimo, że
całość sygnowana jest nazwiskiem głównego bohatera, mamy do czynienia z
„supergrupą”, jakkolwiek by na to nie patrzeć. Josh Homme (wiadomo –
Queens of the Stone Age, kiedyś Kyuss), multinstrumentalista Dean Ferita
(kompan z QOTSA, a także The Dead Weather), Matt Helders (perkusista
Arctic Monkeys) – takie postacie robią wrażenie, nieprawdaż? Podobnie
jak muzyka.
Jak najkrócej mógłbym ją scharakteryzować? Zaskoczenia nie będzie:
połączenie Bowiego z okresu „berlińskiej trylogii” (traktuję „Post Pop
Depression” jako hołd dla niego) z ostatnimi dokonaniami głównej
formacji Homme’a (zajął się produkcją całości). Mamy więc mrok i ten
specyficzny klimat charakterystyczny dla albumów nieodżałowanego
kameleona rocka oraz wspaniałe wyczucie kompozycyjne, swoisty groove
wyjęty rodem z „…Like Clockwork”. W dodatku utwory są tak bezczelnie
nośne i pomysłowe, że ciężko ich nie docenić.
Wysoki poziom całości powoduje, że ciężko mi jest coś tu wyróżnić.
Wszystko jest genialne. Poczynając od mrocznej ballady „Break Into Your
Heart”, a na najbardziej rozbudowanym „Paraguay” z wściekłą
melodeklamacją Iggy’ego kończąc. A to tylko wierzchołek góry lodowej.
Pośrodku znajdziemy jeszcze: wciągającą i świetnie bujającą „Gardenię”,
gdzie wokale Popa i Homme’a uzupełniają się jak należy. No i ten refren!
Spróbujcie go wymazać z pamięci. Uprzedzam, że będzie bardzo ciężko.
„Sunday” to kolejny hitowy majstersztyk, którego cechuje popowo-funkowa
lekkość, a dodanie kobiecego chórku oraz walczykowatego finału było
znakomitym posunięciem. Kto by się spodziewał takiego obrotu sprawy?
Końcówka rodem z filmu. Podobnym klimatem czarują nas w „Vulture” z
gitarą akustyczną w roli głównej. Zdecydowanie pasowałby na ścieżkę
dźwiękową do jakiegoś westernu. Miejsce nagrywania, a co za tym idzie
„pustynna” atmosfera, sprzyja najwidoczniej muzycznej wenie. „Chocolate
Drops” z kolei najbardziej przywołuje na myśl dokonania Arctic Monkeys.
Na koniec taka ogólna dygresja: na albumie bardziej wyeksponowano sekcję
rytmiczną (chociażby „Amercian Valhalla” z dudniącym basem), a gitary
ustępują jej miejsca. Nie zapominajmy także o niebagatelnej roli
klawiszy i wszechobecnych chórkach (najlepszym przykładem wspomniane
„Chocolate…”).
Pewnie mało kto się spodziewał, że Iggy Pop, który w tym roku skończy 69
lat, zmajstruje taki album z pomocą króla Midasa współczesnego rocka
Josha Homme’a i znakomicie rozumiejącego się duetu Ferita-Helders. Mamy
do czynienia z rzeczą absolutnie genialną. Genialną w swojej prostocie –
bez zbędnych udziwnień, nie odkrywającą nowych lądów, autentyczną. Na
„Post Pop Depression” broni się sama muzyka i liczy się przede wszystkim
klimat. „Dyszka” jak najbardziej zasłużona.
10/10
Szymon Bijak














































