1. Precedens
2. Still Waiting
3. Under My Skin
4. Gone Lovers
5. K.I.A.
6. Warsaw Blues
7. Sin
8. Saturday Night
9. Mirror
10. Relacje
Rok wydania: 2025
Wydawca: Heavy Medication Records
bandcamp.com/album/love-lies-hard-times
Całkiem przyjemnie pierwszy odsłuch „Love, Lies & Hard Times” połechtał moje poczucie estetyki. Zespół trzyma się rockowej konwencji, z hardrockowym pazurem, a nawet z punkrockowymi naleciałościami. Całość fajnie się zazębia z głosem wokalisty, którego barwę przyrównałem od razu do Ville Valo… by parę chwil później zreflektować się, że nazwa zespołu również może nie być przypadkowa. Jeśli chciałbym wspomnieć o jakości tej produkcji, pokłonić muszę się zarówno nad fajnym miksem basu, jak i soczystą prezentacją gitar. Do tego żaden element nie dominuje, więc naprawdę jest lepiej niż nieźle. To co jednak nie pasuje mi w odbiorze albumu, jest może kwestią gustu. Nie przepadam kiedy w ramach jeden płyty wykonawcy śpiewają w różnych językach. Wolałbym aby wydawnictwo było albo w całości polskojęzyczne, albo obcojęzyczne. Uważam, że w przeciwnym wypadku materiał traci na spójności. Natomiast niespełna półgodzinny czas trwania płyty, w obecnych czasach już nie szokuje, a nawet sprawia, że obcowanie z nowym zespołem staje się bardziej przystępne. Prosta konwencja graficzna, robi zaskakującą robotę i dopełnia całości. Wcale nie rzucałbym się na porównania muzyki grupy Poison Heart z H.I.M.. Znalazłoby się tutaj kilka innych znanych brandów, z okolic mainstreamowego rocka czy punkrocka wartych wspomnienia. Wydaje mi się zatem, że zespół celuje w szerokie audytorium, ale za to ma sporo dobrych argumentów. Ja chętnie wracam do tego krążka, nie tylko w celach kronikarskich, ale dla samej przyjemności słuchania. Dobry materiał. Bardzo dobry (z minusem).
7,5/10
Piotr Spyra


















































