Tym razem również było burzliwie. Zmiany zdań (nawet w ostatniej chwili) dowodzą tego, że w zeszłym miesiącu pojawiło się parę wartych uwagi albumów. Wśród naszych drugich miejsc wymienialiśmy gremialnie Amorphis, aczkolwiek Paradise Lost również pojawiał się wielokrotnie na podium.
PARADISE LOST – Ascension
Dla każdego coś miłego – tak w jednym zdaniu można byłoby podsumować 17 studyjny album Anglików. Growle jak czasów „Gothic”? Obecne. Lżejsze klimaty z późniejszych płyt? Odhaczone. „Icon”, „Draconian Times”? Też coś się trafi… Prochu nie wymyślili, ale słucha się „Ascension” bardzo przyjemnie. Solidna robota!
Robert Dłucik
NARRENWIND – Gorzkie Plony
Narrenwind nowym wydawnictwem kolejny raz ujęli mnie swoim podejściem do muzyki. To na pewno nie black, choć zespół jest kojarzony z tą sceną, więc co? Trudno powiedzieć – znakomite poetyckie teksty (zresztą kilka z nich ma znamienitych autorów) ubrane zostały w gitarowe dźwięki i mocne wokale. Słucham zespołu od czasów debiutu i chyba właśnie osiągnęli swój top! Trzymam kciuki i czekam na więcej!
Piotr Michalski
FAUN – Hex
Z początku miałem problem z tym albumem. Po bardzo dobrym „Pagan” zespół Faun postanowił trochę pozmieniać w swej twórczości i zmienił język niemiecki na angielski. Chyba to był główny powód mojej pewnej blokady do „Hex”. Jednakże po krakowskim koncercie, gdzie zespół zaprezentował kilka utworów z tej płyty mój ogląd na ten krążek zmienił się o 180 stopni. Dopiero tam , w klubie „Studio” , odkryłem magię i melodykę tych kompozycji. Posłuchawszy raz jeszcze studyjnych wersji tych utworów zacząłem doceniać pracę jaką muzycy włożyli w ten album. To jest jeden z przykładów, że warto dać wielokrotną szansę tej samej płycie. Niewątpliwie jest to według mnie jedna z najlepszych płyt tego roku, a z pewnością najlepsza płyta, jaką słyszałem we wrześniu.
Mariusz Fabin
NARRENWIND – Gorzkie Plony
Piąty studyjny album Narrenwind, zatytułowany „Gorzkie Plony”, sam zespół określa jako powrót do klimatu i ducha „Mojej bolesnej śnię dobrą śmierć”. Przypomina debiut nie tylko motywem okładki, lecz również faktem, że swobodnie umyka ramom klasycznego metalu. Bardzo blisko mu również do „Ja, Dago”, lecz „Plony” prezentują trochę inny klimat, a pierwszy w dyskografii album wypada przy nich (trupio) blado. Moim zdaniem najnowsza płyta, to wypadkowa wszystkich poprzednich wydawnictw, z mocnym naciskiem dwa wcześniej wspomniane. Oczywiście jest najlepsza pod każdym względem, dojrzalsza, intrygująca i co ciekawe, przyjemniejsza w odbiorze mimo, wciąż zaklętej w niej mrocznej melancholii. Narrewind nigdy nie tworzył muzyki łatwej i oczywistej, ale „Gorzkie Plony” to zbiór na swój sposób urzekających, niebanalnych hitów, które wpadają w ucho z łatwością „Tyrfing” i zostają tam na bardzo długo.
Robert Cisło
PRIMAL FEAR – Domination
Podchodziłem do tej płyty ze sporą ostrożnością, mimo że kilka poprzednich albumów bardzo mi się podobało…. Ale wiadomo, zmiana połowy składu to w zasadzie tąpnięcie. Zaskakująco, brzmieniowo niewiele się tu zmieniło. Nowy album jest po prostu kozacki. Dynamiczne i melodyjne kawałki kołatają się w głowie na długo po wyłączeniu odtwarzacza. Instrumental i powerballada to dodatkowe wisienki na torcie. Rewelacja! Kilka tygodni po premierze wrażenia wcale nie opadły. Wprost przeciwnie.
Piotr Spyra
GLENN HUGHES – Chosen
Weteran hard rocka powraca z kolejnym solowym albumem. I to w wielkim stylu! Nie bez powodu nazywamy go „the voice of rock”. Mimo 74 lat na karku nadal zachwyca formą wokalną. Niejeden młodszy kolega po fachu mógłby nabawić się kompleksów. Najnowsza płyta to dalsze stąpanie po dawno wydeptanej ścieżce melodyjnego rocka. Kompozycje są zwarte, energiczne, dobrze napisane i wykonane. Mogą spodobać się zwłaszcza sympatykom poczynań Glenna w ramach supergrupy Black Country Communion. Fani Deep Purple też nie powinni narzekać, chociaż brak organów Hammonda chwilami trochę doskwiera. Taka jednak była wizja artysty i musimy ją uszanować. Może następny album będzie bardziej purpurowy? Zobaczymy. Bo nie wątpię, że będzie kolejna płyta. Artysta ma jeszcze wiele do powiedzenia.
Michał Kass
ARJEN ANTHONY LUCASSEN – Songs No One Will Hear
Jeden z naszych rodzimych zespołów twierdzi że: „…żadnego końca świata dziś nie będzie! Bo w Tokio jest już jutro…”. Odmiennego zdania jest ARJEN ANTHONY LUCASSEN, na swoim koncepcyjnym albumie solowym „Songs No One Will Hear”, na którym kreuje wizję końca świata właśnie taką, jaką przedstawia okładka jego dzieła. W odróżnieniu od jego projektu Ayreon czy Star One, do realizacji swojej płyty solowej, nie zaprosił aż tylu znamienitych muzycznych gości, starając się zrobić jak najwięcej samodzielnie. Gra tutaj zarówno na gitarze, gitarze basowej, klawiszach i oczywiście śpiewa. Jeżeli chodzi o wokal, to towarzyszą mu piękne wokalizy Ireny Jansen. Oczywiście goście są obecni: wszelakie instrumenty dęte, skrzypce, wiolonczele Hammondy…, dodają jego muzyce symfonicznego sznytu, co zresztą jest normą u Arjena Lucassena. Mimo skromniejszej „listy płac”, jego solowa płyta swoim muzycznym bogactwem nie ustępuje wspomnianym, autorskim projektom. Bogactwo pięknych melodii, soczystych gitarowych solówek i klawiszowych pasaży sprawia, że powinniśmy się cieszyć, że w wbrew tytułowi, zdążyliśmy te piosenki usłyszeć.
Marek Toma
PRIMAL FEAR – Domination
O ile w sierpniu nie było problemu z wyborem faworyta (ciekawych premier nie bylo zbyt wiele), o tyle we wrześniu nie było już tak łatwo. Jednak to jednej płycie poświęciłem najwięcej czasu – tym albumem jest „Domination”, najnowsze dokonanie niemieckich reprezentantów power metalu, grupy PRIMAL FEAR. Wydawnictwo jest bardzo profesjonalne i to w zasadzie pod każdym względem; świetna produkcja, udane kompozycje, energia, pomysłowość, melodyjna chwytliwość. Pozycja wręcz obowiązkowa dla fanów tejże stylistyki!
S!X
























































