W zestawieniu najlepszych płyt minionego miesiąca rozrzut stylistyczny w naszych wyborach również był widoczny. Z tym że jeden album został wskazany przez kilka osób.
KAMELOT – Dark Asylum
O ile lipiec prezentował się skromnie pod względem ciekawych wydawnictw, o tyle sierpień był już niczego sobie. Osobiście czekałem na trzy plyty, ale o dziwo mój pierwotny faworyt (TRIOSPHERE) nie trafił na podium. Pierwsze miejsce niespodziewanie zajął KAMELOT, który pomimo stylistycznego reżimu (jaki sobie narzucił), miło zaskoczył. Co prawda poszczególne single niespecjalnie mnie ujęły, ale całościowo płyta zrobiła na mnie zdecydowanie pozytywne wrażenie. To kolejny dowód na to, że warto czekać na kompletny album, bez namiętnego słuchania utworów promujących. KAMELOT na pewno nie zawiódł i teraz tylko czekać na listopadowe koncerty!
Marcin Magiera
Nie spodziewałem się tak dobrej płyty. Już kilka albumów temu postawiłem na tym zespole krzyżyk i odnosiłem wrażenie że kolejne krążki to taka kamelotowa kalka… jakież było moje zdziwienie gdy posłuchałem „Dark Asylum”. Niby sprawdzone patenty, niby to już było, a jednak „weszło”…. Bardzo pozytywne zaskoczenie!
Piotr Michalski
Trochę już straciłem nadzieję. Kamelot zaczął poruszać się w sprawdzonej stylistyce, z płyty na płytę dorzucając do tygla coraz więcej patosu i symfoniki. W moim odczuciu zaczęli kroczyć w kierunku Nightwishowej symfoniki. Do ostatnich dwóch płyt właściwie już nie wracam. Single z nowego albumu jakoś mnie nie chwyciły. Ale jako całość, ten album bardzo mi spasował. Pojawia się ponownie trochę mroku. Melancholia nie ma takiej dawki patosu. Nawet najlżejsze kawałki świetnie się sprawdzają w na tle całości. Paradoksalnie, nie rażą mnie nawet symfoniczne motywy. OK – formuła w dalszym ciągu wymaga odświeżenia, albo wprost przeciwnie – kroku wstecz (growlujące babeczki nie są obecnie już niczym szokującym). Fajnie, że pojawił się gościnnie Sammet – miły akcencik.
W dniu premiery na redakcyjnym forum rozpowiadałem, że moją płytą miesiąca będzie Flotsam & Jetsam, ale po paru dniach okazało się, że do Kamelota wracałem częściej i chętniej.
Piotr Spyra
MIND AFFLICTION – No Future, No Light
Tegoroczny sierpień obfitował w wiele naprawdę ciekawych wydawnictw, a o tytuł zwycięzcy mojego subiektywnego zestawienia walczyli między innymi Chelsea Wolfe, Street Tombs, Megascavenger czy Exumer. Ostatecznie czarnym koniem w tym wyścigu okazał się album „No Future, No Light” krakowskiej grupy Mind Affliction. Trzecia w dorobku zespołu płyta, to solidna porcja muzyki z pogranicza death i black metalu w doskonałym wydaniu. Muzyki mocnej, agresywnej i ciężkiej, a przy tym dość zawiłej w swej strukturze i na wskroś przesiąkniętej gęstą i ponurą atmosferą, jakże adekwatną do stylistyki, jakiej zespół się trzyma od prawie dwóch dekad. Myślę, że wbrew tytułowi, przyszłość zarówno Mind Affliction, jak i samego albumu może rysować się tylko w jasnych barwach.
Robert Cisło
HACKETT & ROTHERY – The Roaring Waves
Dwóch wyjątkowych gitarzystów, mistrzów klimatycznej gitary, dwóch Stevów- Hackett i Rothery, nagrali wspólny album – „The Roaring Waves”. Przepiękna muzyczna podróż, a przy tym podroż morska, bo to wyjątkowo piękny, instrumentalny album koncepcyjny. Wszelkie słowa są tutaj zbędne, wystarczy zamknąć oczy i dać się ponieść muzyce i morskim falom, by poczuć głębię ich muzyki i głębie morza.
Marek Toma


















































