Płyta miesiąca – sierpień 2025

plyta miesiaca 0825

HELLOWEEN pozamiatał. I zgadza się z tym większość redakcyjnego gemium. Ale to nie oznacza, że w sierpniu nie ukazały się inne ciekawe pozycje. Jak się okazuje zarówno w ekstremalnych rejonach, klimatycznym graniu, oraz w złożonych formach, zwolennicy gatunków mogli znaleźć coś dla siebie. Uzasadnienia naszych wyborów znajdziecie poniżej.


HELLOWEEN – „Giants & Monsters

Właściwie to jest dokładnie tak jak się spodziewałem, a spodziewałem się samych dobrych rzeczy. Helloween w poszerzonym składzie to recepta na sukces. Nie odchodząc od wypracowanego z Derisem stylu wdzięcznie sięgają w klasyczne czasy. Bywa że uprawiają happy power metal, bywa że za sprawą Hansena robi się nieco bardziej surowo czy też ostro. Oczywiście i tym razem niektóre utwory nie trafiły w mój gust ale, równoważą je za to wybitne utwory. I tak do moich ulubieńców zaliczę kawałki: otwierające i zamykający oraz bonustrack z wersji digipak „Out of Control” ze świetnymi wokalami Hansena. W moje łaski dość szybko wdarł się też zabawny „A little is a little too much”. Całość jest kapitalnie wydana. Okładka, grafiki a nawet sam papier sprawia, że jako fan mogę przymknąć oko na to, że ten wydawca miewa płyty w wyższych cenach niż konkurencja. Szczerze mówiąc, miałem ochotę nawet na jedno z bardziej wypasionych wydań, ale nie przekonały mnie bonusy w postaci kilku wersji ballady. Powtórzę, ta formuła się sprawdza i mam nadzieję że będzie kontynuowana przez długie lata. Może nie jest to płyta wybitna, czy łamiąca bariery, ale możliwe że będzie moim albumem roku.

Piotr Spyra


HELLOWEEN – „Giants & Monsters

Jedną z najbardziej wyczekiwanych premier sierpnia na pewno była najnowsza płyta HELLOWEEN. To już drugi album zespołu w rozszerzonym składzie. Czy miałem jakieś obawy o zawartość premierowego materiału? Miałem, szczególnie, że „Helloween” z 2021 roku nie przypadł mi do gustu, a promujące nowe wydawnictwo single („This is Tokyo”, „Universe (Gravity for Hearts)” jakoś też niespecjalnie do mnie trafiały. W pewnym momencie poczułem nawet rozgoryczenie, bo jeden z moich ulubionych zespołów zaczął nagrywać albumy co najwyżej poprawne. Kiedy miałem już możliwość zaznajomienia się z całym wydawnictwem, stwierdziłem, że jest lepiej niż poprzednio, ale do pełnego sukcesu brakuje. Odbiór muzyki jest lepszy, kompozycje bardziej przyciągające, chociaż sama produkcja nie ułatwia odbioru. Być może z czasem będzie lepiej, ale teraz coraz bardziej zaczynam tęsknić za Hansenem w GAMMA RAY i HELLOWEEN bez konkurencji wokalnej dla Derisa.

S!X


HELLOWEEN – „Giants & Monsters

Powrót Michaela Kiske i Kaia Hansena do HELLOWEEN był, przez wiele lat, jedynie marzeniem wielu fanów zespołu a tu proszę bardzo, zespół już z nimi w składzie, zaprezentował drugi album studyjny. „Giants & Monsters” wypełnia muzyka powstała ze sprawdzonych patentów. Są utwory dynamiczne i żywiołowe, jest odrobina patetyzmu i epickości w końcu i emocjonalna ballada. I choć album (wg. mnie) nie dorównuje poprzedniczce to jednak słucham go z ogromną przyjemnością!

Piotr Michalski


LORD OF THE LOST – „Opvs Noir vol. 1”

Lord Of The Lost-Opvs-Noir-Vol-1

Zapewne w redakcyjnym gronie sierpień zdominuje jedna premiera, więc… lekko się wyłamię. Podoba mi się ten najnowszy Helloween, ale chciałbym wskazać na propozycję Lord Of The Lost. „Opvs Noir vol. 1”. Początek trylogii, świetna wizytówka by czekać na kolejne części. Sporo gotyckich wpływów, szybko wpadające w ucho refreny, ciekawi goście specjalni. I like it!

Robert Dłucik


DISCIPLINE – „Breadcrumbs”

Prog rockowcy z Detroit nie wydają swoich płyt nader często. Tym razem kazali swoim fanom czekać na swój kolejny, szósty album studyjny, aż osiem lat. Płyta „Breadcrumbs”, jest kolejnym dowodem na to, że warto czekać! Pięć kompozycji, które znalazły się na płycie (jak to często bywa w tej konwencji), to nie zwarte, lecz bardziej rozbudowane, złożone formy muzyczne, skrzące bogactwem melodii, nietuzinkowych linii muzycznych i niebanalnych rozwiązań. Prawdziwa gratka i uczta duchowa dla progresywnych maniaków.

Marek Toma


BESTIA – „Behold the Reign of the Black Sun

Tegoroczny sierpień może i nie rozpieszczał aurą, za to obfitował w ciekawe wydawnictwa muzyczne, spośród których na szczególną uwagę zasługuje rodzima Bestia, z drugim w dorobku albumem „Behold the Reign of the Black Sun”. Oscyluje wokół klasycznego black metalu w całkiem przystępniej i momentami wręcz melodyjnej odsłonie. Wypełniony po brzegi gęstwiną, bądź co bądź srogich dźwięków. Doskonały w formie i wykonaniu, o wyrazistym, tłustym brzmieniu. Ciężki i intensywny , a przy tym równie ponury jak czerń wnętrza starej, pustej studni .

Robert Cisło


BIOSCOPE – „Gento”

Ten wspólny projekt gitarzysty Steve’a Rothery’ego (Marillion) i klawiszowca Thorstena Quaeschninga (obecnie Tangerine Dream) okazał się przysłowiową wydmuszką – z zewnątrz atrakcyjny, ale w środku pusty. Właściwie brzmi to jak kolejna płyta aktualnego wcielenia Tangerine Dream. Czyli monotonnie. Po prostu od czasu do czasu jako urozmaicenie odzywa się gitara. I w zasadzie tylko te gitarowe wtręty ratują ów nudny album od całkowitej katastrofy. Krążek idealnie nadaje się za to do poobiedniej drzemki. Raczej nie wróżę temu duetowi długowieczności artystycznej. Lepiej niech każdy z panów skupi się na pisaniu dla macierzystej formacji. Gento to wiele hałasu o nic.

Michał Kass


Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *