Płyta miesiąca – kwiecień 2026

W kwestii redakcyjnej płyty miesiąca, tradycyjnie duży rozrzut stylistyczny, dowodząc jak muzyka rockowa potrafi być bogata i różnorodna.  Tym razem wybraliśmy magiczną siódemkę ciekawych płyt, od ekstremalnego metalu, poprzez lżejszą metalową estetykę, rock progresywny, na klasycznym rockowy graniu skończywszy.


SEPULTURA – The Cloud Of Unknowing

Podobno Sepultura żegna się tym wydawnictwem z fanami. „The Cloud Of Unknowing” ma być w założeniu ostatnim studyjnym przejawem ich działalności. Czy tak będzie w istocie – czas pokaże. Wielu już przecież kończyło kariery a potem spektakularnie je wznawiało. Póki co – trzeba się cieszyć z tego, co jest. A tutaj rzeczywiście powodów do radości nie brakuje. Wprawdzie „The Cloud Of Unknowing” to tylko czterootworowa EPka, ale mnogością wykorzystanych pomysłów można by obdzielić niejeden pełnowymiarowy album. Ileż się tu dzieje! Otwierający „All Souls Rising” to szybki strzał o trashowo-punkowej intensywności a jednak pięknie skontrastowany ingerencją partii instrumentów smyczkowych. Są też charakterystyczne skandowane okrzyki. A pod koniec nawet perkusyjne blasty. Drugi i zarazem najciekawszy na płycie numer „Beyond The Dream” to prawdziwa perełka. Zaczyna się niczym tradycyjna metalowa ballada, z czasem przeistaczając się jednak w mroczny song z agresywnie potraktowanym, dociążonym refrenem. Przyznaję uczciwie, iż należę do nielicznej frakcji fanów Sepultury akceptujących odmienione oblicze zespołu po odejściu Maxa Cavalery. Nawet więcej – uważam, że Derric Green jest o wiele bardziej wszechstronnym frontmanem niż jego słynny poprzednik. Oprócz hardcore’owego „darcia japy” i deathmetalowego growlowania potrafi też zabłysnąć melodyjnymi czystymi wokalami. W „Beyond The Dream” w pełni pokazuje więc swe możliwości. Szkoda, że tak rzadko ma do tego okazję. Jako trzeci dostajemy pogmatwany kawałek „Sacred Books”. Oprócz klasycznego riffu i wielowątkowych rytmów perkusyjnych pojawia się w nim nawet… jazzowe solo fortepianu! W klimacie kompozycja oscyluje natomiast gdzieś pomiędzy „Arise” a „Roots”. Sporo zmian tempa i ciekawych zagrywek przynosi też zamykający ten zbiór „The Place”. Tu również mamy okazję usłyszeć wokal Derrica w bardziej melodyjnej odsłonie, chociaż krzyczanych momentów jak zwykle jest sporo. Reasumując – grupie wystarczył kwadrans grania na skondensowanie i podsumowanie wszystkich swoich firmowych patentów. Sepultura pozostawia nas z poczuciem niedosytu. Jeśli to finał – to w wielkim stylu. Zresztą kto wie – może jednak coś jeszcze nagrają?

Michał Kass


THE PARADOX TWIN – A Romance Of Many Dimensions

Trzeci album w dyskografii, tej brytyjskiej, progresywnej formacji, wyprodukowany został przez Johna Mitchella. Znamy m.in: z Areny, Frost*, Lonely Robot czy It Bites muzyk, wspomógł również swoich młodszych kolegów instrumentalnie, nagrywając partie gitary basowej i dokładając solo na gitarze w ostatniej kompozycji. Jest to album koncepcyjny, poruszający temat zacierania się barier pomiędzy światem realnym a cyfrowym, a co za tym idzie uzależnieniem od sieci komputerowych. Album zachwyca muzycznym klimatem, którego domena są zarówno męskie jak i żeńskie wokale Danny Sorrella i Sarah Bayley. Pozycja obowiązkowa dla prog maniaków, a zwłaszcza miłośników klimatu późniejszej Anathemy, Antimatter, The Black Noodle Project czy wyżej wymienionych zespołów Johna Mitchella.

Marek Toma


VOMITORY – In Death Throes

Zakładałem, że moim kwietniowym faworytem będzie najnowszy krążek weteranów z IMMOLATION, ale jak to bywa w życiu, można sobie planować, a rzeczywistość i tak dokona weryfikacji… Finalnie na tzw. podium trafił „In Death Throes”, premierowy materiał innego reprezentanta mocniejszych brzmień. Mowa o grupie VOMITORY – Szwedzi nagrali bardzo konkretny album, a jego zawartość jest żywiołowa, treściwa, agresywna, a przy tym melodyjna (jak na tą stylistykę). Muzyka wręcz kojąca, o ile ktoś gustuje w tego typu klimatach.

Marcin Magiera


GREEN CARNATION „Dark Poem”

Tryptyk GREEN CARNATION „Dark Poem” doczekał się części drugiej – albumu „Sanguis” i o ile część pierwsza nie rzuciła mną na kalana to w tym przypadku jestem znów w pozycji klęczącej. Ta płyta to muzyka z jednej strony dynamiczna a z drugiej niezwykle klimatyczna. Melodie są kapitalne a motyw otwierający tytułowy „Sanguis” wręcz genialny! Płyta roku? Jeszcze nie wiem, ale na pewno na ten moment poważna kandydatka do tytułu!

Piotr Michalski


CRIMSON GLORY – Chasing the Hydra

Z końcem kwietnia buńczucznie zapowiadałem remis w moim prywatnym rankingu na płytę miesiąca. Metal Church wysmażyli bardzo fajny album, a ich nowy wokalista sprawdził się kapitalnie. Punkcik do fejmu za zatrudnienie Ellefsona jako basistę. Reasumując – przyjemne łojenie, z pazurem i pewną dozą melodyki . Konkurował z nimi powrotny album Crimson Glory. Nastawiałem się pozytywnie na „Chasing The Hydra” od dłuższego czasu. Kiedy tylko poznałem personalia nowego gardłowego, sięgnąłem po jego poprzednią kapelę. Do zachwytu mi było daleko, ale Infiedel Rising trafiło w mój gust. Więc jeśli i CG chodzi, single napawały optymizmem, a pełny album spełnił moje oczekiwania. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Oczekiwania te były raczej realistyczne. Ale po pierwsze nie wyłożyli się, na tej płycie, po drugie mogła by ona powstać kilka lat po „Astronomice” (btw – nowy album Wade Blacka też jest porządny). „Chasing the Hydra” nie łamie zasad gatunku, ale bardzo ładnie się wpisuje w dyskografię zespołu. Ostatnimi czasy, kiedy pierwsze wrażenia już opadły, zauważyłem że chętniej sięgam po Crimson Glory. dlatego suma summarum to mój wybór.

Piotr Spyra


Foo Fighters – Your Favorite Toy

Zespół po przejściach dał upust swoim emocjom na nowej płycie. Mocne, gitarowe granie, surowe brzmienie, ale w paru kawałkach nie zapomnieli o chwytliwych refrenach. Stadionowa popularność wszak zobowiązuje. Krótki i konkretny materiał.

Robert Dłucik


IMMOLATION – Descent

Amerykański Immolation kolejny raz potwierdził swoją dominację w światowym death metalu, a 12 album w dorobku grupy dobitnie potwierdza fakt, że określanie jej mianem legendy, jest całkowicie zasadne i bezdyskusyjne. Ta ikona muzycznej sceny od lat niezmiennie gra na najwyższym poziomie, z którym niewielu może i potrafi się równać. Rewelacyjnie brzmiący „Descent” to istna dźwiękowa destrukcja w dziesięciu solidnych odsłonach, która szarpie trzewia i kruszy zęby. Jest mocarny, ciężki, solidny, złowieszczy, bezkompromisowy, gęsty, kąśliwy, zmyślny, oszałamiający, zwarty, konkretny, niszczycielski, monolityczny, klimatyczny, ponury, przytłaczający, obłędny – po prostu doskonały. Takich płyt słucha się z czystą przyjemnością i uwielbieniem. Bardzo mocny kandydat do płyty roku 2026.

Robert Cisło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *