Tradycyjny, redakcyjny, comiesięczny, wydawniczy zestaw The Best Of. Tym razem w przypadku jednej z płyt, duża zgodność !
SLEEPING PULSE – Dream & Limitations
Konkurencja w czerwcu była spora, ale dla mnie murowany kandydat na zwycięzcę muzycznego podium mógł być tylko jeden. Obstawiałem, że wskażę ten album jako swoją płytę miesiąca, zanim nawet się jeszcze ukazała. I tak właśnie jest. Przyznaję – wobec dokonań firmowanych przez Micka Mossa jestem absolutnie bezkrytyczny. Ten klimat, ten głos, te emocje. Dokładnie tego oczekuję od muzyki. I nieważne, że na drugim albumie nagranym pod szyldem Sleeping Pulse pan Moss jest „tylko” wokalistą i autorem tekstów. Nie skomponował tym razem ani jednego dźwięku. Na niczym nie zagrał. Za stronę muzyczną odpowiada wszak portugalski multi-instrumentalista Luis Fazendeiro. Idealnie dopasował się jednak do wrażliwości lidera Antimatter. Zresztą już sama obecność Mossa – wokalisty wystarczy, aby ta płyta poruszała do głębi. Smutek i piękno w kilkudziesięciu minutach dźwiękowej podróży przez zakamarki cierpiącej duszy. Nie pozwala przejść obojętnie. Hipnotyzuje i zachwyca. Bez wątpienia album godny określenia mianem arcydzieła! Być może nawet już moja prywatna płyta roku 2026, mimo iż minęła ledwie jego połowa.
Michał Kass
MUSE – The Wow! Signal
Na swoim 10 – tym albumie studyjnym, MUSE zaprezentował materiał zdecydowanie bardziej gitarowy i różnorodny, niż na dwóch poprzednich płytach, gdzie wszechobecnie królowała elektronika. „The Wow! Signal”, to płyta przebogata w środki muzycznego wyrazu: symfoniczny rozmach, popowa przebojowość kontrastująca z rockową, a w niektórych momentach, można nawet pokusić się o stwierdzenie – metalową energią, jak również subtelny, balladowy liryzm… Elementy te, przenikają się i zmieniają nieustannie, w takim tempie, że czasami nie sposób nadążyć nad muzycznymi pomysłami. Trio z Teignmouth, powraca z najlepszą płyta od dawien dawna! Kosmiczna tematyka album i prawdziwie muzyczny kosmos !
Marek Toma
LEX LEGION – Lex Legion
Ileż można czekać na nowy album Kinga Diamonda? Ewidentnie nawet jego gitarzysta Andy LaRoque traci cierpliwość. Wraz z muzykami związanymi z Królem postanowił stworzyć projekt. W LEX LEGION zaangażowani są również Pete Blakk, Hal Patino i Mikkey Dee. A osobą, która postanowiła wziąć na barki liderowanie takiej supergrupy jest wokalista progmetalowgo Pagan’s Mind – Nils K. Rue. Ale to informacje, które wyczytacie w każdej reklamie płyty. Ja jedynie muszę potwierdzić jej jakość. Utwory zawarte na debiutanckim krążku projektu, owszem są stylizowane na Diamondowski klimat. Sporo tu klawiszowego szlifu w klimacie grozy. Klimat Diamonda usłyszymy też w chórkach, gdzie pojawiło się kilka górek na pograniczu falsetu. Najważniejsze jest jednak, że żadna z kompozycji nie jest wymuszona. Fani macierzystej kapeli wokalisty, wyłapią tu sporo jego wkładu. Mój ulubiony utwór to „Gypsy Tears”, Diamondowski na wskroś.
Bardzo dobra płyta, heavymetalowa i klimatyczna. Mam nadzieję, że nie będzie to jedyny krążek wydany pod tym szyldem.
Inna sprawa, że z niecierpliwością czekam na nowy krążek Kinga.
Piotr Spyra
ZØRZA – Twilight Of The Golden Star
Po ciekawej epce „IEI” i genialnym „Hellven”, Zørza, będąc na fali, poszła za ciosem i 2 lata po wspominanym debiucie światło dzienne ujrzał „Twilight of the Golden Star”. Poprzeczka zawieszona była bardzo wysoko, więc i oczekiwania spore, aczkolwiek mimo roszad wokalnych nowy album okazał się wyjątkowo udany i spełnił całkowicie me muzyczne wymagania. Podobnie jak wcześniejszych wydawnictw, słucham go łapczywie z nieskrywaną satysfakcją. Może nie jest tak chwytliwy i przebojowy jak wspomniany „Hellven”, ale to wciąż ujmujący i klimatyczny black metal na wysokim poziomie. Najwyraźniej wyzbyta ciągot do drastycznych zmian brzmieniowych i stylistycznych rewolucji, Zørza nadal pozostaje w tej samej gatunkowej estetyce, co nie oznacza, że stoi w miejscu, tudzież bezsensownie kręci się wkoło, zjadając własny ogon. „Twilight of the Golden Star” to zdecydowany i udany krok naprzód w karierze rodzimej ekipy. W porównaniu do poprzedników, muzyka na tej płycie jest bardziej zróżnicowana i rozbudowana, oczywiście z zachowaniem dotychczasowego stylu. Pełna smaków i niuansów przysparza samych pozytywnych wrażeń. Jest bardzo dobrze, ciekawie i z przytupem.
Robert Cisło
EVERGREY – Architects Of A New Weave
Panowie z Evergrey nagrali kolejny dobry album. Oni nie schodzą poniżej pewnego poziomu i tak też jest tym razem. Mocne gitary, wpadające w ucho melodie i ta nutka melancholii. W muzyce Szwedów zawsze było dużo emocji – to był i jest ich znak rozpoznawczy a nowy album ujmy im nie przynosi – kawał znakomitej muzy!
Piotr Michalski
Evergrey – Architects of A New Weave. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Nie spodziewałem się, że ten zespół jest w stanie jeszcze wycisnąć tyle ze sprawdzonej formuły. Sporo fajnych, melodyjnych kawałków z chwytliwymi refrenami. Świetna produkcja. No i ten mocny finał w postaci „The Prophecy”.
Robert Dłucik
Długo wahałem się pomiędzy LEX LEGION, a EVERGREY i generalnie nawet teraz mam duży problem z wyborem… Ostatecznie (choć niepewnie) postawiłem na tych drugich – nie spodziewałem się aż tak udanej płyty ze strony twórców „Hymns for the Broken”. Generalnie już od pierwszego przesłuchania byłem „kupiony”. I choć pasuje mi ścieżka, jaką zespół sukcesywnie podąża od kilku lat, tak „Architects of a New Weave” przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Szwedzi dawno nie nagrali tak dobrego materiału. Genialny krążek!
Marcin Magiera
Tarja – Frisson Noir.
Pierwszy solowy album Tarji, który w całości jest jej dziełem. I co wyszło spod jej pióra? Najbardziej nightwishowy album w jej solowej karierze. Wśród gości Marko Hietala, Apocalyptica czy Dani Filth. Kompozycyjnie słuchacz otrzymuje bardzo dobrze skrojone numery w tym wybornie malujący dźwiękami „At The sea”. Niewątpliwie jest to jeden z kandydatów do płyty roku. I jest to także ostatni album na którym zagrał Kevin Chown. Muzyk przed paroma dniami przegrał nierówną walkę z rakiem.
Mariusz Fabin
























































