1. Wyście od Kaina, a my od Abla – 03:25
2. Hokejowy zamek – 03:34
3. Nie kukizuj, miła – 03:19
4. Wyjdzie na jaw, że to pic – 03:59
5. Pomocy! – 05:06
6. Tototnieta – 03:32
7. Sąd ostateczny – 05:06
8. Suicide. Głos mówi do mnie – 03:18
9. Mokry od Twoich łez – 04:51
10. Śmierć z widokiem na morze – 04:03
11. Tu trzeba krzyczeć – 03:44
12. Sprzedawca jutra – 04:19
Rok wydania: 2019
Wydawca: S.P. Records
http://pidzamaporno.art.pl/
Rzadko zdarza się tak, że długo oczekiwany powrót kapeli rzeczywiście
jest powrotem w chwale. Zazwyczaj wygląda to tak, że artyści zapowiadają
wydawnictwa docelowo mające być najlepszymi w ich dyskografii, a w
praktyce z tych doniosłych anonsów wychodzi mierne, wymęczone
odgrzewanie starych patentów.
Pidżama Porno zdecydowanie nie wpasowuje się w opisany powyżej schemat.
Najnowszy, wydany po 15 latach od poprzedniego, album „Sprzedawca jutra”
jest dokładnie taki, jakim był zapowiadany, a przy tym w niczym nie
ustępuje klasycznym płytom zespołu, takim jak „Futurista” czy „Złodzieje
zapalniczek”. Krzysztof „Grabaż” Grabowski od lat jawi się jako artysta
o bardzo szerokich horyzontach muzycznych. Nagrywa niezwykle
zróżnicowany materiał z grupą Strachy na Lachy (należy tu przypomnieć,
że od momentu pełnowymiarowej reaktywacji Pidżamy oba zespoły
występowały w niemal identycznym składzie, z pominięciem klawiszowca
Łukasza Sokołowskiego, dopiero na okoliczność omawianej płyty gitarzystę
Mariusza Nalepę zastąpił Piotr „Załęs” Załęski), z którą wylansował
takie przeboje jak „Piła Tango” czy „Dzień dobry, kocham Cię”, dzięki
którym to z tą przede wszystkim nazwą jest dziś kojarzony przez
przeciętnego Kowalskiego. Należy jednak pamiętać, że korzenie wokalisty
są jednoznacznie rockowe i ta płyta doskonale o tym przypomina.
Wspomniałem, że „Sprzedawca jutra” jest dokładnie taki, jakim go
anonsowano. Czyli jaki? Ano gitarowy, rockowy, miejscami wręcz
hardrockowy. Nie ma na nim krzty elektroniki, klawiszy, ani niczego w
tym rodzaju. Ta grupa nie należy do tego rodzaju zespołów, które
modyfikują brzmienie z płyty na płytę. Muzycy mają swój stały,
wypracowany sound, a to sprawia, że najnowsza płyta zdaje się być
logiczną kontynuacją „Bułgarskiego centrum” z 2004 roku. Naprawdę nie
czuć tych 15 lat dzielących premiery obu albumów. Przyrównując
„Sprzedawcę” do ostatniego krążka Strachów, czyli „Przechodnia o
wschodzie” oraz do wszystkich poprzednich longplayów sygnowanych przez
obie grupy Grabaża ma się wrażenie jak gdyby Pidżama nigdy nie zawiesiła
działalności i przez cały ten czas funkcjonowała równolegle z szyldem
firmującym wymienione przeze mnie na wstępie przeboje. O tej spójności
na pewno w dużej mierze stanowi fakt, że trzon obu składów, czyli poza
Grabowskim gitarzysta Andrzej „Kozak” Kozakiewicz i perkusista Rafał
„Kuzyn” Piotrowiak współpracuje ze sobą nieprzerwanie, również w czasie
scenicznej absencji Pidżamy. Muzycy rozumieją się bez słów i doskonale
wiedzą, w jaki sposób każdy z ich wspólnych projektów powinien brzmieć.
Omawiany materiał bazuje niemal w całości na przesterowanych gitarach
elektrycznych (jedynym wyjątkiem jest gitara akustyczna w utworze „Tu
trzeba krzyczeć”), czyli tak jak powinien.
Teksty lidera grupy również są takie, jakimi od zawsze raczył on nas pod
szyldem Pidżama Porno. W Strachach Grabowski przyzwyczaił nas do, w
większości, miłosnych songów ubranych w charakterystyczne dla niego
metafory. Tutaj te przenośnie występują także, jednak pidżamowe liryki
są zdecydowanie mroczniejsze. Traktują o bieżących problemach
politycznych i społecznych. Grabaż idealnie wyważa proporcje pomiędzy
poszczególnymi elementami składowymi swoich tekstów. Nawet przekleństwa
wplata w odpowiednich ilościach, a te, wtrącone we właściwych miejscach,
nadają piosenkom zdecydowanie bardziej inteligentny charakter, nie
ujmując przy tym dosadności. Lider Pidżamy od lat pokazuje, że
zaangażowane punkowe (Grabowski w duszy jest przecież punkowcem) liryki
nie muszą być stekiem bluzgów.
Podsumowując, najnowsza płyta poznańskiej grupy jest po prostu bardzo
dobrym, solidnie przygotowanym i dopracowanym albumem. Tacy weterani jak
Grabaż i spółka już od dawna nie muszą niczego nikomu udowadniać.
„Sprzedawca jutra” jest dokładnie taką płytą jakiej od nich oczekiwałem i
myślę, że nie tylko ja. Naprawdę udany powrót.
9/10
Patryk Pawelec











































