1. No Hope in Sight
2. Terminal
3. An Eternity of Lies
4. Punishment Through Time
5. Beneath Broken Earth
6. Sacrifice the Flame
7. Victim of the Past
8. Flesh from Bone
9. Cry Out
10. Return to the Sun
Rok wydania: 2015
Wydawca: Century Media
http://www.paradiselost.co.uk/
Poznałem ich przy okazji “Shades of God”, “Icon” rzucił mną o ścianę a
“Draconian Times” jedynie upewnił w przekonaniu, że w swojej dziedzinie
są wyjątkowi. „One Second” pomimo swej „inności” wciąż intrygował a
potem? A potem nastała ciemność i moje oczekiwania rozminęły się z
kierunkiem, który obrał zespół… pierwsza próba powrotu miała miejsce
przy okazji „In Requiem” (2007r) ale dopiero wydany w roku 2012 „Tragic
Idol” wywołał to wrażenie, że Paradise Lost wrócili na dobre a ich
muzyka znów wzbudza wewnętrzny entuzjazm…
Rok 2015 to kolejne wydawnictwo Brytyjczyków, i jak zapowiadali sami
muzycy miał to być w pewien sposób powrót do korzeni! To startujmy…
„No Hope in Sight” (które było znane już przed premierą) to znakomity
otwieracz ukazujący jaka jest ta płyta – jest melodia, jest ciężar gitar
są i growle, których latami brakowało mi w muzyce zespołu! Drugi w
kolejności „Terminal “ to już prawdziwa death-metalowa jazda! Grobowe
growle i wyjątkowa motoryka miażdżą uszy, ale ten rodzaj tortur to sama
przyjemność! Nieco spokojniej robi się w „An Eternity of Lies”, w
którym to pojawiają się smyczki i kobiece wokalizy w refrenie. Ten utwór
to zdecydowana przeciwwaga dla poprzednika i ukłon w stronę fanów
późniejszych dokonań zespołu, choć jeżeli ktoś nie przepada za growalmi
to go rozczaruję bo przy całej nastrojowości i melancholii kompozycji to
jest ich tu całkiem sporo!
Opisywanie kolejnych utworów mija się z celem. Charakterystyka trzech
pierwszych wpisuje się cały obraz płyty. Jest mrok, są ciężkie gitary i
klimat, który przywodzi po wielokroć lata 90-e. Małym wyjątkiem jest
jedynie przedostatni, podszyty niemal rockową aurą Cry Out”.
Na koniec nie mogę przemilczeć tematu zamykającego całość „Return to the
Sun”. Ten utwór, i piszę to z całą odpowiedzialnością, to jeden z
najlepszych numerów jakie kiedykolwiek nagrał ten zespół! Potężny chór
we wstępie, niemal epicki rozmach i potęga, która ogarnia słuchacza z
każdą kolejną sekundą. Ciężar, moc i melodia – majstersztyk! To jeden z
tych utworów, do których się wraca wyrywkowo niekoniecznie słuchając
reszty!
„The Plague Within” spotkał się z różnym przyjęciem. Część recenzentów
narzeka na próbę odcinania kuponów i próbę powrotu do przeszłości, inni
są zachwyceni. W moim odczuciu, Paradise Lost nagrali album, który
posadowiłbym w pierwszej czwórce wydawnictw sygnowanych nazwą zespołu –
jest moc na którą czekałem, jest pazur, jest i cmentarny powiew!
9/10
Piotr Michalski




















































