1. Night on Bare Mountain (incl. The Black Stone)
2. Baroque Impression no 1
3. Mundus / Veni Vidi Vici Medley
4. Suite in Progress
5. Montagues & Capulets (by Prokofiev)
6. Bill’s Solo
7. Gradus ad Parnassum
Dodatki:
– Pär Lindh – wywiad
– Galeria zdjęć
– Biografia
– Dyskografia
– Tapety na pulpit
Rok wydania: 2008
Wydawca: Metal Mind
Dotychczas na łamach Rock Area miałem przyjemność recenzować DVD
zarejestrowane na koncertach, które widziałem na żywo. Tym razem w moim
odtwarzaczu obraca się krążek dokumentujący jeden z koncertów, na który
nie dotarłem… mimo iż plany były inne.
19 listopada 2007 roku w Teatrze Śląskim w Katowicach odbył się koncert,
podczas którego można było zobaczyć dwa polskie zespoły progresywne –
kultowy SBB, oraz Believe, którego członkowie znani są fanom artrocka z
zespołu Collage. Tego wieczoru na scenie teatru pojawiła się również
grupa szwedzkiego wirtuoza klawiszowego Par Lindh Project. Właśnie
występ tej ostatniej grupy mam okazję oglądać.
Par Lindh ma już na koncie albumy koncertowe, ale ten występ był bodaj
pierwszym koncertem zarejestrowanym na DVD, gdzie zespół występował jako
trio. Dotychczas w projekcie szwedzkiego wirtuoza pojawiały się zarówno
partie gitar jak i wokalizy. Tym razem oprócz samego Para na scenie
pojawiła się jedynie sekcja rytmiczna w postaci Williama Kopeckiego
(bas) i Svetlana Racketa (bębny).
W skład setu wchodziły klasyczne kompozycje PLP przeplatane
przearanżowanymi motywami z muzyki klasycznej (motyw Mussorgskiego czy
Prokofieva). Każdy z muzyków miał okazję popisać się pod koniec koncertu
solówką… przy czym solo perkusyjne wydawało się gorsze od regularnej
gry Svetlana. Albo nie zrozumiałem zamysłu, albo ta solówka była
przekombinowana. Za dużo w niej było wyciszeń. Za to podczas utworów
perkusista zabłysnął niebagatelnym warsztatem i ciekawym nabijaniem
rytmu. PLP zaprezentował również nowy utwór, który powinien ukazać się
na kolejnym albumie studyjnym grupy, zapowiadanym na rok 2008.
Par Lindh za swoim zestawem klawiszy robił niesamowite wrażenie.
Doliczyłem się bodaj 9 zestawów i masy sprzętu dodatkowego, który
otaczał muzyka z trzech stron. Refleksja, która musiała się pojawić w
trakcie obserwowania gry Szweda, dotyczyła sposobu jego gry na dwóch
oddzielnych zestawach, na innych brzmieniach i oczywiście grania
kompletnie innych rzeczy na dwie ręce. Podczas nagrywania studio
oczywiście nie stanowi to żadnego problemu – motywy rejestrowane jako
ścieżki można nakładać do woli. Pierwszy raz w życiu widziałem tak
niesamowitą koordynację „na żywo”.
Wbrew pozorom tak skromne instrumentarium nie skutkowało ubogimi
brzmieniami. Soczysta gęsta sekcja i jej łamany progresywny charakter
wspomagała tylko a to brzmienia pianin, a to elektronicznych klawiszy, a
czasem nawet organ kościelnych. Zdarzało się nawet, że klawiszowe
solówki brzmiały jak gra solowej gitary.
Podczas oglądania tego koncertu w domowym zaciszu nie sposób się było
nudzić, czego nie jestem do końca pewien jeśli chodzi o publiczność
zgromadzoną w teatrze. Niestety na scenie nie działo się wiele ciekawego
ani spektakularnego, może poza sporadycznymi zapowiedziami Para Lindha i
grą świateł. Jeśli ktoś oprócz doskonałej muzyki spodziewał się również
show na pewnym poziomie – zapewne mógł czuć się zawiedziony. Inaczej
rzecz ma się jak już wspomniałem w przypadku DVD, a to za sprawą jego
realizacji. Bardzo dużo tu zmian widoków i najazdów kamer – częste
zmiany punktu widzenia, współgrające z dobrym oświetleniem – to
zdecydowane atuty realizacji tego koncertu. To czego zdecydowanie nie
mogli widzieć fani zgromadzeni na widowni, to ujęć przedstawiających
klawiszowego wirtuoza akcji. Kamery były bowiem zainstalowane w taki
sposób, że rejestrowały zarówno grę Para, jak i jego zachowanie za
ścianami klawiszy.
Oprócz koncertu wydawnictwo zawiera sztandarowy już zestaw dodatków taki
jak: biografia, dyskografia i zdjęcia w formie pokazu slajdów, tapety
na pulpit oraz niemal dwudziestominutowy interesujący wywiad z Parem
Lindhem, traktujący zarówno o początkach jego kariery (w tym i o
przygodzie z perkusją), o scenie progresywnej i o planach PLP.
Zatem jeśli byliście świadkami tego koncertu, warto obejrzeć ten występ z
innego punktu widzenia. Jeśli natomiast tak jak ja z różnych względów
nie dane wam było zasiąść na widowni teatru podczas tego wieczoru,
koniecznie zaopatrzcie się w ten krążek. Przekonacie się, jaką magię
można wyczarować w muzyce progresywnej bez udziału gitary solowej. Ten
koncert warto zobaczyć jeśli nie z miłości do progresywnych klawiszy –
to już na pewno z ciekawości.
Piotr Spyra


















































