1. White Christmas (5:32)
2. Kling Glöckchen (6:46)
3. Little Drummer Boy (5:57)
4. Es Kommt Bald (5:45)
5. Last Christmas (6:59)
6. Rudolph, The Red-Nosed Reindeer (5:16)
7. For Whom The Jingle Bells Toll (5:48)
8. Let It Snow (5:21)
Bonus – Instrumental Versions:
9 . White Christmas (5:32)
10. Rudolph, The Red-Nosed Reindeer (5:15)
11. Es Kommt Bald (5:45)
12. Let It Snow (5:18)
Rok wydania: 2017
Wydawca: Gentle Art Of Music
https://www.gentleartofmusic.com/
Premiera najnowszej, szóstej płyty bawarskich wizjonerów jazz-metalu, miała miejsc 24 listopada, a wiec miesiąc przed tym, czego w kwestii formalnej album dotyczy – Świąt Bożego Narodzenia. W materiałach promocyjnych firmy Gentle Art of Music znalazła się wizytówka zespołu, w formie świątecznej kartki, wypisz wymaluj wprost idealnej do wysłania swoim znajomym na święta. Widnieją na niej bombki choinkowe, z wizerunkami członków zespołu: Jana Zehrfelda (gitara), Josefa Doblhofera (gitara solowa), Alexandra von Hagke (saksofon), Heiko Junga (bas) i Sebastiana Lansera (perkusja). O preferencjach muzycznych tych panów pisałem przy okazji recenzji płyty „Tank Goodness”. W realizacji „X-Mas Death Jazz”, wzięli udział również gościnnie: Mattias Ia Eklundh (gitara, wokal) oraz wokaliści: Jen Majura, Martin Strasser, Mike Keneally i Steffen Kummerer.
Swoim najnowszym albumem, muzycy próbują rozprawić się z konsumpcyjnym, pustym, komercyjnym, sposobem celebrowania bożonarodzeniowych świąt, wyrażając to wyjątkowo niekomercyjną muzyką. Tą muzyczną batalię, rozpoczynają (no jakby inaczej) od kompozycji „White Christmas” – chyba najbardziej eksploatowanej przez centra handlowe, podczas przedświątecznych zakupów. Takiej wersji w markecie nie uświadczycie. A szkoda! Co my tam jeszcze mamy? O, chociażby : „Last Christmas”, „Rudolph, The Red-Nosed Reindeer”, „Let It Snow” i tym podobne świąteczne motywy. Praktycznie każda kompozycja, w mniejszym lub większym stopniu nawiązuje do świątecznych, klimatów. Pełno jest więc tutaj znanych, związanych ze świętami, muzycznych cytatów. Panzerballett swoją muzyką łamie ich sielankowy charakter. Mocne, metalowe riffy, djentowa motoryka i połamane jazzowe struktury, tworzą tutaj jakby nową, świąteczną tradycję. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu re-we-la-cyjny „Little Drummer Boy”, z niesamowitymi dialogami gitar i saksofonu, podpartych świetną, soczystą perkusją. W „Es Kommt Bald” znanej kolędowy motyw, złamany zostaje mocnym wokalem, a potem wszystko przechodzi, w niesamowite jazzrockowe fusion. Panzerballettowa wersja „Rudolph, The Red-Nosed Reindeer”, po prostu rozwala system! Należy przyznać, że Monachijczycy ten swój nowy, bożonarodzeniowy, muzyczny ład, kreują bardzo inteligentnie, z duża dozą poczucia humoru. Bo czy nie o dużym poczuciu humoru świadczy chociażby tytuł „For Whom The Jingle Bells Toll”, nawiązujący do utworu Metalliki, a będący przeróbką świątecznej piosenki „Jingle Bells”. Tutaj zupełnie inaczej brzmią świąteczne dzwonki, rozkołysane mocnym brzmieniem gitar i dźwiękiem saksofonu. Fajny pomysł mieli również na piosenkę „Let It Snow”. Gdzieś w połowie, jej sielankowy charakter, burzy wgryzający się w mózg dźwięk elektronicznego budzika (ludzie obudźcie się…), a potem następuje druga cześć utworu, z tym że podparta mocnym growlowym wokalem.
Muzyczny warsztat Monachijczyków naprawdę robi duże wrażenie. „Let It Snow”, a my… i tak czapki z głów.
Jeśli obmierzła wam już sielska, sztuczna atmosfera panująca przy świątecznym stole, pełna niewygodnych, stresujących rozmów o polityce, albo tych bardziej wygodnych o pogodzie, zamiast nieśmiertelnego filmu „Kevin sam w domu” lecącego w tle, spróbujcie może włączyć „X-Mas Death Jazz”, grupy Panzerballett? Niezaprawieni, w metalowo- jazzowej muzycznej fuzji goście, zbyt długo nie posiedzą – to gwarantowane. A wy z uśmiechem na twarzy wraz Janem Zehrfeldem będziecie mogli zanucić sobie pod nosem: „… rapapapam, rapapapam, rapapappapapapapam, papapapam… ”
8,5/10
Marek Toma

















































