1. Rozszczep (3:32)
2. Daj spać! (4:52)
3. Polska (2:16)
4. Nomada (4:11)
5. Pa (3:29)
6. Ulala (4:41)
7. Kto? (3:56)
8. Ziarno (3:38)
9. JPS (3:29)
10. Czas (2:23)
11. Tętent (5:23)
12. O lesie (4:10)
Rok wydania: 2011
Wydawca: SUPERSAM MUSIC
http://www.nosowska.pl/
Czy też zdarza Wam się porównywać albumy muzyczne do kolorów? Nie, nie
myślę o czymś tak oczywistym jak „Czerwony album” Comy = czerwień.
Chodzi mi o przywoływanie w myślach pewnej palety barw podczas słuchania
jakiegoś albumu. Świeżym przykładem mogą być fioletowe skojarzenia z
Wilsonowym Grace for Drowning, które miewam wraz z każdym kolejnym
odsłuchem. I nie ze wszystkimi płytami tak mam, bo nawet kilku
najciekawszych pozycji roku 2011 nie potrafię zestawić z kolorem, paletą
barw. Dlatego tytuły, którym się to udaje, zaznaczam jako (bez śmiechu)
pozycje głębsze, wymagające więcej czasu, choćby po to, aby móc
skreślić niebudzącą później wyrzutów sumienia recenzję. „Ósemeczka”
Nosowskiej to właśnie taka płyta, jedyny w tym roku „czarny album”. I
jest to pierwszy z powodów, dla których warto ten ukryty za przedziwną
okładką krążek postawić na swojej muzycznej półeczce (tudzież szafie
lub, co widziałem u kilku zapaleńców, pokoju!)
Jeżeli mielibyśmy 8 porównać do arcyudanego UniSexBlues, musielibyśmy
zaglądnąć do słownika języka polskiego i wykorzystać termin
„przeciwieństwo”. Ponieważ najnowsze dziecko Katarzyny stoi w całkowitej
opozycji do tamtego wydawnictwa: uparcie walczy z „piosenkową”
strukturą kompozycji, wszelką elektronikę trzyma na żelaznej smyczy i
wydaje się być wyjątkowo szczere, osobiste. Nosowska i Macuk musieli
wiele wyciągnąć z kowerowej Osieckiej, zwłaszcza odwagę do nietypowego
instrumentarium (Saksofon? Spoko! Klarnet? Dlaczego nie?) i pewnego
rodzaju minimalizm. Album bowiem, wbrew temu, iż jest niesamowicie
eklektyczny, wszelkimi dźwiękowymi szaleństwami operuje z filmowym
wręcz, niespotykanym dziś wyczuciem. Na prostych motywach budowane są
delikatne warstwy upiększeń, co w efekcie tworzy z tych króciutkich
kawałków niemal triphopowe pożeracze uwagi.
Katarzyna potwierdza też, że odcinać kuponów od swojego poetyckiego
statusu nie ma zamiaru. Teksty były pierwszym elementem twórczym
„Ośmiu”, być może dlatego właśnie nie uświadczymy tutaj praktycznie
żadnych refrenów. Muzyka podporządkowała się słowom, nie na odwrót.
Powoduje to pewien problem, bowiem kilka przesłuchań zajmuje
„ogarnięcie” myśli, wyłączenie w głowie normalnych oczekiwań. Album
wymaga odbioru niezwykle aktywnego, twórczego. Sam dałem się na tym
złapać, wygłaszając przedwcześnie kilka nieprzychylnych opinii. I co
ciekawe, nawet mając na uwadze ten fakt, nigdy nie nazwałbym „Ośmiu”
poezją śpiewaną.
Czym zatem jest szósta solowa wędrówka Katarzyny Nosowskiej? Tego do
końca nie wiem. Na pewno idealnym uzupełnieniem jesienno-zimowych
muzycznych seansów, do których to pór roku tutejsza muzyka brutalnie
wręcz odsyła, czy to pięknymi partiami fortepianu w singlowej Nomadzie,
czy onirycznym wręcz rozpoczęciem Kogo?, czy nawet „topniejącymi
bałwankami” w Pa. Unosi się tutaj nastrój zadumy, panuje nieuchwytna
tymczasowość. Słuchając 8, mam wrażenie, że przemierzam wzburzone wody
dojrzałego, acz wciąż niemogącego pogodzić się z powszechnym stanem
rzeczy umysłu. Nie mam za wiele do powiedzenia, mogę jedynie czerpać,
próbować ogarniać. Szczyt tego „nierozpoznawalnego poznania” osiąga
album w utworze Tętent, przepięknym dowodzie na to, że jeszcze wiele
muzycznych miejsc na odkrycie przez Nosowską czeka.
Rzecz jasna – obeznany w muzyce słuchacz wychwyci garść nawiązań i
inspiracji (głównie radiogłowych, ale nawet i wskroś islandzkich), choć
nie wydaje mi się, aby mogły one jakkolwiek przeszkodzić w rozkoszowaniu
się nowym światem wokalistki Hey. Utwory nie trzymają też równego
poziomu, ale taką Polskę wynagradza co najmniej dziewięć rewelacyjnych,
wciągających kompozycji, dlatego nie mam zamiaru się czepiać. Nosowska,
jak to zwykle ona – skromnie, boczkiem, mogłaby polskim muzykom pokazać,
jak zmienić dosłownie wszystko i pozostać wciąż sobą. …I to bez
malowania się od stóp do głów czarną farbą.
8/10
Adam Piechota


















































