NOSOUND – 2008 – Lightdark

Nosound - Lightdark

1. About Butterflies And Children
2. Places Remained
3. The Misplay
4. From Silence To Noise
5. Someone Dtarts To Fade Away
6. Kites
7. Lightdark

Rok Wydania: 2008
Wydawca: Kscope


Już od pierwszego utworu -„About Butterflies and Children”, jestem przekonany że obcuję z pięknem w czystej postaci. Utwór jest ascetyczny, a zarazem pełen przestrzeni, a tak naprawdę to dopiero preludium, zapowiedź prawdziwej duchowej i muzycznej uczty…
W kolejnej kompozycji – „Places Remained”, perkusja i brzmienie basu nadaje pewnego klaustrofobicznego klimatu, jakby zamknięto nas w dusznym zadymionym pomieszczeniu, następnie słyszymy wokal, który jakby otwierał tą klatkę wypuszczając nasze zbłąkane ciało na wolność. Wokal w tym utworze bez wątpienia kojarzyć się może ze Stevenem Wilsonem. Wreszcie usłyszeć możemy gitarową solówkę która sprawia, że z uwolnionego ciała odlatuje nasza dusza. Tą gitarową solówkę zaliczyć można do tych, które zwykle u każdego „psycho-prog-fana” powodują charakterystyczne wibracje i mrowienie ciała, solówka która nie gra, lecz płacze…
Kolejny muzyczny epizod – „The Misplay”, z szalenie ulotnymi plamami syntezatorów i wokalem, akurat tutaj podobnym do Brendana Perry, co sprawia że skojarzenia muzyczne lgną do Dead Can Dance-owej legendy. Dźwięk wiolonczeli i nigdzie nie spieszące się partie klawiszy oczarowują…
Wreszcie rozbrzmiewa początek najdłuższego na płycie, 15-to minutowego „From Silence to Noise”. Kompozycja rozkręca z minimalizmem Davida Sylviana, bardzo powoli, jakby noc nie chciała się skończyć, lecz wreszcie nadchodzi poranek, poranek bardzo mglisty, ranna mgła nie chce opaść, aby nie odsłaniać wszelkich brudów tego świata, lecz w końcu słońce wschodzi wyżej, pokazując swymi promieniami że ten nasz świat nie jest wcale taki zły…
Jeżeli chodzi o klimat tego przepięknego utworu, jest on podobny do klimatów wczesnych płyt Porcupine Tree z okresu „Up The Downstar” czy „The Sky Moves Sidesays”.
Kolejny utwór – „Someone Starts to Fade Away”, przemierza znowu ścieżki wydeptane wcześniej przez Dead Can Dance czy No- Man, ale takie ścieżki można przemierzać bez końca, utwór z gościnnym udziałem Tima Bownessa, co jeszcze bardziej upodabnia go do No-Man-owej muzycznej przygody…
Następny utwór – „Kites”. Dźwięki melotronu i wiolonczeli tworzą tak ulotny nastrój, że słuchając tej przepięknej kompozycji czujemy się jak tytułowe latawce, dryfujemy wysoko ponad chmurami, ponad tym co nas zwykłe przytłacza, czujemy się wolni, jest to jednak wolność pozorna, bo z światem od którego pragnęlibyśmy uciec, od którego chcielibyśmy się uwolnić, wiąże nas ściśle cienka ale długa nić…
I ostatni już niestety utwór, oniryczny, natchniony, który najlepiej zabrzmi w ciemności, lub przy delikatnym płomieniu konającej świecy, która odbija swój blask w kieliszku czerwonego wina, w samotności lub we dwoje, w radości bądź w smutku, smakuje wybornie…
Świeca się dopala, jest ciemno, ale widzimy jeszcze dryfujący leniwie w powietrzu jej ulotny dym, a w nozdrzach czujemy jej zapach…
Nie ma mocnych, zapalam kolejną świecę, nalewam następną lampkę czerwonego wina, włączam od początku tą płytę, a myślami błądzę, szukając drugiej zbłąkanej duszy….

9,5/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *