NoS – 2025 – Niepewność

01.Nie rozdziobią nas kruki
02.Zobaczysz
03.Niepewność
04.Piosenka dla zapowietrzonego
05.Niewielkie słowo przyzwoitość
06.Ach kiedy ruszą dla mnie dni
07.Kim właściwie była ta piękna pani
08.Nie zapalaj światła
09.Komu dzwonią

Rok wydania: 2025
Wydawca: Flower Records


Temat debiutanckiej płyty zespołu NoS można rozpatrywać dwojako. I to całkiem skrajnie. Można wysunąć zarzut, że młoda grupa idzie na łatwiznę. Zamiast przywitać się ze słuchaczami własną muzyką – podsuwa im covery. A tym samym stawia pod znakiem zapytania własny potencjał twórczy. Ale można też spojrzeć na tę sprawę inaczej. Docenić odwagę młodych artystów. Sporo trzeba śmiałości, aby już na debiutanckim albumie brać się za rogi z kanonem rodzimej literatury.

Płyta „Niepewność” nie jest bowiem typowym zestawem nowych interpretacji ogranych klasyków. Tutaj formacja NoS postanowiła pójść o krok dalej. Owszem, punktem wyjścia są piosenki rozpoznawalne. Powszechnie znane i lubiane. Bez sensu zatem byłoby nagrywać je ponownie nuta w nutę. I tutaj przejawia się twórczy wkład zespołu. Pomysł karkołomny i raczej rzadko spotykany – napisanie tych numerów od podstaw.  Jak to możliwe? Już wyjaśniam.

Kwartet ze Skarżyska-Kamiennej rozebrał klasykę na czynniki pierwsze. Zostawił teksty, muzykę oryginalną zastępując własnymi kompozycjami. A że młodym twórcom gra w duszy blues – efektem tego eksperymentu jest zestaw blues rockowy okraszony poezją znaną (nie tylko) z podręczników szkolnych. Zresztą nie można wykluczyć, że gdyby Edward Stachura czy Stanisław Grzesiuk urodzili się nieco później – w takim właśnie aranżu pisaliby swoje utwory. Czy Adam Mickiewicz też? No, tutaj moja wyobraźnia nie jest aż tak wybujała. Raczej nie tworzył tekstów z przeznaczeniem na piosenki. Zresztą na temat wokalnych umiejętności naszego Wieszcza też niewiele wiadomo. Z wyżej wymienionymi łączyło go raczej zamiłowanie do napojów wysokoprocentowych. Taki już los poetów. Ale to temat na inną okazję. Zostańmy przy muzyce.

Niepewność” to płyta, która spodobać się może nie tylko miłośnikom poezji Wojciecha Młynarskiego, Marka Grechuty czy wspomnianego już Edwarda Stachury, którego teksty zdominowały zresztą zawartość albumu. Od strony muzycznej jest to pozycja, którą polecić należy zwolennikom rodzimego bluesa w bardziej piosenkowym wydaniu. W pierwszej kolejności – fanatykom solowej twórczości Macieja Balcara. Skojarzenia te wywołane są nie tylko strukturą kompozycyjną, ale też – znacznie mocniej – barwą głosu wokalisty Dominika Rokosza, którego śpiew łudząco przypomina artykulację werbalną byłego frontmana grupy Dżem.

Trochę dziwnie słucha się tych znanych od lat pieśni w zupełnie nowej oprawie. Przy czym są to niespodzianki z gatunku tych przyjemnych. Warto zaznaczyć, że w jednym przypadku uczyniono tu wyjątek. Piosenka „Nie zapalaj światła” autorstwa Tadeusza Nalepy do słów Bogdana Loebla przypomniana została w wersji bliskiej oryginału – bez aranżacyjnej ingerencji kwartetu. Zważywszy na fakt, że Nalepę zasłużenie określa się mianem „ojca polskiego bluesa” jest to sytuacja w pełni zrozumiała – ideału poprawiać nie wypada.

NoS oprócz wspomnianego Dominika Rokosza (wokal i gitara) współtworzą Sławomir Tomeczek (gitara solowa), Maksym Rokosz (gitara basowa) i Mikołaj Rusek (perkusja). Gościnnie w sesji nagraniowej udział wzięli również Bartosz Łęczycki (harmonijka ustna), Marcin Iwiński (harmonijka ustna) i Michał Berliński (gitara). Efekt ich starań to niespełna czterdziestominutowy zbiór zgrabnych piosenek o bluesrockowej proweniencji. Cechuje je profesjonalne wykonanie. Zawodowa realizacja nagrania to obecnie już norma, aczkolwiek pochwalić zawsze warto. Brzmienie jest miłe dla ucha. W ogóle dobrze się słucha tej płyty, zwłaszcza biorąc pod uwagę karkołomną koncepcję twórczą jej autorów. Obawiam się jednak, że w natłoku nowych wydawnictw nie zdobędzie należytego jej zainteresowania. Niemniej pozostaję pod wrażeniem.

8/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *