1. Rising
2. Black Rose
3. From the Enslaved
4. Control
5. Agallah
6. Sleepingfall
7. Shall I Go?
8. Obsession
9. Necrocreative
10. Emily
Rok wydania: 2014
Wydawca: –
http://www.nonamen.pl/
W ostatnim czasie dane mi było uczestniczyć w występie holenderskiego
Delain. Muszę przyznać, że zespół jak również ich czarująca wokalistka
pokazali wysoki poziom – świetny, profesjonalny spektakl, który wywarł
na mnie ogromne wrażenie. To jednak należy do rzadkości i pewnie dlatego
nie zaliczam się do wielkich entuzjastów śpiewających kobiet w metalu.
Znaczna ich część świadomie lub nie, stara się naśladować byłą
wokalistkę Nightwish, Tarję. W wielu przypadkach panie brzmią podobnie i
nawet ich ruchy sceniczne bywają identyczne. Jednak są wyjątki (m.in.
wspomniany wyżej Delain, Battle Beast, Benedictum, Arch Enemy czy
Nightwish z Olzon), a czemu o tym piszę? Ponieważ za mikrofonem
dzisiejszego bohatera, grupy Nonamen stoi właśnie kobieta, stąd też
skojarzenia.
Grupa pochodzi z Krakowa, a jej początki sięgają 2010 roku. Jednak
dopiero końcem ubiegłego roku udało im się wydać pierwszy album
długogrający. Jego okładkę zdobi ciekawa grafika, wizualnie
przypominająca „Crows Fly Black” fińskiego Tarot. Na tym jednak
podobieństwa się kończą, bo muzycznie obie prezentują odmienne rejony
stylistyczne.
„Obsession” to zestaw dziesięciu kompozycji o dwubiegunowym charakterze.
Łączą w sobie ducha tzw. „klimatów” jakie były szeroko obecne w metalu
lat 90 – tych z elementami znamiennymi dla cięższych, czasem bardziej
nowoczesnych form gatunku. Wielkim atutem Nonamen jest Agnieszka Reiner,
co niektórych może dziwić, nie jest to wokalistka (o niej za moment…).
Pani gra na skrzypcach – swoją grą nadaje kompozycjom odpowiedniego
klimatu, charakteru, w znaczący sposób wzbogacając „Obsession”. Już na
wstępie pokazuje to „Rising” utrzymany w klimacie My Dying Bride, a to
dopiero początek. Reszta instrumentarium jest mniej zjawiskowa, a sekcji
rytmicznej momentami kuleje płynność. Mimo to trzeba przyznać, że
technicznie zespół radzie sobie całkiem przyzwoicie. Dzięki temu
kompozycje nie są błahe, twórczo płytkie, co m.in. pokazuje nastrojowy
„Agallah” o instrumentalnym charakterze.
Nie przekonuje mnie brzmienie – jest dość płaskie, brak mu odpowiedniej
głębi. Pod tym względem mogło być lepiej – brakuje mocy, tłustego,
przejrzystego dźwięku. Na całe szczęście Nonamen nie cierpi na deficyt
pomysłów – w tej materii nie można grupie zarzucić stagnacji.
„Obsession” zawiera całkiem sporo interesujących rozwiązań, które
potrafią przyciągnąć uwagę. Te jednak nierzadko bledną za sprawą
wokalistki, której partie w przeważającej części są mało barwne, po
prostu nijakie. Od razu dodam, że tu nie chodzi o umiejętności – Edyta
Szkołut ma potencjał, mocny głos. To kwestia linii melodycznych, które
są pozbawione polotu, brak im większego urozmaicenia. Z tego też względu
praktycznie w każdym utworze występuje podobna atmosfera. Nierzadko
fajny motyw po wejściu wokali traci na jakości co niestety osłabia siłę
wydawnictwa, przycina skrzydła muzycznej myśli twórczej. W tym aspekcie
zespół powinien przedsięwziąć odpowiednie kroki. To jednak leży w gestii
samych muzyków – być może zespół wyciągnie z tego konkretne wnioski, a
może pójdzie w zaparte broniąc słuszności „Obsession” pod każdym
względem.
Ogólnie debiut Nonamen nie jest zły, ale do egzaltacji brakuje mu sporo.
Tym niemniej kto dysponuje nadmiarem wolnego czasu może obadać
„Obsession”, szczególnie z uwagi na zastosowane smyczki – to największy
atut wydawnictwa. Nie jest to oczywiście pionierskie rozwiązanie, ale
gdy ktoś robi coś z głową, a tak jest w tym przypadku, wówczas warto
tego posłuchać. Kto ceni sobie bardziej klimatyczne odmiany metalu z
kobiecym wokalem (bez operowych ciągot – to akurat plus!) może
spróbować.
6/10
Marcin Magiera


















































