01. Night Train
02. Siamese Days
03. Scoville City Lovers
04. Lothringen Breakup Song
05. Gyosas For Glory
06. In The Castle Of Aaaargh
07. Lakeview
Rok wydania: 2019
Wydawca: Useless Pride Records
https://www.facebook.com/NoSeasonofficial/
Cztery lata do wydania pierwszej demówki, NO SEASON nabrali trochę
ogłady stylistycznej i produkcyjnej i pod koniec zeszłego roku wydali
oficjalny debiut. Od razu słychać tu rozwój i doświadczenie zdobyte na
scenach. Bo możemy mówić w tym przypadku o kontynuacji stylistycznej,
ale i delikatnej zmianie kierunku (choćby rezygnacja z akustycznych
patentów). Na obu wydawnictwach znajduję coś dla siebie i mam nadzieję,
że na żywo chłopaki nie zrezygnują z grania pierwszych swoich numerów.
Przejdźmy jednak do nowej płyty. Bardzo spodobał mi się ich debiutancki
album. W swoim portfolio Francuzi zeznają, że parają się muzyką
punkrockową. Nota wydawnicza mówi również o wyczuwanej w ich muzyce
nostalgii. I chyba to jest sednem siedmiu utworów zebranych na krążku
pod tytułem „Hardwires”. Owszem, zgodzę się z genezą muzyki. Słychać że
chłopaki postanowili bawić się w muzykę energetyczną i buntowniczą. Ale
słychać też zaawansowaną produkcję, oraz fakt że kompozycje są bardziej
przemyślane niż nakazywałby standard gatunku. Ja wyłapuję tutaj
postrockowe tremola w tłach, trochę brit-rockowej gitary i przede
wszystkim kapitalne wokalizy. Wokalista operuje melodyjną chrypą, jak
(nie przymierzając) Nick Barett. Pozornie zaskakujące, ale naprawdę się
sprawdza. Jest tu parę patentów rodem z typowego amerykańskiego
młodzieżowego pop-punku, ale to kolejna plama, która składa się na
obraz, który do kupy okazuje się dość unikalny brzmieniowo. Całość
układa się w moim odczuciu na taki trochę soft-punk. Zwolnienie w
„Gyosas For Glory” jest jakby wyjęte z innej epoki, ale przez to
świetnie podkreśla wrażenia, których dane nam było doświadczyć w
poprzednich kilkunastu minutach. Zresztą pod koniec utwór staje się
dosłownie na minutę balladą… i zanim jeszcze zdoła uśpić czujność,
otrzymujemy szybki riff, który niby jest kontynuacją poprzedniej
melodii, ale zaindeksowany jako następny track. Jeśli nie sprawdza się
wyświetlacza, można się pogubić. Chóralny motyw w utworze przedostatnim
sprawia wrażenie stylistyki stadionowego rocka w duchu 30stm, ale myślę
że motoryka bardziej pasuje do Foo Fighters. Tak czy inaczej na pewno
na koncertach uda się chłopakom z No Season namówić publiczność do jego
odśpiewania.
Być może postronny słuchacz potrzebowałby jeszcze kilku słów
wyjaśnienia. Coś o zamyśle… skąd tutaj cytat z Monthy Pythona, cóż
znaczą niektóre sample. Pozostaje śledzić chłopaków na facebooku. Być może ujawnią jakieś szczegóły.
Ja jestem bardzo zadowolony, że trafiłem na ten materiał. Może i jest
trochę za krótki, ale obcowanie z francuską sceną przyzwyczaiło mnie do
tego formatu – i zaczynam widzieć w tym coraz więcej sensu. Reasumując
„Highwires” to bardzo przyjemny mini-album.
8/10
Piotr Spyra
















































