NO SALVATION – 2015 – Defiling Verses

NO SALVATION - Defiling Verses

1. Intro
2. You Rise In Vain
3. Veritas Obscura
4. Coroner’s Friend
5. Among The Mistakes Of God
6. Niosący Światło

Rok wydania: 2015
Wydawca: No Salvation
http://www.nosalvation.pl/


Nie da się ukryć, że Polska jest bogata w zespoły parające się ekstremalnymi formami metalu. Na rodzimej scenie nie brakuje doświadczonych kapel, a do tego wciąż przybywają nowi, którzy swoim poziomem nie odstają zbytnio od swoich starszych kolegów. Gdzieś pomiędzy są też i tacy, którzy mimo, że funkcjonują od dłuższego czasu nadal pozostają w głębokim podziemiu. Za jedną z takich grup można uznać No Salvation z Pszczyny.

Początki ich działalności sięgają 2006 roku, ale dopiero rok temu udało im się zrealizować swoje pierwsze wydawnictwo. „Defiling Verses” zawiera jedynie sześć kompozycji, w tym intro. Ilość kawałków niespecjalnie powalająca, przez co ciężko mówić tu o płycie długogrającej (a tak niby jest). Do tego dochodzi standardowa (jak na death metal) długość poszczególnych utworów – całość liczy sobie zaledwie 26 minut (niegdyś zwykłem to nazywać deicide’owym czasem)! Fakt, dzieje się sporo, ale po wysłuchaniu całości i tak pozostaje niedosyt. Nie wiem, czym kierowali się panowie, bo w końcu od 2006 roku zespół powinien mieć wór pełen pomysłów. Być może to komponowanie sprawia No Salvation jakiś problem… nie mam bladego pojęcia. Trochę mnie to dziwi, bo kompozycjom niczego nie brakuje, nie są to pokraczne twory dźwiękowe. Wręcz przeciwnie. Począwszy od „You Rise In Vain” panowie uruchamiają śmiercionośną maszynę, która działa bez zarzutu (prawie) do końca. Jest ciężar, torpedowe prędkości, solówki, głęboki growling, smaczki techniczne – jednym słowem, kawałki na bogato. To rasowy death metal, którego prezencja nasuwa skojarzenia wobec twórczości m.in. takich grup jak: Deicide, Morbid Angel, Immolation czy Cannibal Corpse. Co prawda nie jest to materiał zbyt oryginalny, ale posiada odpowiednią moc, siłę wyrazu oraz ogień, a te elementy nie są bez znaczenia. Brzmienie materiału jest tłuste, mocno dociążone i może przydałoby się więcej przestrzeni, choć jest to kwestia subiektywnego podejścia. Nie przekonuje mnie natomiast (wyjaśniając znawiasowane słowo „prawie”) ostatni, a do tego najdłuższy i jedyny polskojęzyczny kawałek, „Niąsący Światło”. Utwór do całości ma się tak jak wywody byłego prezydenta z szeregów SLD o demokracji
– nie pasuje w ogóle.

Co się tyczy szaty graficznej – okładka (stylistycznie) przypomina prace uznanego artysty, Zdzisława Beksińskiego i aż trudno uwierzyć, że ten obraz stworzył ktoś inny (Sebastian Moń)?! Wizualnie mimo, skromnego bookletu wydawnictwo (zdjęcia i okładka) ma klimat. Całość dopełniają mroczne teksty, które prezentują się dość ambitnie, jak na deathmetalową stylistykę, ale samo przesłanie… no cóż, diabelsko to widzę.

Cóż więcej można dodać? „Defiling Vereses” jest niczym nagła burza – szybko przemija, choć efekt, jaki wywołuje może być dotkliwy w skutkach. Materiał pomimo minimalizmu ilościowego ma wiele atutów. Największym z nich jest sama muzyka. Zwolennicy intensywno – technicznego death metalu w klasycznym wydaniu powinni zaprzyjaźnić się z debiutem No Salvation. Myślę, że warto!

7/10

Marcin Magiera

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *