1. When the Devil Comes Down – 03:55
2. Haunted – 05:16
3. Unbroken – 03:58
4. Take Me – 03:49
5. Straight Through the Heart – 05:11
Rok wydania: 2019
Wydanie własne
http://nikki-stringfield.com
Nikki Stringfield to młoda amerykańska gitarzystka, którą szeroka
publiczność kojarzy głównie z zespołem The Iron Maidens (popularny
żeński coverband Iron Maiden), w którym na stałe występuje od 2015.
Właśnie ukazała się jej debiutancka epka, zawierająca pięć autorskich
utworów.
Rozpoczynający całość „When the Devil Comes Down” ma w sobie coś z The
Pretty Reckless z okolic „Going To Hell”. To wolny, marszowy kawałek, w
którym bębny są dodatkowo podbite pogłosem przypominającym klaśnięcia,
pojawiają się także loopy. W wywiadzie, który przeprowadziłem jeszcze
przed premierą wydawnictwa, Nikki przyznała mi, że utwory, które znajdą
się na tej płytce dzieli na dwie grupy: te, w których jest położony
większy nacisk na wokal i te, w których główną rolę odgrywają gitary.
„When the Devil Comes Down” bez wątpienia zalicza się do tych
pierwszych. Warstwa instrumentalna jest mocno skondensowana, a śpiew
Nikki wyraźnie wysunięty na pierwszy plan.
Zaraz jednak mamy przeskok do kategorii drugiej: „Haunted” zaczyna się
od potężnej ściany gitar, która płynnie przechodzi w nostalgiczne
arpeggio, okraszone równie przejmującą warstwą liryczną. Gitary znów są
zbite i gęste, jednak tutaj poszczególne ścieżki o wiele wyraźniej
rzucają się w uszy, już po pierwszym przesłuchaniu da się wychwycić co
jest mocniejsze w którym kanale.
Rozpędzonym riffem atakuje „Unbroken”, najlepszy, moim zdaniem, utwór w
tym zestawie . Dużo tu rytmicznego kostkowania. Wolniejsze fragmenty
znów są majestatyczne, co sprawia, że brzmieniowo całość jawi mi się
jako dopracowana hybryda Slayera z okolic „World Painted Blood” i Within
Temptation z rejonów „Hydry”. Ciekawe połączenie, prawda?
„Take Me” to kolejny utwór, w którym artystka najbardziej wyeksponowała
swój wokal. Jest to kawałek chwytliwy, z poprockowym sznytem, jednak w
przeciwieństwie do „When the Devil Comes Down” nie ma tu już loopów ani
pogłosu nałożonego na bębny, a i gitary są ostrzejsze. Solidna power
ballada.
W ostatnim na liście „Straight Through the Heart” Nikki daje upust swoim
maidenowym fantazjom. W zasadzie tylko sam śpiew artystki przypomina
nam z kim mamy tu do czynienia. Gdyby zaśpiewał to Bruce Dickinson,
można by omyłkowo uznać ten utwór za odrzut z sesji „Brave New World”
lub któregoś z kolejnych albumów, już z okresu z trzema gitarami w
składzie.
Teksty autorstwa Stringfield są takie typowo „damskie”. Słychać, że
tworząc liryki do swoich utworów artystka inspirowała się przede
wszystkim własnymi doświadczeniami. Zaś warstwa instrumentalna zdradza
ambicje Nikki i jej chęć dążenia do perfekcji. Jak już wspomniałem,
gitary rytmiczne są gęste i zarazem czytelne, natomiast solówki bardzo
różnorodne. Raz imponują wirtuozerią („Unbroken”), a innym razem
wyważonym minimalizmem („When the Devil Comes Down”, „Take Me”).
Słychać, że artystka włożyła w swoje dzieło dużo pracy i dokładnie
przemyślała jego kształt. Zaproponowała muzykę przystępną, ale ostrą
zarazem (z wyjątkiem promującego całość „When the Devil Comes Down”),
mogącą się podobać zarówno zwolennikom Iron Maiden jak również fanom np.
wczesnej Taylor Swift. Bardzo chętnie bym posłuchał tych utworów na
żywo, mam nadzieję, że wkrótce będzie mi dane.
8,5/10
Patryk Pawelec













































