D’VIRGILIO, NICK – 2020 – Invisible

nick-d-virgilio-invisible

1. Prelude (2:22)
2. Invisible (3:52)
3. Turn Your Life Around (7:45)
4. I’m Gone (4:00)
5. Money (That’s What I Want) (4:50)
6. Waiting for No One (2:47)
7. Snake Oil Salesman (3:34)
8. Where’s the Passion? (6:50)
9. Mercy (7:15)
10. Overcome (5:21)
11. In My Bones (4:21)
12. Wrong Place Wrong Time (4:11)
13. Not My Time to Say Goodbye (7:02)
14. I Know the Way (5:05)

Rok wydania: 2020
Wydawca: Burning Shed
https://burningshed.com/


Nick D’Virgilio to znana postać w świecie muzyki progresywnej, głównie za sprawą wieloletniego członkostwa w amerykańskiej formacji Spock’s Beard. Najpierw jako perkusista, a później po odjęciu Neala Morse’a, również jako wokalista tego zasłużonego zespołu. Obecnie muzyk związany jest jednak jako perkusista, z inną cenioną, progresywną grupą Big Big Train. Wydany w czerwcu tego roku album solowy, jest drugim, pełnym w jego karierze. Pierwsza płyta -„Karma”, ukazała się w 2001 roku. W 2004 roku wydał też płytę koncertową – „Live & Acoustic”. D’Virgilio bębnił również w grupie Genesis, na ostatnim studyjnym albumie zespołu „Calling All Stations”.

Nick nagrywając swój najnowszy album otoczył się sporą grupką znanych i cenionych, progresywnych muzyków: Jordan Rudess (Dream Theater) – klawisze, Jem Godfrey (Frost*) – klawisze, Tony Levin (King Crimson, Peter Gabriel) – bas, Jonas Reingold (The Flower Kings, Steve Hackett) – bas, Paul Gilbert (Mr. Big, Racer X) – gitara, Rick Nielsen (Cheap Trick) – gitara, Carl Verheyen (Supertramp) – gitara. Udział takich nazwisk musiało odbić swoje piętno na samej muzyce, która jest również bardzo bogata i w pewnym sensie różnorodna. Na dodatek ubarwiona licznymi motywami sekcji smyczkowych i dętych, nagranych w samym Abbey Road Studios.

Płytę rozpoczyna 2 minutowe, symfoniczne preludium. Krótki, ale piękny, bogaty, instrumentalny wstęp. Potem dostajemy wyjątkowo uroczy, również nie długi utwór tytułowy „Invisible”. Gitara akustyczna, nastrojowe klawisze świetny, uczuciowy wokal Nicka. Jakby w beatlesowskim stylu. To bez wątpienia jedna z perełek tego albumu. Do „Turn Your Life Around” wkradło się odrobinę nowoczesnej elektroniki i ostrzejszych gitar. Tej kompozycji stylistycznie chyba najbliższa jest do muzyki Spock’s Beard. 7 i pół minuty solidnego prog rocka. „I’m Gone” posiada nieco dyskotekową formę. To bardziej popowy numer, z soulową otoczką, w postaci żeńskich wokaliz w tle. „Money (That’s What I Want)”, to bardzo ciekawa kompozycja, również z żeńskimi chórkami w tle. Dzięki tym wokalizom, oraz tytułowi, skojarzenie jest jedno – Pink Floyd. Słychać tutaj charakterystyczny bas Jonasa Reingolda. „Waiting for No One”, to piękna, bardzo wytworna piosenka (w zasadzie ballada), z delikatnym fortepianowym tłem. Rokowo, ostrzej robi się przy kolejnym utworze „Snake Oil Salesman”. „Where’s the Passion?”- kolejna nastrojowa kompozycja, zdecydowanie dłuższa od poprzedniej (6 minut), z solidnym, symfonicznym temperamentem. To chyba jeden z bardziej charakterystycznych utworów tej płyty. „Mercy”- jakieś kroki i odgłosy miasta na wstępie, potem naprawdę ostre gitarowe wejście. To drugi z trzech siedmiominutowców , ale mógł, a właściwie powinien się rozwijać znacznie dłużej! Szkoda, że został jakby sztucznie wyciszony w trakcie fajnej gitarowej solówki. „Overcome” – zaczyna się z mocnym rockowym pazurem, potem nastrój łagodniej i robi się bardziej wzniośle. „In My Bones”, to bardzo żywy , spontaniczny numer z wykorzystaniem dęciaków w tle. Moim zdaniem jeden ze słabszych fragmentów tej płyty. „Wrong Place Wrong Time” – trochę niepokornej elektroniki tutaj się wkradło. Ogólnie bardzo energetyczny fragment, jest werwa i moc. „Not My Time to Say Goodbye” – ostatni 7 minutowy długas. Na wstępie ma coś z aury Depeche Mode, ale potem przechodzi raczej w klimaty Alana Parsonsa. Ostatnia 14-ta kompozycja
„I Know the Way”, może nie wyróżnia się jakoś szczególnie, ot przyjemna piosenka wieńcząca całość . Gdyby była to muzyka filmowa, utwór wprost idealny na końcowe napisy.

Swoją nową, solową płytą Nick D’Virgilio udowadnia, że dobrze czuje się zarówno w dłuższych, rozbudowanych, progresywnych formach, jak i w bardziej popowym, piosenkowym materiale. Album „Invisible” jest bowiem właśnie takim popowo- rockowym mariażem z muzyką progresywną, podaną z symfonicznym rozmachem. Może jako całość płyta wydaje się odrobinę przydługa (prawie 70 minut) i rozchwiana stylistycznie, ale udowadnia jeszcze jedną rzecz. D’Virgilio świetnym wokalistą jest i basta!

7,5/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *