NEVERMORE – 2000 – Dead Heart in a Dead World

Nevermore - Dead Heart in a Dead World

1. Narcosynthesis
2. We Disintegrate
3. Inside Four Walls
4. Evolution 169
5. The River Dragon Has Come
6. The Heart Collector
7. Engines Of Hate
8. The Sound Of Silence
9. Insignificant
10. Believe In Nothing
11. Dead Heart In A Dead World

Rok wydania: 2000
wydawca: Century Media


Kiedy ktoś ci zajdzie za skórę, przykładowo twój szef czy kolega w pracy, czy też własna żona, bądź rozbrykane dzieciaki, najlepiej odreagować wkładając do odtwarzacza odpowiedni rodzaj muzyki, do tego celu najlepiej nadaje się nierdzewna stal – trash metal , a jeżeli trash to proponuję Nevermorea. Zespół może nie jest tak znany jak sztandarowe grupy tego nurtu: Metallica, Slayer, Megadeth, Over Kill czy Testament, ja z pewnością dołączył bym go do tego elitarnego grona. Nevermore ma w swoim dorobku kilka dobrych albumów, do moich ulubionych należy właśnie Dead Heart in a Dead World.

Co w tym zespole takiego wyjątkowego? To że obok potęgi brzmienia potrafią wpleść w swoje utwory szereg melodycznych motywów a to za sprawą doskonałego wokalu Warrela Danea. Potęga brzmienia dająca czasami efekt ściany dźwięku miesza się z mocnym lecz nie warczącym lecz melodyjnym wokalem. Płyta rozpoczyna się jak w powieściach Hickoka: trzęsieniem ziemi a potem będzie się dopiero działo! Pierwszy numer – Narcosynthesis od początku wgniata nas w fotel, galopujący jak stado rozwścieczonych bizonów z fajną gitarową frazą i wokalem dźwigającym dęba nasze owłosienie. Kolejny kawałek to jeszcze potężniejszy brzmieniowo We Disintegrate, jest ciężko, potężnie i technicznie. Doskonały jest również utwór Evolution 169 ze świetnym mięsistym riffem, jakby 1000 gitar Toniego Iomiego sprężono w jedną i z przewspaniałymi wokalizami Warrela Danea, to jeden z lepszych utworów na płycie, choć w zasadzie jest ona pozbawiona słabszych punktów.
Ciężar walca drogowego z silnikiem ferrali przemyka się przez kolejne utwory, aż do dziewiątego kawałka – Insignificant, tu zespół daje nam odetchnąć. Ten utwór można by śmiało nazwać metalową balladą, dźwięk akustycznych gitar i ten głos Warrela, by po chwili znowu uderzyć pełnią mocy, a potem znowu błogie wyciszenie. Godny polecenia jest również utwór Believe in Nothing, ciekawy kawałek ze świetnymi solówkami Jeffa Loomisa. Na płycie zespół umieścił cover Simona & Garfrankela – The Sound of Silence. Gdyby któryś z tych panów usłyszał dzisiaj tą wersję swojej piosenki nie wiem jaki efekt by to wywołało? Wersja jest porażaaaaająca! Ostatni utwór rozpoczyna się jakby ktoś włożył do gramofonu trzeszczący analog, potem wchodzi zawodzący wokal Warrela, w tym kawałku brzmi on jak skrzyżowanie Ozzy Osbournea z Glenem Danzigiem, by nagle uderzyć prawdziwym brzmieniowym kopem, jest naprawdę mocno ! To dobry utwór na zakończenie tej wspaniałej płyty.
Fajna jest również okładka, mogła by służyć jak afisz do jakiegoś kinowego horroru: drzewo-człekokształtna sylwetka w blasku księżyca w mrocznym tle. Strona wizualna jak dla mnie jest ważnym elementem każdego muzycznego dzieła.

Niedawno ukazała się na rynku solowa płyta Warrela Danea wokalisty Nevermore to jego pierwszy solowy album, oj ciekawy jestem co zawiera to wydawnictwo. Kiedy zaspokoję swoją ciekawość obiecuję się z wami podzielić.

8/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *