01. Whatever Days 04:46
02. Heaven Smiled 04:14
03. Flowers In A Vase 04:15
04. Love Shot An Arrow 04:18
05. Song For The Free 04:27
06. Tell Me Annabelle 04:21
07. My Time Of Dying 04:36
08. When Things Slow Down 03:24
09. Daddy’s Daughter 04:44
10. Wear The Chains 04:04
11. The Way Of Love 04:31
Rok wydania: 2014
Wydawca: InsideOut
http://www.nealmorse.com/
„Songs From November” zawiera 11 piosenek, być może właśnie dlatego, że listopad to 11-ty miesiąc roku. Wizerunek Neala Morse’a, w ciemnych, przeciwsłonecznych okularach, zdobiący okładkę płyty sugeruje, że miesiąc ten w rodzinnych stronach Neala jest chyba pogodniejszy, niż listopad w naszej części globu? Sugerują to również same piosenki, wcale nie tak ponure i smutne, a często właśnie pogodne, niepozbawione pewnego optymizmu. W każdym bądź razie nie mają za wiele wspólnego z listopadową nostalgią twórczości Giancarla Erry (Nosound, Memories Of Machines). Nieprzypadkowo używam tutaj sformułowania piosenki, bo ich długość, jak i forma jest zdecydowanie piosenkowa, w odróżnieniu od rozbudowanych kompozycji do jakich artysta nas przyzwyczaił.
Neal Morse swoją „listopadową muzyką” oddala się od rockowej konwencji, flirtując z popem, soulem, country, gospel… Otwierający płytę, rozbujany dęciakami „Whatever Days”, kojarzyć się może nieco z The Beach Boys. „Heaven Smiled”, dzięki natchnionym, chóralnym śpiewom żeńskim towarzyszącym artyście, jest najbardziej gospel-owy, ale tym razem głownie w warstwie muzycznej, w tym przypadku ten album nie jest kolejnym wyznaniem religijności artysty. Prześliczny „Flowers In A Vase”, ma pewne zabarwienia muzyki country. „Love Shot An Arrow”, jest natomiast bardziej patetyczny, dzięki symfonicznej otoczce. W tym przemiłym dla uszu, piosenkowym zestawie są momenty nie pozbawione wigoru („Song For The Free”, „Wear The Chains”), ale mimo wszystko więcej tutaj tych bardziej lirycznych (lecz niekoniecznie smutnych) momentów („Tell Me Annabelle”, „My Time Of Dying”, „When Things Slow Down”, „The Way Of Love”). Jednym z piękniejszych (jak dla mnie), jest muzyczne wyznanie ojcowskiego uczucia do córki -„Daddy’s Daughter”.
Swoją wydaną w sierpniu, listopadową płytą (większość pomysłów zrodziła się w głowie artysty podobno właśnie w listopadzie) Neal Morse udowodnił, że jest mistrzem nie tylko w kreowaniu przebogatych pod względem instrumentalnym, rozbudowanych muzycznych form, ale również w tworzeniu pięknych melodii i pisaniu, przemiłych dla ucha, jak również serca fajnych piosenek, co wbrew pozorom wcale nie jest sprawą łatwą.
8,5/10
Marek Toma




















































