1. Last Piece Of My Heart
2. Dope
3. Ukrainian Prostitute
4. Stay Tonight
5. Rock’n’Roll Nastion ft. Frriends
6. Spell On Me
Bonus:
7. R’N’R Nation – JJ voc.
8. Jingle Bells
Rok wydania: 2013
Wydawca: –
http://www.nastycrue.com
Spójrzmy na zdjęcie zespołu wewnątrz koperty płyty. Kogo widzimy?
Czterech „groźnie” wyglądających kolesi, długowłosych, wytatuowanych z
których najbarwniejszy jest stojący na pierwszym planie wokalista JJ.
Dosłownie najbarwniejszy. Wszystko przez fryzurę. Czerwone włosy
postawione na sztorc, przepasane opaską. Na pierwszy rzut oka można
odnieść wrażenie że mamy do czynienia z kapelą której muzycy poddali się
hibernacji gdzieś na początku lat 80-tych, dziś cudownie odnalezieni,
nadal dwudziestoletni rozpoczynają w XXI wieku swoją rock’n’rollową sex
misję. Prawda jest taka że we Wrocławiu znalazło się czterech gości,
którzy postanowili grając rocka nieźle się zabawić. Wskrzesili hair
metalowego ducha i przesadnie ulegając glam rockowemu kiczowi puszczają
oko do przyszłych współbiesiadników imprezy, mając zamiar być ich
wodzirejami. Nie da się ukryć że wykreowany wizerunek ma cechy
pastiszu stylu któremu przyświecało motto: „żyj szybko, kochaj mocno i
umieraj młodo”. W takim razie nazwa zespołu Nasty Crue jest łatwa do
rozszyfrowania, zwłaszcza drugi człon. Niemal żywcem został zabrany
grupie Mӧtley Crüe, jednemu z głównych przedstawicieli gatunku.
„Rock Me!” krzyczą panowie we wstępie utworu „Last Piece Of My Heart
witając słuchacza debiutanckiej EP-ki „Rock’n’Roll Nation” ,”. Później
przycinają gitarami, perkusja nadaje imprezowy rytm, a JJ śpiewając
wędruję po górnych rejestrach. Melodyjny refren zdradza koneksje z Def
Leppard i wszystko razem potwierdza, że wizerunek ma pokrycie w
muzyce. Lata 80-te jak w pysk strzelił. Zawadiackie gitary wycinające w
odpowiednich miejscach szaleńcze solówki, przeważające szybkie tempo,
chwytliwe refreny z potężnymi chórkami i pewny siebie wokal, takie
elementy znajdziemy we wszystkich kompozycjach. Czasami zbliżają się do
power metalowych prędkości jak w „Dope”, by później odrobinę spowolnić
w zadumie nad ukraińskimi prostytutkami („Ukainian Prostitute”). Ponad
wszystkimi utworami góruje tytułowy „Rock’n’Roll Nation”. To znaczy
powyższy opis także do tej piosenki pasuje (plus melodyjne klawisze),
tylko że proporcja składników rockowego przeboju została dobrana w tym
przypadku bardzo precyzyjnie. Prawdopodobnie sam zespół dobrze zna moc
tego numeru , bowiem pojawia się na płycie dwukrotnie. Po raz pierwszy w
wersji zagranej z przyjaciółmi , później w strefie bonusów, którą
zamyka żartobliwie wykonany „Jingle Bells” . Jeszcze jedno. Trzeba
przyznać że całość została niezwykle starannie wyprodukowana. Muzyka
brzmi sterylnie, dynamicznie przez co bardzo dobrze słucha się
debiutanckiej EP-ki wrocławian.
Nasty Crue wyglądają i grają jak kapela która zbiegła z jakiegoś
rockowego Jurassic Parku. Ale retro rock ostatnio jest w cenie, więc być
może wraz falą dotrą do miejsc gdzie szampan leje się strumieniem ,
dziewczyny paradują w bikini i impreza nie milknie nawet po 22.00. A nad
barem wisi napis „Welcome to LA”. Gdziekolwiek to jest.
7/10
Witold Żogała

















































