NAILED TO OBSCURITY – 2025 – Generation of the Void

1. Glass Bleeding
2. Liquid Mourning
3. Overcast
4. Spirit Corrosion
5. Generation of the Void
6. Echo Attempt
7. Allure
8. Clouded Frame
9. Misery’s Messenger
10. The Ides of Life

Rok wydania: 2025
Wydawca: Nuclear Blast


Dziś kilka słów o nowej płycie zespołu, który w Polsce wciąż nie jest zbyt rozpoznawalny, ale ta sytuacja zdaje się ulegać miarowej poprawie. NAILED TO OBSCURITY to grupa cierpliwa, bo z jednej strony nienachalnie, a z drugiej sukcesywnie i skutecznie zwraca na siebie coraz większą uwagę, szerzej zaznaczając swoją obecność na metalowej scenie. Względem ich twórczości ciężko przejść obojętnie, więc nie ma się czemu dziwić, że z płyty na płytę, zespół staje się bardziej popularny. Ta niemiecka formacja ewidentnie ma na siebie pomysł, wciąż ma do przekazania, zaoferowania coś ciekawego, a w stylistyce w jakiej się porusza – atmosferyczny doom/death metalu w melancholijnym wydaniu – nie powiedziała ostatniego zdania.

Niezbitym tego dowodem jest właśnie „Generation of the Void” który miał swoją premierę we wrześniu bieżącego roku. Jest to już piąty album studyjny w dorobku NAILED TO OBSCURITY, ale pierwszy nagrany przy udziale nowego basisty, Lutza Neemanna. Czy to oznacza stylistyczne rewolucje? Otóż nie, muzycznie mamy do czynienia z naturalną kontynuacją wcześniej obranego kursu, swobodnym rozwinięciem prezentowanych do tej pory możliwości i choć nie uświadczymy drastycznych rewolucji, silenia się nowatorskie rozwiązania, zespół ewidentnie nie popadł w stagnację. „Generation of the Void” to stabilny krok naprzód – nie chodzi tu wyłącznie o samą muzykę, bo czynników progresu jest więcej. Już przy pierwszym kontakcie album zwraca na siebie uwagę malowniczą, a do tego dynamiczną i zarazem niepokojącą – w swoim przekazie – okładką. Apokaliptyczno – futurystyczna grafika (osobiście) przywołuje mi na myśl filmowy hit „Incepcja”. Ów skojarzenia wynikają poniekąd z zakrzywionej percepcji, odrealnionej rzeczywistości, wizualnego zawirowania i bliżej nieokreślonego chaosu. W czymś takim zdaje się tkwić wpleciona w ten pejzaż, jasna postać. Jakby była zniewolona, uwikłana. Przytłacza ją masyw otaczającej rzeczywistości, z którą wydaje się być powiązana i mimo silnego pragnienia wyrwania się, ucieczki, nie może znaleźć wyjścia, wytchnienia. W tym samym klimacie, przy wykorzystaniu podobnych środków, barw, została wykreowana szata graficzna wnętrza bookletu, gdzie nieodzownymi elementami są człowiek i ogrom (nie tylko) zurbanizowanego otoczenia. Na poszczególnych stronach ozdobionych inną grafiką, umieszczono czytelne teksty, a całość dopełniają dwa zdjęcia całego zespołu na tle miejskiej zabudowy. Wszystko razem tworzy zgrabną, spójną całość. Nie inaczej jest w przypadku samych tekstów, ale tutaj ciężko mówić o dosłownym, jednoznacznym przekazie, bo te mogą być postrzegane przez każdego słuchacza inaczej, co wyraził też sam wokalista. Jednak dla niego mają one osobiste znaczenie, a to oznacza, że warstwa liryczna nie traktuje o niczym. W ogólnym skrócie można stwierdzić, że w tej materii zachodzi wyczuwalna wieź względem oprawy graficznej. W tekstach poruszane są szeroko pojęte kwestie egzystencjalne i zagadnienia z tym związane. Odnoszą się głównie do człowieka (raczej jako jednostki), jego zagubienia w obecnych realiach życia, również w sferze niematerialnej, nawet duchowej. Pojawiają się pewne pytania, trafne spostrzeżenia, ciekawe spojrzenia na różne zjawiska, które towarzyszą każdemu z nas. Faktycznie ciężko jest opisać ich przekaz, bo poruszane tematy dają szeroką możliwość interpretacji, analizy. Można jednak odnieść silne wrażenie, że całość ma raczej pesymistyczne usposobienie i próżno tu szukać przebłysków światła, oznak radości. Na tym tle zdaje się wyróżniać, zamykający całość „The Ides of Life” (z urokliwym motywem wieńczącym), dający pewien przebłysk nadziei na koniec.

Minorowy nastrój ma też swoje ścisłe odzwierciedlenie w muzyce, która jest wręcz przesiąknięta jesienno – zimową aurą przygnębiania, a poniekąd zadumy. Sprzyjają temu specyficzne brzmienie oraz „przymglona” produkcja, która pomimo selektywności nie jest laboratoryjnie przesadzona. Na te kwestie z pewnością wpływ miała osoba Jabcoba Hansena (postać znana w światku muzycznym), która obok już wcześniej współpracującego z zespołem V. Santury, była zaangażowana w proces realizatorski, co przełożyło się na profesjonalne brzmienie. To w połączeniu z muzyczną wrażliwością zespołu, zaowocowało powstaniem płyty pełnej wyczucia, zmiennych emocji. Mimo wyczuwalnych naleciałości, podobieństw (tych ciężko się wyzbyć w obecnych czasach), zespół – przy ograniczeniach eksplorowanej stylistyki – potrafił wypracować własną recepturę, wedle której tworzone pomysły mają swój wyjątkowy charakter. W dużej mierze jest to zasługa wokalisty, a szczególnie jego charakterystycznej, rozpoznawalnej barwy głosu, a jak powszechnie wiadomo, ten element pomaga wyróżnić się na tle licznej konkurencji. Prezentowane pomysły, oprócz delikatności, mają w sobie zakorzenioną agresję i metalowy pazur, co daje się wyczuć już przy okazji otwierającego „Glass Bleeding”, który można też uznać za jeden z najbardziej energetycznych momentów na płycie. Tych oczywiście nie brakuje i w kolejnych kompozycjach. Przykładem mogą być m.in. ciężki „Overcast”, gdzie perkusista pozwala sobie na zastosowanie „naprzemiennej stopy”, a całości uroku dodaje przyjemnie przestrzenny gitarowy motyw czy też zróżnicowany „Clouded Frame” z majestatycznym i zarazem potężnymi partiami growli, które poprzedzają chwytliwy refren. Raimund nierzadko pozwala sobie na szeptane frazy oraz czyste wokale, w którym też prezentuje się wiarygodnie, a sama muzyka zyskuje na różnorodności. W takich momentach pojawia się też większa melodyjność. Można tego doświadczyć chociażby w trakcie „Misery’s Meesenger”, „Echo Attempt” zawierającym niepokojące tło oraz instrumentalny motyw, silnie przywołujący na myśl wcześniejsze dokonania Katatonii. Również utwór tytułowy posiada zapadający w pamięć melodyjny refren, a chyba najbardziej pod tym względem wyróżnia się „Spirit Corrosion” z wyraźnie chwytliwą strukturą o dość etniczno – afrykańskim wydźwięku. Trzeba przyznać, że tego typu akcenty pozytywnie wpływają na ogólną rozpoznawalność materiału i choć ten nie jest zbyt łatwy w odbiorze – zwłaszcza na początku – to z czasem słuchacz odkrywa coraz więcej. Znowu przy okazji stonowanego „Allure”, zespół praktycznie całkowicie dystansuje się od metalowej energetyki, której miejsce zajmuje niespieszna nastrojowość. Można pokusić się o stwierdzenie, że muzyka jaką zawiera „Generation of the Viod” jest swego rodzaju zestawieniem przeciwności, które przenikają się wzajemnie w sposób płynny, przemyślany. W moim odczuciu jest to też najbardziej dojrzały materiał w dorobku tej niemieckiej grupy.

Album na pewno wymaga cierpliwości, skupienia, żeby w pełni mógł zaistnieć w świadomości słuchacza. Obcowanie z nim można porównać do relacji z osobą skrytą, która w miarę poznania coraz bardziej otwiera przed nami swoje bogate wnętrze. Takiej znajomości trzeba poświęcić więcej czasu, ale ten nie będzie stracony, ponieważ wraz z kolejnymi odsłuchami poznajemy coś nowego i taka znajomość nie jest wyłącznie na chwilę. Właśnie z czymś takim mamy do czynienia w przypadku premierowego materiału NAILED TO OBSCURITY. To materiał do dłuższej kontemplacji i to nie na każdy czas. Jego słuchanie wymaga odpowiedniego nastawienia, nastroju. Dlatego kto lubi muzyczne wyzwania i nie ogranicza się wyłącznie do „banalno – łatwych” dźwięków, a do tego ceni sobie dotychczasowy dorobek zespołu oraz ogólnie dokonania m.in. takich formacji jak Paradise Lost, Katatonia czy Amorphis, ten z wysokim prawdopodobieństwem rozsmakuje się w zawartości „Generation of the Void”. To naprawdę bardzo solidna pozycja!

8,5/10

S!X


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *