1. The Funeral
2. Until the End
3. Breathing Near the Roar
4. Les Enfants Du Soleil
5. Still the Dawn Will Come
6. The Clown
7. Soul of My Soul
8. Edge of the Night
9. Echo of the Fallen
10. Through the Seasons
Rok wydania: 2026
Wydawca: Ear Music
https://www.facebook.com/myrathband
Myrath idą w mainstream. Ewidentnie posmakowali dużych scen i zamarzyło im się zostanie kolejnym Nightwishem. Wykorzystując więc swoją nisze idą w granie bardziej orkiestralne pompatyczne, czy ambitne? Nie przeszkadzało mi kompletnie ich obranie kierunku na melodykę, nawet kiedy złośliwi przypięli im łatkę Prince of Persia metal, brałem to pół żartobliwie. Teraz niestety proporcje i akcenty zostały przesunięte jeszcze bardziej w tą stronę. Wychodzi im to trochę kuriozalnie, jakiś taki Disney metal.
Na nowej płycie jeszcze bardziej odeszli od metalowej estetyki, coraz mniej u nich połamanych rytmów, a coraz więcej podobnych melodii i orkiestracji. Nie oznacza to, że na nowej płycie nie znajdziecie fajnych kawałków. Wprost przeciwnie, ja w pewnym sensie nawet kibicuję im zyskania coraz większej popularności. Niestety obawiam się że wzorem Kamelot zaczną nagrywać takie same płyty.
Ale wróćmy do nowego albumu. Mnóstwo Tu eksploracji orkiestracji w estetyce arabskiej więc generalnie czegoś do czego zespół nas przyzwyczaił od jakiegoś czasu. ale proporcje zostały odwrócone do góry nogami i tak po prawdzie elementów metalowych musimy szukać na siłę. I owszem na siłę je znajdziemy ale dla starych fanów może tego być za mało.
Muszę przyznać, że nie porwał mnie singlowy kawałek z gościnnym udziałem Elize Ryd. Być może w pewnym sensie z powodu jakieś klęski urodzaju. Bo Elize z ostatnimi czasy śpiewała gościnnie w wielu projektach. Nie spodobał mi się zabieg dziecięcego chóru i fraz po w języku francuskim, a później przejście do języka angielskiego w reszcie utworu. Kawałek w sumie na tyle wielowątkowy, że robi się rozlazły. Nie porwała mnie też ballada. Ale ona z kolei w kontekście całej płyty została przeze mnie odebrana nieco lepiej niż jako samodzielny singiel. Generalny zarzut co do całości – za dużo jest tu chórów, nawet mimo to, że doceniam ich potencjał koncertowy. A może te utwory sprawdzą się lepiej na żywo?
Jasnymi punktami są natomiast „Breathing near the roar”, który niby hołduje estetyce z której przed chwilą darłem łacha, ale tutaj jakoś wyjątkowo pasuje mi i melodia i chór. Jako drugi muszę wymienić „Still the dawn will come” i wskaże go jako mój zdecydowany ulubieniec na tej płycie. Prawdopodobnie dlatego, że estetyką sięga nieco dalej wstecz. A soczysta gitara akustyczna w tle robi robotę. Następujący po nim „The clown”, to kolejny element, który nie pozwoli mi totalnie zdyskredytować tej płyty. Niby orkiestracja trochę kwadratowa, ale przyjemnie się go słucha. Niegłupi jest też „Edge of the Night”, ale główny motyw trochę za bardzo robi za „Believer 2”.
Podsumowując. z jednej strony mam świadomość że nikt nie stoi w miejscu i zespoły powinny się rozwijać. Cieszę się że zespół zyskuje coraz większą popularność na ich koncerty przychodzi coraz więcej fanów, a co za tym, idzie stać ich na trasy headlinerskie. Z drugiej strony obawiam się że sympatycy początku ich twórczości, o ile już nie porzucili zespołu, zrobią to po tej płycie… albo wraz z nią. Ja przyznam szczerze że to będzie pierwsza płyta Myrath której nie kupię.
6/10
Piotr Spyra



















































