MYRATH – 2011 – Tales of the Sands

1. Under Siege
2. Breaving the Seas
3. Merciless Times
4. Tales of the Sands
5. Sour Sigh
6. Dawn Within
7. Wide Shut
8. Requiem for a Goodbye
9. Beyond the Stars
10. Time to Grow


Rok wydania: 2011
Wydawca: Nightmare Records / XIII Bis Records
http://www.myrath.com


Desert Call był dla mnie jak objawienie. Zespół, który przecież wcześniej już znałem z debiutanckiej płyty, mimo że dobrze się zapowiadał od początku, nie objawiał aż tak wielkiego potencjału. Początek kariery wydawniczej dla Tunezyjczyków, to dość ewidentne wzorowanie się na muzyce amerykańskich weteranów progmetalu – Symphony X (zresztą na początku kariery byli ich coverbandem). Dzięki zalążkom własnego stylu zespół zwrócił moją uwagę albumem Hope, jednak daleki byłem od zachwytów, te nastąpiły za sprawą rewelacyjnej wspomnianej już płyty drugiej. MYRATH postawił na niej na zaakcentowanie w swojej muzyce estetyki arabskiej i trafił tym w dziesiątkę. To co inne grupy używały od lat jako smaczek, w przypadku Myrath stało się podstawą stylu. Jak dobrze pamiętam profilaktycznie zachowałem ocenę maksymalną na przyszłość, nie do końca jednak wierząc, że grupa będzie w stanie przeskoczyć tak wysoko zawieszoną poprzeczkę.

Jednak nowym albumem, Tales of sand to im się udało. Arabski folk jest tu elementem jeszcze bardziej integralnym. Wkradł się nie tylko w motywy klawiszowe i orkiestracje (smyki). Klimaty bliskiego wschodu serwowane są w tym przypadku częściej w rytmice, a nawet w postaci gitarowych riffów. I jak bardzo przekoloryzowane by się to nie wydawało, tak przyznać trzeba, że grupa z Tunezji osiągnęła w swojej stylistyce mistrzostwo! Utwory są wyjątkowo wywarzone, motywy wspaniale współgrają z progmetalowym instrumentarium, a melodie na pozór karkołomne, są wyjątkowo łatwo przyswajalne.
Po raz kolejny niesamowitą zaletą muzyki zespołu jest w wokalizach mariaż arabskiej melodyki (zawodzenia wręcz) z klasyczną estetyką melodii.

Z płyty na płytę Myrath brzmi coraz bardziej rozpoznawalnie. Na debiucie wśród riffów charakterystycznych dla amerykańskiego progmetalu pojawiały się smaczki arabskie, drugi album bombardował takimi dźwiękami głównie w pierwszej połowie, by z biegiem albumu zaczerpnąć nawet z progresywnego rocka czy jazzu. Tym razem mimo jeszcze głębszej wycieczki w folkowe brzmienie grupa nagrała płytę najbardziej spójną. To czym mnie urzekają, więc nieprawdopodobnie zakręcona rytmika i melodia, serwowane są na równi z gitarowymi soczystymi solówkami i klawiszowymi partiami arabskiej muzyki etnicznej.
Jeśli miałbym wskazać zespół, który może obecnie najbardziej inspirować muzyków Myrath, tym razem wymieniłbym Kamelot. Ale wrażenie to odnoszę zaledwie na podstawie kilku motywów, które tamci stosowali w orkiestracjach i dla dodania kolorytu. Dochodzę też do wniosku, że być może zasługą takiego postrzegania jest produkcja płyty…

Być może na koniec was zaskoczę wymieniając jako mojego absolutnego faworyta utwór ostatni Time to grow… Który jest najbardziej zorientowany na melodyjny progmetal, a zawiera najmniej elementów opiewanych przeze mnie przez ostatnich kilka akapitów.
Wśród wyrównanego, bardzo wysokiego poziomu albumu, to istna perełka, być może dlatego, że nieco się wyróżnia… Normalnością.

10/10

P.S. Dla mnie absolutnie płyta roku 2011!

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *